Zdjęcie: Twitter / X
22-06-2026 08:40
Wczoraj wieczorem Wołodymyr Zełenski ujawnił, że publiczne ultimatum skierowane pod adresem Łukaszenki było poprzedzone wielomiesięcznymi próbami rozwiązania sprawy nieoficjalnymi kanałami. Jak podkreślił, za pośrednictwem służb specjalnych i wojskowych Białoruś wielokrotnie otrzymywała sygnały, by zaprzestać pomocy Rosji.
Prezydent Ukrainy przekonywał, że retransmitery działające w obwodach brzeskim i homelskim mają znaczenie dla koordynacji lotów rosyjskich oraz irańskich bezzałogowców wykorzystywanych do ataków na Ukrainę. Według niego nie chodzi o pojedynczy incydent, lecz o długotrwały proces, którego skutki odczuwają ukraińscy cywile. Zełenski zaznaczył, że oczekuje od Mińska konkretnych działań, a nie deklaracji. „Łukaszenka powinien pokazać deeskalację czynami. Wyłączyć retransmitery, zdemontować je i udowodnić, że zostały usunięte” – powiedział. Dodał również, że przeprosiny nie mają już żadnego znaczenia po wydarzeniach z początku wojny.
Ukraiński przywódca wyjaśnił, że brak odpowiedzi na wcześniejsze ostrzeżenia skłonił Kijów do publicznego działania. „Jeżeli oni tego nie zrobią, zrobimy to my. Albo oni, albo my” – zapowiedział, dając białoruskim władzom tydzień na reakcję. Jednocześnie poinformował, że do tej pory nie otrzymał żadnej odpowiedzi ze strony Mińska. Podobne sygnały Ukraina ma przekazywać również w sprawie dostaw paliwa dla rosyjskiej armii.
Ultimatum wywołało szeroką debatę dotyczącą możliwych konsekwencji. Wśród analizowanych scenariuszy pojawiły się zarówno dobrowolne działania władz Białorusi, jak i potencjalne ukraińskie uderzenia na wskazane obiekty. Rozważane są także warianty obejmujące ataki na infrastrukturę przemysłową, w tym rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku oraz zakłady Azot w Grodnie. Pojawiły się również spekulacje dotyczące możliwych operacji wymierzonych w kluczowe ośrodki decyzyjne białoruskich władz.
Dziennikarz Dzmitry Hurniewicz ostrzegł, że ukraiński atak na cele na Białorusi mógłby stać się dla Kremla argumentem do podjęcia działań pod pretekstem obrony sojusznika. Według niego białoruscy politycy powinni zrobić wszystko, aby nie dopuścić do takiego rozwoju wydarzeń i uniknąć otwarcia nowego etapu wojny.
Krytyczne stanowisko wobec ultimatum przedstawił były białoruski dyplomata Walery Kowalewski. Zwrócił uwagę, że Ukraina nie przedstawiła sprawy na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ ani nie zaprezentowała publicznie dowodów świadczących o bezpośrednim zagrożeniu ze strony Białorusi. W jego ocenie tak gwałtowne podniesienie stawki może przynieść więcej strat niż korzyści i doprowadzić do regionalnej eskalacji. Odmienny pogląd zaprezentował natomiast były dyplomata Paweł Sluńkin. Przekonywał, że obecna sytuacja jest konsekwencją działań Mińska i Moskwy rozpoczętych już w 2022 roku, a Ukraina ma prawo domagać się zaprzestania wykorzystywania białoruskiej infrastruktury do wspierania rosyjskich operacji wojskowych.
Tymczasem białoruska propaganda odpowiedziała na ultimatum ostrą retoryką. W wypowiedziach części przedstawicieli władz i środowisk prorządowych pojawiły się nawet odniesienia do użycia broni jądrowej oraz wezwania do mobilizacji społeczeństwa wokół Łukaszenki. Sam dyktator nadal nie odniósł się publicznie do żądań Kijowa. Zdaniem autorów analiz obecny spór pokazuje zmianę układu sił w regionie. Ukraina coraz wyraźniej sygnalizuje, że nie zamierza tolerować działań, które uznaje za wsparcie rosyjskich ataków, natomiast dalszy rozwój sytuacji będzie zależał od reakcji Mińska i skuteczności działań dyplomatycznych podejmowanych w najbliższych dniach.