geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Wikipedia

Szantaże i wymuszenia

Michał Mistewicz

04-01-2022 09:50


"Brak decyzji jest najgorszą wadą każdej polityki. Skoro raz podejmie się decyzję, nie należy zwlekać z jej ogłoszeniem i uczynieniem jej jasną dla świata. Jest rzeczą pierwszorzędnej wagi, abyśmy wiedzieli czego chcemy, jednak sprawą o nie mniejszym znaczeniu jest, aby świat nie mylił się co do naszych zamiarów." - tak napisał kiedyś sir Duff Cooper, wybitny polityk i dyplomata brytyjski, minister wojny i pierwszy lord Admiralicji, przeciwnik appaeasementu, który w proteście przeciw układowi monachijskiemu podał się do dymisji.

Warto mieć w pamięci te słowa, gdyż na tę chwilę mamy do czynienia w świecie dyplomacji z gorącą żonglerką słowną, która na razie nie przynosi jasnych odpowiedzi. Inną sprawą jest to, że za truizm można potraktować myśl, iż język dyplomacji, który od kilku lat, a zwłaszcza w ciągu minionego roku, podlega coraz większej kryminalizacji, nie wróży niestety nic dobrego w najbliższym czasie. Tak więc od momentu postępujących cięć istniejących porozumień międzynarodowych tak na poziomach rządowych, jak i na przykład sportowych czy kulturalnych, w tym języku mamy już niemal codziennie do czynienia z "szantażem", "wymuszeniem", "zastraszaniem", "porwaniem", nie wspominając nawet o "zbrodni" czy "kradzieży".

Najczęściej omawianą kwestią przez ekspertów w minionym tygodniu to pytanie czy Putin zaatakuje Ukrainę? Tutaj za punkt wyjścia do tego komentarza wybrałem twitterową ankietę stworzoną przez Marka Świerczyńskiego ("Polityka Insight") traktującą właśnie na ten temat. Według wyników tejże 54,7% z 601 głosujących, stwierdziło, że "USA dogada się z Rosją", a 33,6% iż Rosja zaatakuje Ukrainę. Oczywiście ankieta jest niereprezentatywnym przykładem nieco wisielczego humoru, który towarzyszy nam od pewnego czasu.

Jednak na łamach "The Atlantic" ukazał się artykuł Kori Schake dyrektorki ds. polityki zagranicznej i obronnej w American Enterprise Institute, w którym czytamy między innymi:
"Raport, opracowany przez zespół American Enterprise Institute, w którym pełnię funkcję dyrektora studiów nad polityką zagraniczną i obronną, wraz z Institute for the Study of War, stwierdza, że ​​polityczne i ekonomiczne koszty rzeczywistej inwazji jest zbyt wysoka, aby Rosja mogła próbować tej drogi. „Putin może próbować strategicznego wprowadzenia w błąd, które wpędza Zachód w proces dyplomatyczny i cykl planowania wojskowego, które sprawią, że będzie nieprzygotowany” – argumentuje raport. Zamiast bezpośrednio ponownie zaatakować Ukrainę, Rosja zamiast tego dąży do dalszej destabilizacji tego kraju przed wyborami, rozmieszczenia oddziałów na Białorusi, podzielenia NATO i przyspieszenia zachodnich ustępstw w celu deeskalacji kryzysu".

Wtóruje tej opinii także Andrew Michta, który w artykule "Jak NATO musi zareagować, jeśli Rosja dokona inwazji z Ukrainę" napisał:
"Jeśli żądania negocjacyjne mają większy cel, to jest to podzielenie sojuszu. Co najważniejsze, pomysł, że Rosja potrzebowałaby pisemnej gwarancji traktatowej, aby zapobiec wstąpieniu Ukrainy lub Gruzji do NATO, jest absurdalny. Putin wie, że tak długo, jak okupuje Donieck i Ługańsk na Ukrainie oraz Abchazję i Osetię Południową w Gruzji, kraje te nie mają szans na wejście do NATO, bo głosowanie za rozszerzeniem sojuszu oznaczałoby w efekcie głosowanie na wojnę z Rosja. Żądanie Moskwy, by traktatowe potwierdzenie faktycznego status quo było więc niczym innym, jak próbą upokorzenia Zachodu."

