geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: NAC

Rozterki i dylematy

Michał Mistewicz

05-07-2022 09:30


"Tutejsza delegacja dyrektorjatu ma na czele wytrawnego wygę, Sydorenkę, członka wszystkich gabinetów ukraińskich pokolei. Stoi na stanowisku, że silna Polska jest potrzebna Ukrainie, jak niepodległe państwo ukraińskie Polsce. Bo o ileby Ukraina została pochłonięta przez Rosję, Polska się nie utrzyma pod parciem Rosji do wspólnej granicy Rosyjsko-niemieckiej. Mówiłem mu, że lewica polska zawsze popierała dążności niepodległościowe Ukrainy i że obecnie r ównież broni niepodległej państwowości ukraińskiej, ale trudno jest przekonać ogół polityk ów polskich, że naród ukraiński stworzy i utrzyma własną państwowość niepodległą i że ta ostatnia nie będzie dla Polski gorszym wrogiem od Rosji. Wobec tego politycy ukraińscy, uznający wagę dobrych stosunków polsko-ukraińskich, powinni dostarczać lewicy argumentów dla poparcia jej linji politycznej wobec niepodległej Ukrainy. Tu przedewszystkim należy zakończyć z idjotyczną wojną w Galicji. Na to Sydorenko oświadczył, że wysłał telegram żądający natychmiastowego przerwania działań wojennych w Galicji i otrzymał wiadomość, iż w Samborze rozpoczęły się rokowania polsko-ukraińskie o zawieszenie broni." - tak pisał w kwietniu 1919 roku w Paryżu, współpracownik Piłsudskiego, Leon Wasilewski, kierując słowa raportu do ówczesnego Naczelnika Państwa. Za chwilę wrócę do tego wątku.

Miniony tydzień zdominował szczyt NATO i związane z nim wielkie nadzieje krajów naszej przestrzeni na wzmocnienie działania państw NATO poprzez detaszowanie nowych oddziałów do krajów bezpośrednio zagrożonych rosyjskimi groźbami i agresją. Tak więc już początkowa deklaracja sekretarza Jensa Stoltenberga o zwiększeniu sił natychmiastowej odpowiedzi do 300 tysięcy żołnierzy, spotkała się ze zrozumiałą aprobatą krajów naszego regionu, zwłaszcza, że sekretarz określił dostępność nowych sił już od przyszłego roku.

Tymczasem już za oceanem, media bardzo sceptycznie podeszły do tej deklaracji. "Ogłoszenie Stoltenberga zaskoczyło najwyższych urzędników odpowiedzialnych za obronę w wielu państwach członkowskich NATO, co doprowadziło do pytań, które z ich sił, jeśli w ogóle, zostały uwzględnione w liczbie 300 000." - napisali reporterzy "The Washington Post". "Jeden z urzędników NATO, mówiący pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedział, że liczby dotyczące poszczególnych krajów wciąż wymagają dopracowania. Nawet liczba 300 000 jest na razie teoretyczna: "Koncepcja nie została jeszcze w pełni dopracowana" - powiedział urzędnik. "Będziemy musieli zrobić więcej, aby zbudować model, zanim będziemy mogli opracować, jakie mogą być zobowiązania krajowe".(...) Obecne siły szybkiego reagowania Sojuszu mają być gotowe do rozmieszczenia w ciągu 15 dni. Stoltenberg zamierza zebrać 100 tysięcy żołnierzy w ciągu 10 dni i dodatkowe 200 tysięcy w ciągu 30 dni." - donoszą reporterzy, którzy zauważają też, że dobrym ruchem jest umieszczenie struktur brygadowych w każdym z państw bałtyckich.

Ale już nie tyle wielkość tych kontyngentów jest ważna, ale ich jakość. Wprawdzie jeszcze przed szczytem, były dowódca Litewskich Sił Zbrojnych gen. rez. Jonas Vytautas Žukas mówił, że w przypadku rosyjskiej agresji żołnierze niemieccy dowodzący batalionem NATO na Litwie wkroczyliby do walki nie czekając na decyzję polityków. "Nawet gdy byłem dowódcą wojska, prowadziliśmy wiele rozmów zarówno z dowództwem armii niemieckiej, jak i dowództwem grupy bojowej NATO na Litwie. Zawsze dochodziliśmy do jednego zdania - jeśli coś się stanie, jeśli kraje bałtyckie zostaną zaatakowane, wszyscy będziemy od samego początku stać razem. Nie będą czekać na decyzje polityczne w Niemczech, więc jeśli jesteśmy atakowani, musimy się bronić." - mówił litewski generał.

Jednak dla omawianych na naszych łamach najważniejszym ustaleniem była kwestia relacji z Rosją. "W nowej koncepcji strategicznej najważniejszy dla nas jest punkt 8.: Rosja najważniejszym i najbardziej bezpośrednim zagrożeniem dla obszaru euroatlantyckiego. Bez owijania w bawełnę. Wyliczone szereg sposobów wykorzystywanych przez Federację dla osłabienia bezpieczeństwa NATO." - napisała dr Beata Górka-Winter. "To jest jasny i oczywisty sygnał dla Rosji, że NATO i Europa Zachodnia - cały obszar bardzo istotny dla funkcjonowania gospodarczego, politycznego i obronnego, jest zjednoczony.(...) Tu przemawia Sojusz Północnoatlantycki w całości, a nie poszczególne państwa." - mówił gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego WP.

Podkreśla się także decyzję prezydenta Bidena o stałej obecności wojsk USA w Polsce. Rzeczywiście, stanowi to istotną zmianę w zaangażowaniu Waszyngtonu w obronę naszego regionu. Niemniej ważnym postanowieniem były negocjacje z Turcją i w rezultacie osiągnięcie pewnego porozumienia w kwestii rozszerzenia NATO o Finlandię i Szwecję.  "Rozszerzenie NATO o wszystkie kraje nordyckie zapewnia sojuszowi dominującą morską pozycję geograficzną. Ogranicza to rosyjski dostęp do Morza Bałtyckiego, nie mówiąc już o Morzu Północnym czy morzu Atlantyckim, z portu w Petersburgu. Krótko mówiąc, przystąpienie Finlandii i Szwecji do NATO sprawi, że Arktyka i Bałtyk nabiorą zimnowojennego charakteru. Z tym, że w podwójnym stopniu. Wtedy Związek Radziecki walczył z potęgami NATO i neutralnymi stronami przyjaznymi NATO. Teraz postsowiecka Rosja zmierzy się ze zjednoczonym blokiem państw, obejmującym byłe republiki radzieckie i kraje neutralne, które składa wierność Sojuszowi Atlantyckiemu." - napisał dr John Holmes z Naval War College.

"Nowe akcesje mają też implikacje - choć mniej bezpośrednie - dla spraw polarnych. Chociaż Finlandia i Szwecja nie leżą nad Oceanem Arktycznym, są członkami Rady Arktycznej, a zatem mają żywotne interesy w strefie polarnej. Przyjęcie ich do NATO podzieli członkostwo w Radzie między Rosję i blok członków NATO. Moskwa będzie patrzyła przez wody arktyczne na wybrzeże zamieszkane w całości przez Sojusz Zachodni. Również w tym przypadku symetryczna rywalizacja jeden na jeden pomiędzy surowo porównywalnymi rywalami jest przesądzona. Aby zniwelować swoją słabość na morzu, Moskwa prawdopodobnie sięgnie po siły lądowe, powietrzne i rakietowe. I rzeczywiście, już zagroziła, że wzdłuż granic Rosji z nowymi sojusznikami rozmieści rakiety, być może uzbrojone w głowice jądrowe. To mniej niż subtelne ostrzeżenie, by nie utrudniać rosyjskiej marynarce dostępu do morza." - napisał Holmes.

