Zdjęcie: Pixabay
09-09-2026 08:36
Niestety ostatnio niemal codzienne loty rosyjskich dronów i rakiet nad Mołdawią, stają się ponurym efektem pobocznym trwającej wojny na Ukrainie. Wczoraj rosyjski dron bojowy typu Shahed rozbił się na polu w pobliżu wsi Mihăilenii Vechi w rejonie Rîșcani na północy Mołdawii.
Upadek bezzałogowca wywołał eksplozję oraz cztery ogniska pożaru, które objęły ponad dwa hektary upraw kukurydzy i pastwisk. Choć siła wybuchu była odczuwalna w całej okolicy, w zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Służby ratunkowe, wspierane przez lokalne władze i mieszkańców, zdołały opanować ogień.
Upadek maszyny zwieńczył wielogodzinny przelot nad regionem. Dron nadleciał od strony Ukrainy, przeciął Naddniestrze i skierował się w stronę Kiszyniowa, po czym opuścił mołdawską przestrzeń powietrzną i wleciał do Rumunii w rejonie Jass. Po pewnym czasie ten sam obiekt zawrócił nad obszar Mołdawii, ponownie pojawił się na radarach wojskowych, po czym ostatecznie rozbił się w rejonie Rîșcani.
Pojawienie się nie zidentyfikowanego w porę obiektu doprowadziło do paraliżu ruchu lotniczego. Ze względów bezpieczeństwa mołdawskie służby tymczasowo zamknęły przestrzeń powietrzną nad centralną częścią kraju, co bezpośrednio wpłynęło na siedem rejsów pasażerskich. Trzy samoloty krążyły nad Rumunią, czekając na zgodę na lądowanie, trzy inne wstrzymano na lotnisku w Kiszyniowie, a jedną maszynę przekierowano do portu lotniczego w Jassach. Ograniczenia zniesiono po opuszczeniu strefy zagrożenia przez dron.
Incydent wywołał duże zaniepokojenie wśród lokalnej społeczności. „Eksplozja była bardzo silna. Gdy siedziałem w gabinecie, zatrzęsły się ściany urzędu. W ciągu kilku minut zadzwonili do mnie mieszkańcy z informacją, że po wybuchu palą się kukurydza i pastwisko” – wyjawił Valerian Cecan, wójt wsi Mihăilenii Vechi. Samorządowiec zaznaczył, że do akcji gaśniczej natychmiast ruszyli strażacy, policja oraz mieszkańcy.