geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Fragment obrazu Roberta Gibba - Cienka czerwona linia

Dawajcie tu Europę!

Michał Mistewicz

26-04-2022 09:30


"Po roku 1849 Mikołaja odurzało poczucie siły, uwierzył bowiem, że "jest wszechmocny", że Rosja posiada w Europie "przytłaczającą przewagę wojenną". Manewry 1852 roku w Krasnym Siole zadowoliły go w pełni. Po latach musztry, która była w istocie torturą, żołnierze dokonywali cudów akrobatyki, co nie oznaczało bynajmniej, że byli przygotowani do boju w warunkach frontowych.  Na placu defilad i na ćwiczeniach pokazowych  kroczyli jak nakręcane zabawki, „odbijali” krok wzorowo, strzelali wyśmienicie. Nawet zazwyczaj ostrożnemu w sądach i trzeźwemu feldmarszałkowi Paskiewiczowi miał się ponoć wyrwać entuzjastyczny okrzyk: „Dawajcie tu Europę!”. Zewnętrzny blichtr utożsamiano z potęgą.".

Cytat, który pochodzi z książki autorstwa prof. Wiktorii Śliwowskiej, przypomniał mi się w związku z pewną ubiegłotygodniową wypowiedzią rosyjskiego oficera. Przy okazji warto zauważyć, jak bardzo ten opis wstępu do rosyjskiej katastrofy wojskowo-dyplomatycznej w wojnie krymskiej 1853-56 przypomina dzisiejsze błędy Rosji, ale do tego wątku jeszcze powrócę.

Nadal w ostatnich tygodniach utrzymuje się stan nerwowego oczekiwania co do rozwinięcia się sytuacji tak wojennej, jak i politycznej. Niemal całkowicie ustały informacje o toczących się negocjacjach pomiędzy Ukrainą a Rosją. Doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podoliak tłumaczy to między innymi odkryciem skali rosyjskich zbrodni wokół Kijowa, a także sytuacją wokół wciąż broniącej się załogi Mariupola. Jednak wzrasta oczekiwanie na przełom w wojnie, podobnie jak wiara Ukraińców w zwycięstwo, mimo, że wojna może potrwać dłużej.

Wartą odnotowania jest także ubiegłotygodniowa decyzja Turcji o zakazie lotów nad tym krajem rosyjskich samolotów wojskowych oraz cywilnych, które miałyby przewozić personel wojskowy do Syrii, która może być oznaką nie tylko próby wpływu na Moskwę w celu zakończenia wojny. Turcja ostrożnie dostrzega swoją wielką szansę odzyskania dawnego wpływu w regionie Morza Czarnego, czemu sprzyja obecne, rosnące z dnia na dzień, osłabienie Rosji.

Jednak pierwszym niepokojącym kierunkiem kolejnych zmagań dyplomatycznych jest kierunek mołdawski, gdyż w ciągu minionego tygodnia mamy do czynienia z całą serią wydarzeń, których wspólnym mianownikiem jest dwukrotne wezwanie na dyplomatyczny dywanik w Kiszyniowie, ambasadora Rosji w Mołdawii Olega Wazniecowa. Niewątpliwie można było się spodziewać, że słuszna i szybka akcja rządzącej w Mołdawii partii PAS w sprawie wprowadzenia zakazu prezentowania rosyjskiej symboliki wojennej wywoła gniewną reakcję Moskwy. Jak widać po następnych dniach, Kreml postanowił uprzykrzyć Mołdawianom prawosławne święta wielkanocne wprowadzając swój klasyczny model zastraszania.

Jako pierwszy przeciwnik wystąpiły grupy pełniące role zapasowego wsparcia, czyli prorosyjski blok socjalistów i komunistów, który poprzez krzykliwe demonstracje zaczął etap protestów. Do tej grupy dołączyła także, tradycyjnie prorosyjska mniejszość Gagauzów, która już nieco spokojniej poprzestała na uchwałach swojego lokalnego parlamentu. Zaskakująco spokojnie, biorąc pod uwagę okoliczności, brzmiał też protest z Naddniestrza.