(...) Zakładając, że Zachód w końcu zda sobie sprawę z bezpośredniego zagrożenia, najlepszym dodatkowym rezultatem byłoby dozbrojenie europejskich sojuszników z NATO i zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej wzdłuż wschodniej flanki, w tym stałych baz USA w Polsce i Rumunii. Następnie Europejczycy musieliby wydawać pieniądze nie tylko na rozwój i ćwiczenie rzeczywistych zdolności wojskowych, ale także na wzmocnienie infrastruktury na całym kontynencie, zwłaszcza na północy i południu, aby zapewnić spełnienie wymogów mobilności wojskowej i zademonstrować to poprzez serię ćwiczeń. Co najważniejsze, europejscy sojusznicy i partnerzy NATO musieliby wykazać, że są w stanie osiągnąć konsensus, aby zareagować znaczącymi sankcjami, począwszy od odcięcia rosyjskich banków od SWIFT i zatrzymania Nord Stream 2, a także wykazanie determinacji, by zareagować siłą, gdyby Putin próbował użyć militarnych gróźb przeciwko sojuszowi. Wreszcie, jeśli Ukraina zdecyduje się walczyć, Zachód powinien wesprzeć opór Ukrainy przeciwko tej nowej rosyjskiej napaści na suwerenność narodową tego kraju.".

Według Michty najgorszym rozwiązaniem byłaby seria słów potępienia i niedziałających de facto sankcji, gdyż tylko umocniłaby Putina w swojej racji. Konkluzja  amerykańskiego eksperta jest potwierdzeniem także mojej opinii iż los Ukrainy jest języczkiem u wagi bezpieczeństwa w całej Europie, a także może zadecydować o przyszłości Unii Europejskiej.

We wcześniej cytowanym artykule, Kori Schake podaje podobną receptę: "Kraje NATO mogą nie walczyć o Ukrainę, ale prawdopodobnie uzbroją i wyszkolą Ukraińców, by walczyli o siebie. Rosyjska inwazja otworzyłaby wrota poparcia Zachodu dla Ukrainy i uruchomiłaby podobną mobilizację społeczeństwa cywilnego wśród państw frontowych NATO. Groźby Putina przekonały już Niemców, że Nord Stream 2 to nie tylko umowa biznesowa, ale raczej środek geopolitycznej dźwigni. UE może bardziej agresywnie wykorzystywać swoje narzędzia regulacyjne w stosunku do Gazpromu i innych rosyjskich przedsiębiorstw, które chcą uzyskać dostęp do rynków europejskich, w celu kontrolowania ich praktyk i egzekwowania przestrzegania prawa.".

Schake zauważa również, że dotychczasowe działania Putina na drodze zastraszania Ukrainy odniosły odwrotny skutek do zamierzonego, gdyż zwiększyło się pojęcie tożsamości narodowej Ukraińców, a Szwecja i Finlandia zbliżyła się znacznie do NATO. "Stany Zjednoczone, unikając zaangażowania wojskowego, stworzyły wiarygodny zestaw kar i zyskały dla nich międzynarodowe poparcie. Putinowi brakuje wyobraźni, by dostrzec, że rozpoczęcie udanych operacji wojskowych to nie to samo, co wygranie wojny, czego Stany Zjednoczone niedawno ponownie nauczyły się w Afganistanie."

Jeśli chodzi o zaangażowanie Szwecji oraz Finlandii to nie sposób nie zauważyć, że po przedświątecznej wypowiedzi minister spraw zagranicznych Szwecji Ann Linde, krytykującej żądania Putina, dołączyli także w tych dniach fińscy politycy od prezydenta Niinistö zaczynając. Przypomnieć warto słowa minister Linde: "Musimy mieć porządek światowy oparty na zasadach, w którym mamy prawo międzynarodowe, a każdy kraj ma prawo do dokonywania własnych wyborów w zakresie polityki bezpieczeństwa. Szwecja i Finlandia są tymi żądaniami bardzo dotknięte. Odrzucenie jakiejkolwiek przyszłej ekspansji NATO zmniejszy możliwości dokonywania niezależnych wyborów politycznych."

Tymczasem prezentowane spojrzenie Rosji jest znane i nie zaskakuje. "NATO stało się projektem czysto geopolitycznym, mającym na celu przejęcie terytoriów osieroconych przez upadek Układu Warszawskiego i Związku Radzieckiego”. powiedział minister Ławrow w swoim ostatnim wywiadzie. To kluczowe zdanie, które odsłania istotę postrzegania przez Kreml europejskiego ładu bezpieczeństwa. Dosłowne tłumaczenie jest jeszcze bardziej odkrywcze: „...terytorium, które po zniknięciu Układu Warszawskiego i po rozpadzie Związku Radzieckiego wydawało się „bez właściciela”. Tłumacząc więc całość dosłownie „NATO jest teraz czysto geopolitycznym projektem rozwoju terytorium, które wydawało się „bez właściciela” po zniknięciu Układu Warszawskiego i po rozpadzie Związku Radzieckiego. Oznacza to, że Rosja uważa się za dziedzicznego „właściciela” nie tylko obszaru ZSRR, ale także całej Europy Wschodniej." - napisał w komentarzu Marek Menkiszak z OSW.

