Opinie Komentarze Analizy

Wrzesień

Zdjęcie: Pixabay

Wrzesień

Michał Mistewicz

01-09-2026 09:30

"Narodowi znacznie trudniej jest wyzwolić się ze swej przeszłości niż to mogą przypuszczać pesymiści i optymiści. Przyszłość może być zarówno kamieniem młyńskim na szyi jak i kotwicą, gwarantującą bezpieczeństwo." - napisał James Burnham, amerykański politolog, twórca menedżeryzmu. Choć słowa te odnosiły się do rozważań o przyszłości USA, to z dużą dozą pewności, można je przyjąć za pojęcia uniwersalne. W odniesieniu do wydarzeń ostatnich dni, mam wrażenie, że dotyczą także naszego regionu byłej I Rzeczpospolitej.

Niemal już tradycyjnie, ciąg ostatnich wydarzeń są przedłużeniem ubiegłotygodniowego komentarza. "Według dochodzenia opublikowanego w poniedziałek w The New York Times, rosyjski dron sterowany wyłącznie przez sztuczną inteligencję (AI) zabił w zeszłym miesiącu trzech ukraińskich cywilów w Zaporożu. Może to być pierwszy potwierdzony przypadek użycia w pełni autonomicznej broni opartej na AI w działaniach wojennych. (...) Dowódca obrony przeciwlotniczej Zaporoża, pułkownik Serhij Minajew, ostrzegł przed szerszymi konsekwencjami tego incydentu. „To zagrożenie dla całego świata” – powiedział „The New York Times”. „Za kilka lat będziemy żyć jak w filmie "Terminator". To nie żart. Maszyny podejmują decyzje o ataku”." - czytamy w litewskich mediach.

Jak już to kiedyś wspominałem, z historycznego punktu widzenia, tak zaczynają się początki każdej broni. Napędem pozostaje rozwój technologii. Mamy niepowtarzalną okazję współuczestniczyć w tym wyścigu. Drony Grupy WB, stają się pewnym kierunkiem rozwoju w tej mierze. Z kolei umowa PGZ z estońską spółką Frankenburg Technologies, rozwijająca systemy antydronowe, czy współpraca techniczna ukraińsko-łotewska, to dowody, że kooperacja, a nie tylko lokalna rywalizacja, może być pewną receptą na bolączki dozbrajania armii naszego regionu.

Jednak to nie współpraca, a solidne dawki wrzutek zainteresowanych służb, stały się tematem przewodnim minionego tygodnia. "Muszę zrobić temat z niczego" - usłyszałem kilka lat temu od pewnego dziennikarza. I właśnie takie miałem puste odczucia, czytając różne doniesienia, a to Politico, a to WSJ i innych międzynarodowych tytułów prasowych. W tym szczególnym przypadku, przysłowiowe wróżenie z fusów, ma większe prawdopodobieństwo trafienia, niż publikowanie niesprawdzonych wrzutek. Tym niemniej, jedna rzecz była dość zastanawiająca. Praktycznie niewiele mówiono, a jeszcze mniej pisano o innym powodzie wizyty szefa CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie. Tym powodem - równie dobrze - mogła być chęć rozmów z Kremlem o Iranie, gdzie USA utknęły, jak już to bywało w przeszłości.

W doniesienia o planowanej eskalacji w regionie bałtyckim wątpi również były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, który skrytykował opieranie się mediów na anonimowych źródłach. Jego zdaniem prawdziwą przyczyną pierwszej od końca 2021 roku wizyty szefa CIA na Kremlu jest niepokój Waszyngtonu wokół Bliskiego Wschodu i rosnącej współpracy wojskowej Rosji z Teheranem. „Jeśli szef CIA leci do Moskwy pierwszy raz od ponad trzech lat, to bardziej logicznym powodem wydają się obawy wokół Iranu, gdzie Rosjanie są bardzo aktywni i przekazują informacje wywiadowcze. Poziom zagrożenia dla państw bałtyckich się nie zmienił” – powiedział były prezydent Estonii. Polityk dodał, że rzekome ostrzeżenia dotyczące państw bałtyckich mogły posłużyć amerykańskiej administracji jako wygodna zasłona dymna w obliczu trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie." - podawaliśmy cytat  z wypowiedzi byłego prezydenta Estonii

Byłemu prezydentowi wtórowała Kristi Raik, znana ekspertka i szefowa ICDS. "Raik podkreśliła, że w przeciwieństwie do 2021 roku, obecnie nie ma żadnych informacji wywiadowczych wskazujących na to, że Rosja przygotowuje się do ataku. „Nie ma podstaw do porównywania sytuacji na Ukrainie pod koniec 2021 roku z obecną sytuacją w państwach bałtyckich. Pod koniec 2021 roku pojawiły się wyraźne informacje wywiadowcze wskazujące na to, że Rosja przygotowuje się do inwazji. Obecnie nie ma dowodów na to, że Rosja przygotowuje się do ataku na państwa bałtyckie” – napisała ekspertka w mediach społecznościowych.

Co istotne, dyrektorka ICDS podkreśla, że nie oznacza to odwołania alarmu. "Niemniej jednak groźbę ewentualnej przyszłej inwazji należy traktować poważnie i należy utrzymać silne środki odstraszające. Obecnie celem rosyjskich ataków jest powstrzymanie wsparcia Zachodu dla Ukrainy. Leży to wyraźnie w interesie Rosji, podczas gdy wspieranie Ukrainy pozostaje żywotnym interesem Europy” – podsumowała Raik.

Jest też druga strona medalu. "Według profesor Harvardu Kathryn Sikkink, Stany Zjednoczone nie udają już nawet, że chcą zachować oparty na zasadach porządek międzynarodowy. Podobnie jak Rosja, zaczęły go aktywnie demontować, nie oferując w zamian wiarygodnej nowej wizji.  Dla Estonii i jej bliskich sąsiadów sytuacja ta stawia pytanie, czy i jak nasze kraje muszą dostosować swoją politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, aby przetrwać w tym nowym świecie. Rosja pozostaje dla nas egzystencjalnym zagrożeniem, podczas gdy Stany Zjednoczone pozostają naszym najsilniejszym sojusznikiem. Jednak powtarzanie starych pewników i namawianie ludzi, by nie denerwowali się każdym stwierdzeniem Trumpa, nie może być strategią długoterminową, gdy świat wokół nas przechodzi głębokie zmiany. " - napisała Kristi Raik w artykule opublikowanym dwa dni wcześniej.

Jednak chcę zwrócić uwagę na inną konstatację ekspertki. "Po drugie, wszystkie kraje regionu nordycko-bałtyckiego przywiązują wagę do zacieśniania regionalnej współpracy w zakresie bezpieczeństwa, ale i w tym przypadku brakuje konkretnych podstaw. Współpraca między krajami nordyckimi jest i pozostanie odrębną kategorią, a integracja zdolności obronnych stanowi nowy i ważny wymiar. NB8 pozostaje kwestią drugorzędną. Istotnym otwartym pytaniem pozostaje, jak zacieśnić współpracę regionalną w zakresie obronności z większymi krajami Europy Północnej – Wielką Brytanią, Niemcami i Polską. ".

Pozwolę sobie jednak zauważyć, iż właśnie na to pytanie – w kontekście regionalnego układu sił opartego na porozumieniu narodów dawnej I Rzeczypospolitej oraz zrozumiałym, choć tymczasowym udziale państw zewnętrznych – staram się odpowiadać na tych łamach od lat. To następny przykład na to, że podobne myśli pojawiają się poza naszymi granicami. Z tym, że bez poparcia politycznego, przełamującego postsowieckie lęki i zaborcze uprzedzenia, to wciąż jest tylko teoria.

