Opinie Komentarze Analizy

Nowe kierunki

Zdjęcie: Pixabay

Nowe kierunki

Michał Mistewicz

16-06-2026 09:30

"Jeżeli odzyskamy wolność i Rosja wycofa się z Polski nasza armia wejdzie w skład armii europejskiej i podlegać. będzie takiemu czy innemu "atlantyckiemu" czy "europejskiemu" dowództwu.  W epoce atomowej naród 20 czy 30-milionowy może liczyć jedynie na "konwencjonalną" suwerenność i w rezultacie jego armia zawsze komuś podlega.(...) Przed małymi narodami istnieją tylko dwa typy polityk. Albo będą klientami wielkich potęg, albo połączą się, tworząc zespoły wielko-obszarowe." - prognozował w 1955 roku Juliusz Mieroszewski, który dodawał, że epoka atomowa trwale zmieniła pozycje naszych narodów, na skutek czego obecnych wtedy teorii suwerenności nie można "przykroić" do tych nowych warunków.

Znów ten cytat jest współczesną ilustracją znaczenia przeszłości dla przyszłości. W mojej ocenie, jest to przekazanie tej samej pochodni idei niepodległości od Józefa Pawlikowskiego, poprzez Maurycego Mochnackiego, Jana Ludwika Popławskiego, Romana Dmowskiego, Adolfa Bocheńskiego i ich następców. I nawet jeśli myśli i teorie z połowy ubiegłego wieku były trafne, to nie rozwijane, są tylko pewną lekcją historii dla nas, żyjących teraz, w regionie byłej I Rzeczpospolitej.

Zwłaszcza, że jako współcześni też zmagamy się z nowymi kierunkami, w których nadal wielu się nie odnajduje. Zacznijmy więc od szeroko pojętej "dronozy", o której niedawno wspominałem. Groźna technologia przyszłości, której dalszy rozwój - w połączeniu z użyciem w niej sztucznej inteligencji - trudno przewidzieć. Czy będzie - lub już jest - to stabilna rewolucja wojskowa na miarę wynalezienia prochu bezdymnego, samolotów bojowych i broni rakietowej, pokaże czas. Osobną kwestią pozostaje wspomniana AI, której rozwój zaczyna podlegać państwowym obostrzeniom.

Pokazuje to właśnie nowy kierunek wpływu technologii na politykę międzynarodową. Kraje, których nie stać na równoczesny wyścig cybernetyczny - wszak na horyzoncie od lat wisi komputer kwantowy - inwestują w rozwój dronów. Technologii, która w ciągu kilku lat przeszła ewolucję ze świata gadżetów do środowiska obrony. Broni dzisiaj stosunkowo prostej, ale dzielącej się już na osobne kategorie. Podobnie jak I wojna światowa, która notabene trwała krócej niż obecna wojna na Ukrainie - była początkiem samolotów myśliwskich, bombowców i samolotów obserwacyjnych, tak i teraz mamy podobne podziały. Dotyczy to także broni antydronowej. Kryjące się pod angielskimi akronimami, stały się elementami wpływu dyplomatycznego, podpunktami w rosnących lawinowo obronnych umowach dwu i wielostronnych.

Zgoła innym, najnowszym kierunkiem zmian jest obejmowanie resortów obrony przez zawodowych wojskowych. Gdy Europa wchodziła w Wielką Wojnę, niemiecką machiną ministerstwa wojny kierował oficer z doświadczeniem z Chin, austro-węgierską – powiązany z akademią wojskową profesor chemii, rosyjską – generał kawalerii i wielkorządca Kijowa, francuską – kapitan-polityk i publicysta, a brytyjską – kolonialny zdobywca Sudanu i Egiptu. Każdy z nich był żołnierzem lub wcześniej miał do czynienia z wojskiem. Nieco inaczej było w czasie powtórki dwie dekady później. Tym niemniej, zasada cywilnego nadzoru nad wojskiem była od początku wymogiem NATO. Poniekąd wynikłym z zapisów prawnych głównego donatora jakim są Stany Zjednoczone.

Do polskiej konstytucji także włączono ów zapis w 1997 roku, dzięki sugestiom "krajów euroatlantyckich". I tak, po wejściu do NATO, jak większość regionu, zapadliśmy w długi sen. Nagła pobudka w 2022 roku, wiele zmieniła. Sytuacja bezpieczeństwa z roku na rok pogarsza się wyraźnie i zmiana nazewnictwa amerykańskiego Departamentu Obrony na Departament Wojny, jest tutaj tego symbolem. W pewnym sensie zainicjowało to podobne zmiany w strukturach poszczególnych rządów.

Widoczny hałas polityczny, który towarzyszył zmianie rządu na Łotwie, ogniskował się formalnie wokół forsowania przez - byłą już - premier Evikę Siliņę, kandydatury pułkownika Raivisa Melnisa, zawodowego żołnierza, na stanowisko ministra obrony. I co ciekawe, mimo początkowej krytyki, pułkownik Melnis, szybko zwolniony do cywila, został powołany na to stanowisko w nowym rządzie Andrisa Kulbergsa. Przy czym łotewska decyzja personalna jest wielowymiarowa, gdyż można wspomnieć tu m.in. o zajmowaniu wcześniej przez pułkownika Melnisa stanowiska przedstawiciela Łotwy na Ukrainie, co nawiązuje do kwestii wlatujących ukraińskich dronów na Łotwę.    