Sam Putin natomiast próbuje działać z różnych stron - po kilkutygodniowej codziennej tyradzie rosyjskich dyplomatów, zaczął "konsultacje w sprawie gwarancji bezpieczeństwa" między innymi z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, co zresztą także może mieć związek z ogłoszoną decyzją o dostarczaniu gazu z tureckiego złoża Sakarya na teren całej Turcji. Do Moskwy wybiera się, zresztą jak donoszą niemieccy publicyści, wbrew zdaniu swojej minister spraw zagranicznych, kanclerz Olaf Scholz, który stwierdził, że "chce nadać polityce wobec Rosji najwyższy priorytet".

Wreszcie nie sposób nie zauważyć działań Putina na innym polu. Na spotkaniu Wspólnoty Niepodległych Państw w Petersburgu Putin wezwał do zacieśnienia więzi między krajami, które kiedyś były częścią Związku Radzieckiego. „Trzeba powiedzieć, że więzi, które przetrwały od czasów sowieckich, ogólnie odegrały pozytywną rolę” – dodał unikając zresztą wypowiedzi na temat Ukrainy i Gruzji.
Częścią tejże wypowiedzi stała się najwidoczniej inicjatywa Putina dotycząca projektu ustawy ułatwiającej nabywanie rosyjskiego obywatelstwa. Ustawa mówi o obywatelach byłego ZSRR, a także ich dzieciach. Zgodnie z dokumentem na nabycie obywatelstwa rosyjskiego mogą liczyć między innymi: obywatele byłego ZSRR i ich dzieci; osoby, których bliscy krewni mieszkają w Rosji i są jej obywatelami; osoby, których krewni w prostej linii wstępującej na stałe zamieszkiwali na terytorium Imperium Rosyjskiego lub ZSRR (w granicach państwowych współczesnej Rosji). Jednak istotny jest inny przepis projektu, który proponuje zapewnienie obywatelstwa rosyjskiego przy zmianie granicy państwowej Federacji Rosyjskiej.

Zakończę ten przegląd na obawach wyrażonych na południu omawianego przez nas regionu - obawach Mołdawii. Anatol Țăranu, mołdawski komentator polityczny, napisał artykuł o możliwych zagrożeniach dla Mołdawii wypływających z rosyjskich "gwarancji bezpieczeństwa".

"Nieprzypadkowo lider naddniestrzańskich separatystów Wadim Krasnosielski, który niedawno przebywał z okresową wizytą w Moskwie, w wywiadzie oskarżył władze Mołdawii o brak zainteresowania wznowieniem rozmów w formacie 5+2. Oskarżenia te posłużyły za fajerwerk dla naddniestrzańskiego przywódcy, który zaraz po powrocie z Moskwy wysłał list do prezydent Mai Sandu, w którym zaprasza ją do dialogu". Țăranu zauważa dalej, że szybkie poparcie inicjatywy Krasnosielskiego przez rosyjski MSZ dowodzi jednoznacznie kto jest głównym pomysłodawcą tej inicjatywy.

"W obliczu kryzysu wokół Ukrainy, gdzie Rosja ma wystąpić w roli agresora, Rosjanie potrzebują operacji, która "zatrze ślady" i zmyli międzynarodową opinię publiczną poprzez inicjatywę pokojową. Do tego celu doskonale nadaje się konflikt naddniestrzański, w którym Rosja odgrywa rolę międzynarodowego mediatora i gwaranta przyszłych porozumień. Jeszcze ważniejsze dla Moskwy, obok względów wizerunkowych, jest stworzenie korzystnych dla jej interesów geopolitycznych precedensów w procesie rozwiązywania konfliktu separatystycznego, mających zastosowanie do separatystycznych obszarów na Ukrainie. W rzeczywistości Republika Mołdawii jest testowana przez Moskwę jako pole do tworzenia niezbędnych precedensów w przypadku "uległości" Ukrainy za pośrednictwem tzw. rozwiązań konfliktów separatystycznych w tym kraju." napisał mołdawski publicysta.

Jak widać Rosja w sposób konsekwentny i wielodomenowy działa na rzecz pomyślnego rozwiązania dla swoich imperialnych interesów w oknie historii, które się dla niej otwarło. To jak długo to okno pozostanie otwarte, a wreszcie, jak szeroko będzie ono uchylone, wynika nie tylko z poczucia zagrożenia państw bezpośrednio stykających się z granicami i żądaniami Rosji, ale także, co już mniej jest zauważalne, z układu geopolitycznych zależności i wiary, bądź nie, w wyższość słowa dyplomacji nad materią siły militarnej. Co zawsze powinniśmy mieć na uwadze.


opr. wł.

Komentarze (0)


Zostaw komentarz


Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021