Zdjęcie: Wikipedia
22-05-2026 08:52
Łukaszenka wczoraj zadeklarował gotowość do osobistego spotkania z Wołodymyrem Zełenskim w dowolnym miejscu w Ukrainie lub w Białorusi, aby omówić kryzys w relacjach dwustronnych i ich dalsze perspektywy. Dyktator, wizytując bazę rakietową w rejonie osipowickim podczas białorusko-rosyjskich ćwiczeń nuklearnych, odrzucił zarzuty o chęć włączenia się do wojny.
Zapewnił, że jego armia nie podejmie działań ofensywnych, o ile kraj nie padnie ofiarą agresji. „Jak tylko nas zaatakują, jak tylko dokonają agresji, natychmiast otrzymają odpowiedź każdym rodzajem broni. W przeciwnym razie po co trzymamy ją u siebie? To jednoznaczne” – oświadczył Łukaszenka, zachwalając precyzję systemów Iskander i nazywając manewry jasnym sygnałem dla Zachodu. Dodał również, że w przypadku konfrontacji oba państwa będą wspólnie bronić terytorium od Brześcia do Władywostoku.
Władze w Kijowie natychmiast odrzuciły te deklaracje, podchodząc do słów płynących z Mińska z ogromnym sceptycyzmem. Doradca ukraińskiego prezydenta Dmytro Łytwyn stwierdził wprost, że wypowiedzi Łukaszenki straciły jakiekolwiek znaczenie w 2022 roku, gdy Białoruś stała się bazą wyjściową do uderzenia na Kijów. „Łukaszenka ma nawyk dość idiotycznego wymyślania post factum, skąd to niby 'przygotowywano na niego napad'. O czym tu rozmawiać” – skomentował doradca, zaznaczając, że ukraińskie służby monitorują wyłącznie realne posunięcia.
Sam prezydent Zełenski udał się do leżącego blisko granicy Sławutycza, by osobiście rozmawiać z lokalnymi społecznościami o kwestiach bezpieczeństwa. Niepokój potęgują dane wywiadowcze oraz ostrzeżenia dowództwa. Według informacji przedstawionych przez prezydenta Zełenskiego, Kreml przygotowuje obecnie pięć scenariuszy rozszerzenia wojny na północy, a plany te obejmują operacje na południe i północ od terytorium Białorusi – wymierzone w kierunek czernihowsko-kijowski lub w jedno z państw NATO.
W obliczu tak zarysowanych wariantów zagrożenia, na północnej granicy Ukrainy wdrożono procedury ochronne. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wraz z siłami obronnymi rozpoczęły operację bezpieczeństwa mającą na celu przeciwdziałanie dywersji i ochronę przed grupami dywersantów. Działania te objęły swoim zasięgiem pięć obwodów: czernihowski, kijowski, żytomierski, wołyński i rówieński. W pasie przygranicznym wprowadzono zaostrzone kontrole dokumentów, rewizje pojazdów oraz ograniczenia w poruszaniu się, a w strefie do pięciu kilometrów od granicy wymagane są specjalne zezwolenia. Straż graniczna i wojsko w szybkim tempie rozbudowują umocnienia inżynieryjne oraz pola minowe, zwłaszcza że po stronie białoruskiej odnotowano modernizację dróg i tworzenie stanowisk dla artylerii.
Mimo podwyższonej gotowości, ukraińskie służby graniczne oraz eksperci wojskowi starają się tonować nastroje panujące w opinii publicznej. Andrij Demczenko, rzecznik ukraińskiej Państwowej Służby Granicznej wskazał, że choć Rosja stale naciska na Mińsk w sprawie bezpośredniego zaangażowania militarnego, to na samej linii granicznej nie odnotowano w ostatnim czasie prowokacji ani prób wejścia grup dywersyjnych. Z kolei ekspert wojskowy Władysław Selezniow podkreślił, że obecność zaledwie półtora tysiąca rosyjskich żołnierzy odpowiedzialnych za infrastrukturę techniczną i lotniczą w Białorusi uniemożliwia przeprowadzenie zmasowanej ofensywy w najbliższych miesiącach. Dodatkowo ewentualne zaangażowanie własnych sił przez Łukaszenkę powstrzymują ukraińskie fortyfikacje, teren bagnisto-leśny oraz świadomość, że Ukraina mogłaby odpowiedzieć uderzeniem prewencyjnym, co zrujnowałoby wrażliwą na sankcje białoruską gospodarkę.