"Blok komunistyczno-socjalistyczny Mołdawii ukrywa swoje poparcie dla agresji Rosji na Ukrainę, używając różnego rodzaju eufemistycznych sformułowań, aby ukryć potwierdzoną cechę piątej kolumny, zgodnie z uniwersalną definicją Władimira Putina. Nie udaje im się to jeszcze dobrze. Dlatego komuniści-socjaliści przelewają czarę goryczy na prezydent Sandu i rząd PAS, nazywając ich głównymi beneficjentami operacji specjalnej Władimira Putina. Korzyść ta polega na przerzuceniu wszystkich problemów społeczno-gospodarczych na wojnę na Ukrainie.  Oczywiście, to przesada. Prawda jest taka, że aby stać się beneficjentami tzw. operacji specjalnej, rząd PAS powinien zrobić tylko jedno - unicestwić metodami prawnymi piątą kolumnę w Mołdawii, która w pełni się ujawniła." - napisał ostatnio mołdawski publicysta Victor Pelin.

Jednak ta zagrywka nie spełniła rosyjskich nadziei, więc ze swojej strony Kreml postanowił odgrzać nieświeżego kotleta "budowy połączenia z Naddniestrzem" oraz "ucisku grupy mniejszości rosyjskojęzycznej", a które to zwroty wypowiedział dowódca Centralnego Okręgu Wojskowego FR Rustam Minnekajew. W dalszej swojej wypowiedzi, oficer ten stwierdził, że Rosja walczy już z całym światem, w tym z Europą Zachodnią. W tej kolejnej buńczucznej wypowiedzi, nawiązał w pewnym sensie do cytowanego wyżej rosyjskiego feldmarszałka.

Tutaj już szklanka dyplomatycznej wody nieco się zagotowała, jednak po powtórnym wezwaniu rosyjskiego ambasadora do siedziby mołdawskiego MSZ, wczorajszy komunikat resortu Ławrowa należy uznać za wyważony. Niezależnie od sytuacji, Moskwa chciała poprzez wykorzystanie okazji sporu o wstążkę św. Jerzego, w dość istotnym momencie, jakim było przekazanie mołdawskiej ankiety w kwestii wejścia do UE, na wskazanie, na wciąż nierozwiązany problem Naddniestrza i wpływ Rosji na potencjał kształtowania się ryzyka kolejnego konfliktu, w przypadku dołączenia Mołdawii do UE. I niestety wydarzenia zaczynają niebezpiecznie przyspieszać co potwierdzają wczorajsze eksplozje w Tyraspolu.

Powtórzę, że niedoceniana u nas obecnie wartość symboli, a takimi są obok wstążki św. Jerzego także posowieckie tablice czy pomniki, ma istotny wpływ nie tylko na poczucie bezpieczeństwa narodów. Tutaj można wskazać nie tylko na medialnie gorący temat Mołdawii, ale także już nieco ciszej przebiegający podobny proces na Litwie, w Estonii, czy na najbardziej pod tym względem zapóźnionej, Łotwie.

I to właśnie na Łotwie i w Estonii, istnieją teraz największe obawy dotyczące ewentualności wykorzystania przez hybrydowe działania Rosji, potencjalnych źródeł prowokacji w sprawie usuwania pomników i innych symboli z przestrzeni tych państw. Zwłaszcza, że zbliża się kalendarzowa cezura dla takich wydarzeń, czyli obchody "świętego" dla Rosjan dnia 9 maja. Kolejną odmianą niepewności jest rosnąca obawa przed rozszerzeniem wojny, jednak przy tym większość ekspertów wskazuje na konieczność dalszego powstrzymywania rosyjskiej armii, poprzez wspieranie Ukrainy.

"Jeśli Ukrainie uda się zachować wolność i integralność terytorialną, osłabiona Rosja zostanie powstrzymana; jeśli się nie uda, wzrosną szanse na wojnę między NATO a Rosją, podobnie jak perspektywa rosyjskiej interwencji na innych obszarach na jej zachodnich i południowych rubieżach. Rosyjskie zwycięstwo zachęciłoby Chiny do chłodnej obserwacji i oceny zachodnich umiejętności i zdolności wojskowych; rosyjska porażka wzbudziłaby w Pekinie zbawienną ostrożność. Czysta brutalność i całkowicie nieuzasadniona agresja Rosji, spotęgowana złowrogimi i niedorzecznymi kłamstwami, zagraża temu, co jeszcze pozostało z porządku światowego i norm postępowania międzypaństwowego. Jeśli takie zachowanie doprowadzi do upokorzenia na polu walki i chaosu gospodarczego w kraju, normy te można do pewnego stopnia odbudować; jeśli rządowi Władimira Putina ujdzie to na sucho, ich odbudowa zajmie pokolenie lub dłużej." - napisał na łamach "The Atlantic" Eliot A. Cohen, profesor Uniwersytetu Johna Hopkinsa.

"Stany Zjednoczone nie chciały podjąć pewnych kroków z powodu własnych przekonań na temat zachowania Rosji. Powinny zaakceptować fakt, że to Ukraińcy, a nie my, są obecnie światowymi ekspertami w walce z Rosjanami. Swoimi umiejętnościami i sukcesami udowodnili, że są w stanie poradzić sobie ze znacznie większą liczbą problemów, niż my im przypisujemy. Dlatego zamiast zastanawiać się, czy potrzebują samolotów lub czy mogą korzystać z zachodniego sprzętu wojskowego, USA powinny raczej zachować szczodrość w tej mierze. A jeśli potrzebne jest amerykańskie doświadczenie, można je zapewnić bez bezpośredniego udziału USA w wojnie. (...) Od tego, co Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zrobią w ciągu najbliższych kilku tygodni, zależy więcej, niż Amerykanie zdają sobie sprawę. Dowody wskazują na to, że wojska rosyjskie, jeśli spotkają się z dobrze wyposażonymi siłami ukraińskimi, mogą zostać doszczętnie rozbite i pokonane. Choć po tej wojnie Rosja prawdopodobnie pozostanie paranoiczną i odizolowaną dyktaturą, można ją pokonać, nawet jeśli jej własne szaleństwo sprowadzi ją do rangi trzeciorzędnego mocarstwa. Ale wojna to wojna, a przyszłość jest zawsze niepewna. Już teraz wiadomo jedynie, że brak odpowiedniego wsparcia dla Ukrainy będzie miał straszliwe konsekwencje, i to nie tylko dla tego bohaterskiego i cierpiącego narodu." - konkluduje Cohen.

"Klęska armii Władimira Putina z rąk Ukraińców przedefiniowałaby geopolitykę Europy Wschodniej, kończąc status regionu jako „strefy zgniecenia” przez imperializm wielkich mocarstw. Z historycznego punktu widzenia ta trwała bezbronność skłaniała Niemcy i Rosję do rywalizacji o dominację w tym regionie, przyczyniając się do wywołania na kontynencie dwóch wyniszczających wojen światowych. Jeśli neoimperialne zapędy Rosji nie zostaną dziś powstrzymane, mogą w końcu przerodzić się w globalną konfrontację. Sojusz chińsko-rosyjski już teraz stawia Stany Zjednoczone w obliczu kryzysu na dwóch frontach: w Europie i na Pacyfiku, w czasie gdy nasze siły zbrojne nie są przygotowane do walki na dwóch głównych teatrach działań jednocześnie." - zauważa z kolei Andrew A. Michta.

"Jeśli Putinowi uda się oddzielić Donbas od Ukrainy i stworzyć korytarz lądowy do Krymu, ukraińskie państwo zależne nie będzie miało żadnego przemysłu, o którym można by mówić, stając się drugą Mołdawią na większą skalę. Ukraińscy przywódcy zdają sobie z tego sprawę. Dlatego też wielkie strategiczne rozważania na temat "zamrożenia konfliktu", wygłaszane w stolicach europejskich i w niektórych kręgach w Waszyngtonie, są w dużej mierze oderwane od rzeczywistości." - te uwagi amerykańskiego eksperta potwierdzają hipotezę, o której już kiedyś pisałem, iż w optyce Putina, dążenie do zadania jak największych strat Ukrainie jest de facto zadaniem strat "Zachodowi", której Ukraina ma stać się ubogim krewnym, z biegiem czasu coraz bardziej, z tego powodu, uciążliwym.

Dlatego tak ważne jest już teraz planowanie szybkiego wsparcia powojennej odbudowy Ukrainy. I dlatego tak cieszy coraz większe polskie zaangażowanie w ten proces. Do takich działań należy nie tylko współpraca banków narodowych obu państw, ale także podpisane memorandum w kwestii tak ważnego obecnie transportu kolejowego pomiędzy Polską i Ukrainą. To kolejne cegły konstrukcji, których zarysy wciąż widać, a o których chcę szerzej napisać następnym razem.

Na koniec można zauważyć, że oczekiwanie na odpowiedź dziejową na pewne zawołania, bywa czasem bardzo długie, ale gdy się pojawia, bywa bezlitosna. Bo w historii bywa i tak, że odpowiedź nadchodzi po 170 latach i to nie w sposób w jaki to sobie autor wyobrażał. Bo owszem, Europa przyszła pod granice Rosji, nie tylko w postaci uzbrojenia, ale tym co najważniejsze: fundamentalnej zmiany mentalności narodu kraju będącego kiedyś częścią tego imperium, a któremu Rosja odmawiała istnienia. To właśnie, można określić mianem chichotu historii.


opr. wł.

Komentarze (0)


Zostaw komentarz


Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021