Zdjęcie: Pixabay
29-07-2026 09:18
Trwające rosyjskie ataki wymierzone w ukraińską infrastrukturę portową oraz żeglugę na Morzu Czarnym doprowadziła do poważnego paraliżu ukraińskiego handlu zagranicznego. Rosnące zagrożenie wymusiło na kluczowych firmach przemysłowych i rolnych wstrzymanie produkcji. Na zawieszenie wydobycia rudy żelaza zdecydował się Południowy Kombinat Górniczo-Wzbogacający, który nie jest w stanie wywozić wyprodukowanych surowców.
Podobny krok podjął koncern Ferrexpo – w tym przypadku bezpośrednim powodem była tragedia na jednym ze statków, który został trafiony przez dron, w wyniku czego zginął członek załogi. W obwodzie odeskim pracę wstrzymała również grupa Allseeds, należąca do liderów branży przetwórstwa oleju.
Jak wskazują media, blokada szlaków wodnych przekłada się na ogromne straty finansowe i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla ukraińskiej stabilności walutowej. Każdy dzień przestoju w portach oznacza utratę około 25 milionów dolarów przychodów z eksportu, co odbija się na kursie hrywny i nakręca presję inflacyjną. Według wyliczeń analityków ekonomicznych, utrzymywanie się tej sytuacji może kosztować gospodarkę spadek PKB sięgający nawet jednego procenta w skali miesiąca.
Sektor rolny znalazł się w wyjątkowo trudnym położeniu, ponieważ bieżące zbiory nałożyły się na ponad dziesięć milionów ton ziarna pozostałego w magazynach z poprzedniego sezonu. Brak możliwości wywozu towarów z kraju prowadzi do gwałtownego spadku cen na rynku wewnętrznym, co zagraża płynności finansowej gospodarstw.
Krajowe przedsiębiorstwa szukają alternatywnych dróg transportu, jednak możliwości logistyki lądowej i rzecznej są ograniczone. Przeładunki na granicach z Unią Europejską, transport kolejowy przez Mołdawię do Rumunii oraz wykorzystanie ciężarówek generują wysokie koszty i nie są w stanie zastąpić wywozu drogą morską. Dodatkową przeszkodą okazał się rekordowo niski poziom wody w Dunaju, który sparaliżował żeglugę rzeczną. Chociaż państwowe rezerwy walutowe pozwalają na przetrwanie krótkotrwałego kryzysu, to długofalowe rozwiązanie problemu wymaga przełomu na arenie międzynarodowej oraz zapewnienia skutecznej ochrony przeciwlotniczej dla portów.
Jak zauważają eksporterzy rolni, tak dużej liczby uszkodzonych statków nie odnotowano od początku wojny. W efekcie transport produktów rolnych oraz innych ładunków przez terminale czarnomorskie niemal całkowicie stanął. „Większym problemem niż pszenica jest dla nas olej słonecznikowy. Rosyjskie uderzenia trafiły już w zbiorniki z tym produktem, a tona oleju jest czterokrotnie lub nawet pięciokrotnie droższa od tony ziarna” – wyjaśnił Pawło Martyszew z Kijowskiej Szkoły Ekonomii.
„Dysponujemy nowym połączeniem kolejowym między Ukrainą a Rumunią przez Mołdawię, które prowadzi bezpośrednio do portu w Konstancy. Przy granicy powstała też sieć terminali przeładunkowych, gdzie towar z wagonów szerokotorowych trafia do składów przystosowanych do torów europejskich. Niestety te alternatywy nie są w stanie w pełni rekompensować strat morskich.” – mówił Iwan Us z Narodowego Instytutu Studiów Strategicznych.