Zdjęcie: Pixabay
21-08-2026 08:14
Jak informowano w poprzednich dwóch dniach, w rejonie Morza Bałtyckiego oraz w przestrzeni powietrznej Polski, Litwy i Łotwy odbyły się ćwiczenia sił powietrznych NATO. Manewry prowadzone nieopodal eksklawy królewieckiej objęły symulowane uderzenia bojowe, misje zwiadowcze, tankowanie w powietrzu oraz operacje z zakresu walki elektronicznej.
W manewrach wzięło udział od 25 do 50 samolotów, w tym amerykańskie i norweskie myśliwce, samoloty wczesnego ostrzegania AWACS pełniące funkcję latających centrów dowodzenia, a także specjalistyczna maszyna zakłócająca EA-37B Compass Call, która operowała z bazy na greckiej Krecie. Do działań dołączyły polskie wojska lądowe oraz łotewskie Centrum Kontroli i Zgłaszania.
Zrealizowane operacje lotnicze wpisują się w stałe działania Paktu Północnoatlantyckiego na rzecz podnoszenia gotowości bojowej na wschodniej flance. „Sojusznicy w sposób ciągły podnoszą swoje zdolności obronne” – podkreślił Martin O'Donnell, przedstawiciel Dowództwa Sił NATO w Europie. Z kolei analitycy zwrócili uwagę na szczególny wymiar użycia sprzętu walki radioelektronicznej. „Maszyny typu EA-37B Compass Call służą do paraliżowania nawigacji, radarów oraz łączności, co odgrywa kluczową rolę w przypadku konfrontacji z siłami rosyjskimi” – oceniła ekspertka Olga Lautman. W tym samym czasie w pobliżu niemieckiej wyspy Fehmarn zaobserwowano opuszczającą Bałtyk rosyjską fregatę „Admirał Kasatonow”, zdolną do przenoszenia rakiet hipersonicznych Cyrkon.
Tymczasem królewieckie media bardzo zdawkowo informowały o ćwiczeniach, zaledwie w kilkuzdaniowych notkach, powołując się na doniesienia prasowe z Niemiec oraz komunikaty agencji TASS. W lokalnych przekazach odnotowano obecność trzech samolotów rozpoznawczych, jednostek AWACS oraz myśliwców F-35 nad wodami neutralnymi. Choć deputowany do Dumy Państwowej Andriej Kolesnik uznał loty zwiadowcze za zwykłe zdarzenia, to w notklach cytowani byli eksperci zachodni, którzy wskazywali na dużą skalę operacji. „W rejonie Królewca doszło do znacznej koncentracji sił powietrznych” – miał napisać profesor Carlo Masala z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium. Rosyjski przekaz medialny sugerował przy tym, że Sojusz ćwiczy scenariusze konfliktu, w których obiekty wokół Królewca są traktowane jako cele priorytetowe.
Warto zauważyć, że tydzień wcześniej, podawano wypowiedź szefa Jednej Rosji, w której odniósł się do przyszłości relacji z państwami zachodnimi. „Spór ideologiczny z Zachodem nie dobiegnie końca nawet po wstrzymaniu lub zakończeniu działań zbrojnych na Ukrainie” – oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Następnego dnia, pojawiło się oświadczenie wiceministra rosyjskiego resortu spraw zagranicznych. „Sztuczne podsycanie napięcia przez kraje NATO i Unii Europejskiej zwiększa ryzyko nieintencjonalnych incydentów, co musimy uwzględniać w naszym planowaniu militarnym” – poinformował Aleksander Gruszko.
Na tę chwilę jednak przekaz propagandowy skierowany jest nadal głównie przeciwko Litwie. Kolejny dzień omawiano propozycję ograniczenia czasu tranzytu drogowego przez Litwę do eksklawy. I zgodnie z tradycją rosyjskiej szkoły dezinformacji, w jednym akapicie pomieszano obowiązującą narracją Kremla z klasycznym kłamstwami, czy też zjawiskiem depopulacji, która dotyczy zresztą całego regionu, a Rosja i sama eksklawa są tu w czołówce. W tym przypadku jest to cytowana opinia Nikołaja Mieżewicza, z Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk.
"Zdaniem eksperta, kwestia Królewca od dawna jest narzędziem polityki wewnętrznej władz litewskich. Sprzyja temu, jak uważa Mieżewicz, trudna sytuacja w kraju. „Gospodarka kraju umiera, sytuacja demograficzna jest na skraju katastrofy, a do tego dochodzą niestabilność polityczna i korupcja. W tej sytuacji litewscy politycy postrzegają działania antyrosyjskie jako jedyny sposób na pozyskanie kapitału. Władze litewskie wykorzystują trasę królewiecką jako narzędzie do osiągnięcia korzyści politycznych” – taką opinię, wpisującą się w utarte schematy propagandy serwują mieszkańcom lokalne media.