Wiadomości

Reakcje w Estonii na temat obaw w regionie

Zdjęcie: Nikola Mirkovic unsplash.com

Reakcje w Estonii na temat obaw w regionie

Dodał: Andrzej Widera

28-08-2026 09:50

Po wcześniej omówionym przypadku na Łotwie, doniesienia amerykańskich mediów o rzekomym ryzyku rosyjskiego ataku na państwa bałtyckie wywołały też stanowczą reakcję w Tallinnie. Estońskie władze oraz eksperci do spraw bezpieczeństwa jednoznacznie zaprzeczyli informacjom, jakoby wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie wiązała się ze wzrostem bezpośredniego zagrożenia militarnego dla regionu.

Zarówno premier, jak i szef dyplomacji wskazali, że kontakty służb USA z przedstawicielami Rosji w trakcie konfliktu na Ukrainie nie są zjawiskiem nadzwyczajnym i nie zwiastują przełomu politycznego. Mimo stałego zagrożenia działaniami hybrydowymi ze strony Moskwy, NATO zachowuje pełną czujność i przewagę strategiczną. „Znamy sprawę tej wizyty i choć wywołuje ona wiele spekulacji, poziom zagrożenia dla Estonii i państw bałtyckich nie uległ zmianie” – oświadczył Kristen Michal, premier Estonii.

Podobne stanowisko wyraził resort spraw zagranicznych, podkreślając przy tym rolę spójności Sojuszu Północnoatlantyckiego. „W interesie Estonii i całego NATO jest, aby Rosja nie popełniła błędnej kalkulacji w kwestii obrony kolektywnej. Im wyraźniej sojusznicy dają Moskwie do zrozumienia, że nasze zobowiązania pozostają nienaruszone, tym lepiej” – stwierdził Margus Tsahkna, minister spraw zagranicznych Estonii.

W doniesienia o planowanej eskalacji w regionie bałtyckim wątpi również były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves, który skrytykował opieranie się mediów na anonimowych źródłach. Jego zdaniem prawdziwą przyczyną pierwszej od końca 2021 roku wizyty szefa CIA na Kremlu jest niepokój Waszyngtonu wokół Bliskiego Wschodu i rosnącej współpracy wojskowej Rosji z Teheranem. „Jeśli szef CIA leci do Moskwy pierwszy raz od ponad trzech lat, to bardziej logicznym powodem wydają się obawy wokół Iranu, gdzie Rosjanie są bardzo aktywni i przekazują informacje wywiadowcze. Poziom zagrożenia dla państw bałtyckich się nie zmienił” – powiedział były prezydent Estonii. Polityk dodał, że rzekome ostrzeżenia dotyczące państw bałtyckich mogły posłużyć amerykańskiej administracji jako wygodna zasłona dymna w obliczu trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Zdecydowane rozróżnienie między obecną sytuacją a wydarzeniami poprzedzającymi pełnoskalową agresję na Ukrainę przedstawiła Kristi Raik, dyrektor Międzynarodowego Centrum Studiów Obronnych (ICDS). Zwróciła uwagę, że pod koniec 2021 roku zachodnie służby dysponowały twardymi dowodami na przygotowania do inwazji, czego obecnie nie odnotowano w odniesieniu do wschodniej flanki NATO. „Pomiędzy sytuacją na Ukrainie pod koniec 2021 roku a obecnym położeniem państw bałtyckich nie ma podstaw do wyciągania analogii. Wtedy istniały jasne informacje wywiadowcze o przygotowaniach do agresji, podczas gdy dziś brak dowodów na to, że Rosja planuje atak” – oceniła ekspertka. W jej ocenie obecna postawa Moskwy opiera się na groźbach werbalnych i wywieraniu presji psychologicznej, których celem jest zastraszenie zachodniej opinii publicznej i osłabienie wsparcia dla Kijowa.


Źródło
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl
Aby dostarczać Państwu rzetelne informacje zawsze staramy się je sprawdzać w kilku źródłach. Mimo to, w dzisiejszych trudnych czasach dla prawdziwych wiadomości, apelujemy, aby zawsze do każdej takiej informacji podchodzić krytycznie i z rozsądkiem, a takze sprawdzać na własną rękę. W razie zauważonych błędów prosimy o przysłanie informacji zwrotnych na adres email redakcji.