I nie jest to krytyka, ale wskazanie na pewien trend, którego potwierdzeniem jest ubiegłotygodniowe powołanie na szefa brytyjskiej obrony, Dana Jarvisa, majora w stanie spoczynku, absolwenta zasłużonej Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst, a przy okazji weterana kilku operacji wojskowych. Notabene niemal od razu przełożyło się to na akcję abordażu rosyjskiego statku "floty cieni" przez Brytyjczyków.

Z mojego punktu widzenia warto przyglądać się temu, czy ten kierunek zmian w regionie się utrzyma. Jesteśmy przecież przed faktyczną zmianą rządu na Litwie, choć pozycja ministra Robertasa Kaunasa wydaje się niezagrożona. Inaczej jest z "prezydenckim" ministrem spraw zagranicznych Kęstutisem Budrysem. A tutaj istnieje pewien niuans, który niewielu w Polsce dostrzegło. Kłopoty polityka zaczęły się po jego rzeczowej wypowiedzi na temat możliwego zniszczenia rosyjskich stanowisk przeciwlotniczych w eksklawie królewieckiej w razie konfliktu - decyzji, który jest przecież niemal na pewno przewidziana w planach NATO - a największa histeria została wywołana oczywiście przez kremlowską propagandę. Pomijając już tradycyjne krzyki moskiewskich "dyplomatów", warto dostrzec takie głosy, jak senatora z eksklawy, Aleksandra Szenderiuka-Żidkowa, który zażądał...dymisji litewskiego ministra. Z kolei rosnąca niestabilność estońskiej koalicji, może wróżyć bliską zmianę rządu w Tallinie.

W tym kontekście nowych kierunków, jedyne co się nie zmienia, to polsko-ukraiński konflikt dyplomatyczny. I jest to bardzo smutna - bo jak wspominałem tydzień temu - codzienna rzeczywistość naszych relacji na poziomie politycznym.

"Nie to jest jednak najgorsze – nie spory na linii głów państw, dyplomatów czy historyków wpływają najmocniej na wzajemne postrzeganie i relacje między narodami, a to, jak ludzie odnoszą się do siebie nawzajem. A po tej decyzji i polskiej reakcji internet zapłonął. Wywiązały się setki dyskusji, czy raczej kłótni. Zwykle bez wiedzy, bez argumentów. Za to z emocjami. (...) Widzimy zatem, jak mocno polityczna gra zaszkodzić może relacjom dwustronnym (Zełenski nie bez przyczyny ogłosił to akurat teraz, gdy sprawy afery korupcyjnej dotyczącej jego najbliższego otoczenia zataczają coraz szersze kręgi, a Ukraina coraz mocniej orientuje się na Niemcy) i skomplikować nawet rozmowę między „zwykłymi” ludźmi." - napisał prof. Damian Karol Markowski.

Po stronie ukraińskich mediów zaś słychać to samo co poprzednio. Ot, publicystka Tatiana Urbańska, na sam koniec przytacza słowa historyka i żołnierza Serhija Gromienko.

"Jego zdaniem najlepszą strategią dla Ukrainy jest dziś jak najściślejsza współpraca z Polską w sferze gospodarczej oraz ignorowanie histerycznych wypowiedzi dotyczących kwestii historycznych. Mówiąc wprost: rozsypane zboże powinno spotykać się z natychmiastową i zdecydowaną reakcją, natomiast na puste gadanie należy reagować jedynie wzruszeniem ramion." - czytamy w artykule..

Odpowiadając równie ostro można bezdusznie napisać, że równie puste jest takie pompowanie ego zniszczonego kraju, który demograficznie leży, a gospodarczo będzie jeszcze przez dekady zależny od obcych, natomiast droga do UE - nawet bez naszego problemu - to będzie ciąg zamykanych drzwi. Ale od siebie, chce napisać co innego: tak nie buduje się atmosfery dialogu. Trzeba to wreszcie pojąć.

Bo efekt braku zrozumienia przez kijowskie środowiska znaczenia tego co się stało, jest właśnie taki, jak można było się spodziewać, co pokazuje najnowszy raport Fundacji Res Futura we współpracy z Press Club Polska. "Coraz więcej wpisów krytykuje Ukrainę. Na początku maja był to co siódmy wpis, pod koniec miesiąca już co piąty. Wpisy przychylne prawie zniknęły: został 1 na 1000. To trwała zmiana nastrojów, nie chwilowe oburzenie.(...) Spór o UPA połączył oba światy po raz pierwszy, ale przeciw Ukrainie: od lewicy, przez Wałęsę, po prawicę. Niechęć do Ukrainy łączy dziś podzielonych Polaków i już wpływa na poważne sprawy: przeciw wejściu Ukrainy do UE argumentuje się historią, nie pieniędzmi.".

Najbliższe dni i tygodnie pokażą, czy z tego następnego sporu zostaną wyciągnięte wnioski. Jak się wydaje, Warszawa już podjęła pewne sensowne kroki. I nawet jeśli przyjąć, że to figura dyplomatyczna, bo przecież przed nami osie gorących negocjacji o rolnictwo, handel i transport, to z kijowskiego impasu i milczenia niewiele wynika. Z obywatelskiego punktu widzenia mogę wyrazić tylko żal, że to skłócenie, jest na rękę wielu - i nie chodzi tu wcale tylko o Moskali. Tymczasem liczy się ten który jest najbliżej i w ciszy realizuje, a nie ten, który jest daleko i głosno obiecuje.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl