Zdjęcie: Pixabay
08-09-2026 09:30
"Rozmowy z Czechami dla przyszłego współdziałania są poważnie zaawansowane. Rozpatrywane projekty zmierzają do federacji przy wspólnym dowództwie wojskowym - przy czym z uwagi na większy potencjał Polski, pozostałoby ono w naszych rękach - oraz wspólnym kierownictwie spraw zagranicznych. Delikatność tego rodzaju ułożenia stosunków pomiędzy obu państwami i pewną groźbę dla nas stanowi silniejszy potencjał gospodarczy Czechosłowacji. Odpowiednie obwarowanie tej dziedziny współżycia pozwoli uniknąć supremacji Czechów i uchroni przed szkodami, jakie mogłyby stąd wyniknąć dla nas." - cytat z odprawy płka dypl. Kazimierza Iranka-Osmeckiego u gen. Sikorskiego z listopada 1940 roku, przedstawiam nie tylko z powodu niedawnych rosyjskich prób nacisku na relacje polsko-czeskie. Treść ta pokazuje, jak u zarania znanego wątku polsko-czeskich rozmów federacyjnych popełniano ambicjonalne błędy, podobne do dzisiejszych. W połączeniu z naciskami zewnętrznymi, oraz dalszym przebiegiem wojny, doprowadziły tylko do teoretycznych dyskusji na ten temat.
Nie chodzi też o powrót do podobnego zagadnienia, dotyczącego współczesnych możliwości. Te minęły już dawno, choć w mojej ocenie, ta myśl będzie koleją rzeczy, powracać jeszcze wielokrotnie w naszym regionie narodów byłej I Rzeczpospolitej. Tym razem chcę skupić się na podobnych błędach ambicjonalnych, które blokują dalsze porozumienia w tej przestrzeni wolności.
W ostatnich tygodniach media głównego nurtu - za niektórymi politykami - promują temat rosyjskich sabotaży, o których wspominałem w minionych latach, a które wpisują się w aktualne wydarzenia. Cały kłopot polega na tym, że nasilenie tych działań, było przewidywalne. Do najnowszego menu tego nowego dania serwowanego nam przez "ruski świat", należy dodać testowaną właśnie na Ukrainie, operację "Listonosz". Ta teoretycznie najmniej wymagająca, a jednocześnie najbardziej "lekka" operacja dezinformacyjnego nacisku na administrację państwową, może spowodować miejscami nieprzewidywalne skutki. Jak zawsze, w tego typu akcjach, chodzi nie tylko o wprowadzenie chaosu, ale również wywarcie odpowiedniego wrażenia na społeczeństwie.
"Rosjanie posługują się zarówno propagandą, jak i operacjami psychologicznymi. I istnieje między nimi znacząca różnica. Propaganda dąży głównie do ukształtowania pewnych przekonań w społeczeństwie. Natomiast operacje psychologiczne posunęły się dziś znacznie dalej – coraz częściej mówi się o operacjach poznawczych, wpływie poznawczym lub wojnie poznawczej. Jeśli klasyczna operacja psychologiczna może mieć na celu na przykład złamanie woli oporu społeczeństwa, to celem operacji poznawczej jest zmuszenie wroga, społeczeństwa lub przywódców państwa do zmiany modelu zachowania na taki, jaki przyjmuje agresor. Zadanie nie polega już tylko na tym, by ludzie uwierzyli w fałszywą informację. Znacznie ważniejsze jest skłonienie przywódców wojskowych lub politycznych do podjęcia decyzji korzystnej dla wroga, nawet nie zdając sobie sprawy z wpływu zewnętrznego. To bezpośrednia ingerencja w proces myślenia i podejmowania decyzji." - czytamy w jednej z analiz, w której wymienia się m.in. zjawisko groomingu LLM – "karmieniu” dużych modeli językowych, jak Chat GPT, sfałszowanymi informacjami.