Można odnieść wrażenie, że część najnowszych obaw w regionie jest motywowana kilkoma czynnikami, zaczynając od zamykającego się okienka możliwości dla Putina. W połączeniu ze świadomością, że Kreml wyraźnie dąży do eskalacji oraz z coraz gorszą sytuacją gospodarczą, a także z przebiegiem wojny na Ukrainie. Nie mniejszą rolę w tym bigosie pełnią zwiększone ataki sabotażowe o szerokim wachlarzu: od lotniska w Lipsku, przez podpalenia w naszym kraju, czy operacje hakerskie. Społeczeństwo przyjmuje narrację władz do tego stopnia, że w minionych dniach na Litwie niepokój wywołały przelatujące balony uczestników konkursu Pucharu Gordona Bennetta, który tak dobrze wspominamy nad Wisłą.

I wciąż mówi się o współpracy, realnie nie robiąc za dużo w tym celu. Owszem, wojsko NATO ćwiczy coraz to nowsze scenariusze, ale jeśli chodzi o decyzje polityczne to wciąż są one w powijakach. Spotkania, rozmowy, debaty, deklaracje i memoranda, wspominanie wspólnych dokonań w przeszłości. Ale realnie przekłada się to rzadkie umowy jednostronne, z rzadka wielostronne dotyczące zakupów. Naraz pojawia się taki lapsus.

"Wołodymyr Zełenski, stojąc obok prezydenta Estonii, nawet nie krył, że bałtycki kraj może liczyć na Ukrainę w razie realnego zagrożenia ze strony Rosji. "Jeśli chodzi o naszą armię, Ukraina nie jest w NATO, Estonia jest w NATO. Jeśli wierzy się w siłę NATO, gdyby, Boże uchowaj, pojawiło się zagrożenie dla Estonii, jest ponad 30 państw, które, według mnie, jednocześnie chroniłyby każdego kraju, który jest sojusznikiem NATO – odpowiedział, cytowany przez "Rzeczpospolitą".

I można powiedzieć trzeźwa ocena polityka, przed którym jedną z możliwości negocjacyjnych z Moskalami jest neutralność - czyli wyłączenie Ukrainy z muru obrony naszych wolności. Ale czy na pewno jest to rozsądny pomysł? Poza tym, że Estonia  przeznacza 0,25 proc. PKB na pomoc Ukrainie, jest coś znacznie ważniejszego. Jak wiadomo, ludzka pamięć jest bardzo krótka.

"Na wojnie w Inflantach udział wzięło co najmniej 2 tys. Kozaków, którzy przybyli  pod dowództwem Samijła Kiszki; przynajmniej na taką liczbę żołnierzy wyliczono żołd. (...) Kozackim wojskiem dysponował Jan Zamoyski. Hetman koronny wykorzystywał ich zarówno na polu bitwy, jak i dla zabezpieczenia szlaków komunikacyjnych.  W grudniu 1601 r. Kozacy kontrolowali szlaki z Tartu, Tallina i Parnawy, dokonywali  wypadów na tyły wroga, przez pewien czas utrzymywali Karaski, co pozwoliło głównym siłom na spokojne obleganie Wolmaru. Po zajęciu twierdzy J. Zamoyski, obawiając się odejścia Kozaków na zimę na Ukrainę, wydał rozkaz S. Kiszce, aby ścigać wroga. W lutym Kozacy zaatakowali Szwedów, wychodząc z miasta Antsla, zdobyli  miasto Põltsamaa, ale bez zamku. W walkach zginął hetman S.Kiszka. " - czytamy we wspólnym opracowaniu polsko-ukraińskim. To tylko jeden z wielu epizodów wspólnej tożsamości, teraz wypłowiałej przez dekady zaborów i okupacji. Do tego dzięki naszym animozjom, jak zawsze, wygrywają inni.

Przykład ubiegłorocznej samotności sojuszniczej Litwy i najnowszy  - na szczęście tylko częściowy - Łotwy, powinien zmusić wielu decydentów regionu już nie tyle do wyciągnięcia wniosków, ale do automatycznego działania. Jako zwykły obywatel mogę tylko obserwować i żywić się nadzieją, że pojęcie wspólnej obrony - bez dyplomatycznego kunktatorstwa -  w końcu zwycięży. Czego wszystkim nam życzę, w ten wrześniowy dzień.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl