Zdjęcie: Pixabay
09-07-2026 08:12
Przekształcenie dotychczasowego nadzoru nieba nad państwami bałtyckimi, czyli Baltic Air Policing w misję obrony powietrznej to najważniejszy efekt ustaleń podjętych przez Sojusz Północnoatlantycki w Turcji. Decyzja ta radykalnie skraca czas reakcji wojska w sytuacjach kryzysowych, co ma kluczowe znaczenie wobec powtarzających się naruszeń przestrzeni powietrznej przez obce drony i myśliwce.
Nowe procedury sprawiają, że w przypadku realnego zagrożenia piloci oraz dowództwo operacyjne nie muszą już czekać na zgody dyplomatyczne i polityczne ze stolic poszczególnych państw. Po wykryciu intruza przez radary i dokonaniu naocznej weryfikacji, piloci wojskowi mogą natychmiast otworzyć ogień – na przykład w celu zestrzelenia drona– o ile upewnią się, że spadające szczątki nie zagrożą osobom postronnym na ziemi. Główne uprawnienia decyzyjne przekazano bezpośrednio do centrum operacyjnego NATO w Uedem.
Większa samodzielność pilotów i dowodzenia ma iść w parze z reorganizacją baz wojskowych na wschodniej flance, którą Sojusz zamierza od teraz traktować w jednakowy sposób. Zmiany te bezpośrednio dotykają bazy w Estonii, gdzie lotnisko w Ämari przestało być jedynie punktem wspierającym dla litewskiego lotniska w Szawlach, uzyskując status oficjalnej, samodzielnej bazy operacyjnej NATO z zatwierdzonym planem misji na kolejne trzy lata.
Co istotne i zostało ogłoszone jako sukces, zacieśniana jest współpraca z Amerykanami. Amerykańskie wojska lądowe powrócą do Estonii jeszcze w trakcie tego lata. Choć w ostatnim czasie baza opustoszała z powodu zarządzonego przez Pentagon audytu, minister obrony Hanno Pevkur uspokaja, że przerwa w stacjonowaniu miała charakter wyłącznie techniczny. Sojusznicy uzgodnili już jednak harmonogram kolejnych zmian, a ostateczny, długofalowy kształt obecności armii USA na wschodniej flance NATO zostanie zdefiniowany po zakończeniu amerykańskich analiz jesienią.
Sojusznicy zyskali znacznie szerszy mandat do reagowania głównie z powodu presji ze strony państw wschodniej flanki NATO, które od dawna zabiegały o realne wzmocnienie obrony, a nie tylko patrolowanie granic. Litewski prezydent Gitanas Nausėda wprost ocenił nowe realia: "To zasadniczo poprawi zdolności obrony powietrznej Litwy". Bezpośrednim impulsem do zmian były incydenty z przeszłości, gdy rosyjskie samoloty bojowe przez kilkanaście minut bezkarnie naruszały estońskie terytorium w pobliżu estońskiej wyspy Vaindloo, a także coraz częstsze przypadki celowego kierowania dronów w stronę granic Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii czy Polski.