"Prawdopodobnie będziemy świadkami doniesień o zabójstwach wysoko postawionych przedstawicieli naszego przemysłu zbrojeniowego. Będziemy świadkami nasilenia się terroryzmu państwowego na terytorium Niemiec i choć Rosja się do tego nie przyzna, wszystkie ślady będą prowadzić do Moskwy” – powiedział poseł Bundestagu Rodrich Kiesewetter, zauważając, że kraj stoi w obliczu bezpośredniego zagrożenia terroryzmem państwowym." - to tylko cytat z ukraińskich mediów, które zamieściły opinie z brytyjskiego portalu. Notabene podobnych opinii w ukraińskich mediach, posiłkujących się zachodnimi źródłami, jest ostatnio całkiem sporo.
Oczywiście dopełnieniem tej tematyki są scenariusze wojny z NATO. I tutaj warto zauważyć, że ta kwestia pojawia się przecież niemal od początku pełnoskalowej, rosyjskiej agresji wobec Ukrainy. Dla zwykłego obserwatora jest to o tyle odgrzewany wątek, że wniosek o nieuchronnym starciu można było przewidzieć najpóźniej po rosyjskim ultimatum z grudnia 2021 roku. Przy obecnie niemal całkowicie porwanych relacjach dyplomatycznych, jak też narastającej rosyjskiej narracji konfrontacyjnej, misje wysłanników Trumpa, nie mogą doprowadzić do rozwiązania, zadowalającego wszystkie strony. Zwłaszcza iż nie chodzi o samą Ukrainę. O czym za chwilę.
"Na kilka dni przed pierwszym szczytem Karpackiej Inicjatywy Integracyjnej, zaplanowanym na wrzesień 2026 roku w obwodzie iwanofrankiwskim, Warszawa wciąż nie wie, kogo na niego wyśle. Na szczyt Wołodymyr Zełenski zaprosił przedstawicieli siedmiu państw regionu, a wśród nich Polskę, on sam pilotuje projekt osobiście, część liderów już potwierdziła udział, na miejsce ma przyjechać ponad pięciuset przedstawicieli biznesu, a mimo to polska decyzja o szczeblu reprezentacji nadal nie zapadła. (...) Polska prasa odczytała nową inicjatywę odruchowo, jako ukraińską konkurencję dla Trójmorza i próbę zbudowania osobnego bloku w regionie. Dyplomaci mówią o dublowaniu formatów, o rozproszeniu środków, o rozbudowie ukraińskiej pozycji kosztem istniejących struktur." - zauważa Maciej Dachowski, dyrektor Programu Polityki Zagranicznej i Integracji Europejskiej w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, który dodaje, że jest to podwójny błąd.
I tutaj rzeczywiście warto przyjrzeć się tej nowej ukraińskiej inicjatywie. "Nie jest to konkurencyjny sojusz polityczny ani wojskowy, lecz próba stworzenia strategii makroregionalnej dla Karpat, na wzór rozwiązań, które w Unii Europejskiej działają od lat dla regionu bałtyckiego (Szwecja, Dania, Estonia, Finlandia, Niemcy, Łotwa, Litwa i Polska), naddunajskiego (dziewięć państw Unii, od Niemiec i Austrii po Rumunię, oraz pięć spoza niej, w tym Serbia, Mołdawia i Ukraina) i alpejskiego (Austria, Francja, Niemcy, Włochy, Liechtenstein, Słowenia i Szwajcaria)" - napisał ekspert.
W mojej opinii, najbardziej istotna jest inna konstatacja tej analizy. "Jeśli Polska potraktuje Karpacką Inicjatywę jako narzędzie komplementarne wobec Trójmorza, pokrywanie się części projektów może stać się argumentem za współpracą, a nie przeciwko niej. Pozwala bowiem wykorzystać unijną strategię makroregionalną do pozyskania finansowania dla inwestycji, które i tak leżą w polskim interesie. Dopiero gdyby Warszawa uznała KII za format konkurencyjny i ograniczyła swoje zaangażowanie, nakładanie się projektów mogłoby przerodzić się w rzeczywistą konkurencję, ponieważ decyzje dotyczące części z nich zapadałyby bez polskiego udziału. Zagrożenie, przed którym ostrzegają dyplomaci, nie wynika więc z samego istnienia inicjatywy, lecz może stać się konsekwencją pozostawienia jej bez polskiego wpływu." - czytamy.
Niestety, za nadmiarem symboliki, nie idzie dalsza polityka, co skutkuje takimi wpadkami, jak te opisywane w poprzednim komentarzu. Za kolejną wpadkę można określić, błahe z pozoru, polskie głosowanie na forum ONZ w sprawie standardu mapy świata.
Jednak to co najważniejsze, to wciąż trwa pozbawianie polskiego udziału w międzynarodowej polityce wschodniej. Brak polskiego głosu, chociażby w rozmowach o pokoju na Ukrainie, jest w efekcie tym samym, co propozycja Lewisa Bernsteina Namiera (Ludwika Niemirowskiego) zawarta w nocie George’a Curzona do Gieorgija Cziczerina o linii rozgraniczenia z 1919 roku. Nota, która tak bardzo wpłynęła nie tylko na historię naszego kraju, ale również na przyszłość społeczeństw całego regionu. Nasze lękliwe samowycofywanie się z naszej strefy odpowiedzialności, doprowadzić może do skutków, które bez naszego głosu, będą znów regulowały życia całych narodów i politykę.
Echem takiego podejścia, są nieszczęsne komentarze polskich polityków nie tylko podważających ideę NATO, ale co gorsza optujących za włoskim "świętym egoizmem". Kłopot poznawczy i mentalny tego typu opinii nie bierze pod uwagi wniosku, że Polska z racji położenia geopolitycznego, nie może sobie na takie rozwiązanie pozwolić. W najbardziej jaskrawym przypadku, aż nadto ułatwiłoby to zastosowanie przez Moskali napoleońskiej zasady manewru z położenia środkowego, czyli rozbijanie pojedynczych, małych sił.
Tak czy inaczej, z punktu widzenia obywatelskiego obserwatora, aktywna polityka zagraniczna Ukrainy jest naturalnym wynikiem jej rosnącej roli doświadczenia wojennego i tym samym donatora bezpieczeństwa dla pozostałych krajów regionu. I zgadzam się tutaj z wnioskiem, że tego procesu nie zatrzymamy, więc ambicjonalne potyczki polityczne na niewiele się zdadzą. Jako Polska, kraj sworzniowy całego regionu, powinniśmy brać udział w każdym tego typu przedsięwzięciu. Warto przy tym zauważyć, że inna ukraińska inicjatywa międzynarodowa, czyli Platforma Krymska, jest również pewnym nośnikiem współpracy regionalnej.
A wracając do rozmów dyplomatycznych, już dawno można było szukac odpowiedzi na pytanie, co stanie się w przypadku zawarcia jakiejkolwiek formy pokoju czy rozejmu na Ukrainie. W tej chwili nie widać rozsądnego rozwiązania, lecz hipotetycznie rozważmy co nastąpi, jeżeli Ukraina zostanie pod pozorem wymuszonej neutralności wycofana z naszej linii obrony? Ukraińscy rządzący zapewne wiedzą, że w takim wypadku i w ewentualnym wywołaniu przez Kreml zawieruchy w Polsce czy państwach bałtyckich, jej spokojna odbudowa, jak i przyszłość może stać pod znakiem zapytania - biorąc tylko pod uwagę nie tylko politykę, ale i linie logistyczne, czy powiązania gospodarczo-energetyczne. I tu właśnie wraca dylemat wspólnego, wielowiekowego fundamentu geostrategicznego, którego potencjał, nadal marnujemy.