Jednak Marek Budzisz na podstawie raportu przygotowanego przez amerykański think tank strategiczny Defence Priorieties, ostrzega, że możliwości Finlandii są na tę chwilę dość ograniczone. "Obecnie fińskie siły lądowe liczą, o czym przypomina Sweeney, jedynie 13400 żołnierzy, z których 4400 to komponent zawodowy, a pozostałą część stanowią odbywający przeszkolenie rezerwiści. Mobilizacja 280 tys. rezerwistów, jak wynika z oficjalnych informacji, może zająć nawet 30 dni a to oznacza, że w pierwszej fazie ewentualnej wojny Rosjanie mogą mieć przewagę i to znaczną. Co więcej, Finowie, jak argumentuje Sweeney nigdy w czasach po II wojnie światowej nie przeprowadzali ćwiczeń, w którym byłaby testowana zdolność do mobilizacji całości sił rezerwowych. Coroczny plan szkoleń obejmuje udział w rozmaitego rodzaju ćwiczeniach ok. 22 tys. rezerwistów co jest znaczącym wysiłkiem, ale zważywszy na topografie kraju, jego rozległość i długość granicy z Rosją, nie daje pewności ani tego, że mobilizacja zostanie przeprowadzona szybko, uda się uniknąć problemów związanych z jej skalą i kwestiami logistycznymi. " - napisał Marek Budzisz.

W moim jednak postrzeganiu świata nam najbliższego, nie tyle kwestie szczytu NATO były tymi najważniejszymi wydarzeniami minionego tygodnia. Chcę zwrócić uwagę na sprawę, która okazała się testem dla naszego wsparcia Ukrainy. Nieszczęsna wypowiedź ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrija Melnyka na temat postrzegania przez Ukraińców podczas II wojny światowej Polaków jako wrogów, wywołało szybką reakcję naszego MSZ, i równie szybkie zdystansowanie się od tej wypowiedzi ukraińskiego MSZ. Sam ambasador zresztą jak donoszą media, wkrótce opuszcza Berlin aby zostać wiceministrem SZ Ukrainy. Natomiast ta wypowiedź, jak i nasze słuszne reakcje budzą uzasadnioną rozterkę: na ile jesteśmy gotowi na zrozumienie znaczenia umykającej chwili. Zauważmy, że każdy taki przełomowy czas w relacjach polsko-ukraińskich ma swojego antybohatera. Tym czym dla XVII wieku był Bohdan Chmielnicki, tym dla naszych czasów jest postać Bandery.

Tych tragicznych historii już nie zmienimy. Ale zrobiliśmy w naszych czasach krok dla naszych społeczeństw kolosalny, bo za taki należy uznać wsparcie Ukrainy w obecnej wojnie. Przecież nikt do końca nie wiedział, jak zachowamy się od 24 lutego.

"Pokłosie medialnej "dyskusji" nt. "federacji polsko-ukraińskiej"... M.Piskorski na potrzeby aparatu białorusko-rosyjskiej propagandy kreuje obraz trwania w Polsce "poważnej debaty" na dany temat. Snuje wizję możliwego powstania nowego państwa, co "wiąże się" z wyjściem PL z UE i NATO". Rosjanie dostrzegają korzyści z rozwijania tego wątku - z jednej strony wpisuje się w kontekst uwiarygodniania narracji o UA jako "państwie upadłym", z drugiej dot. wątku "polskiego imperializmu" (m. in. "zagrażającego" Białorusi).". - napisał dr Michał Marek, ekspert zajmujący się rosyjską dezinformacją.

No właśnie. Proszę Państwa, ustalmy jedną rzecz: Rosja powie zawsze to co będzie chciała i co będzie odpowiadało jej interesom. Takie są realia uprawianej od wieków rosyjskiej polityki. Dlatego odwróćmy nieco logikę powyższej wypowiedzi: a co Rosja powiedziałaby w wypadku pogłębienia współpracy polsko-ukraińskiej? Krzykom Zacharowej zapewne nie byłoby końca. W swoich lękach przed prowadzeniem aktywnej polityki wschodniej popadamy nieraz w coraz gorsze schematy strachu i związanych z tym nierozwiązywalnych dylematów - to jest pokłosie z kolei dekad komunizmu w naszym kraju. Powoduje to, że ten automatyczny hamulec "nie wolno o tym mówić" powstrzymuje nas od rzeczowej analizy różnych możliwości.

Tymczasem kluczowy dylemat do rozwiązania dotyczy tego, w jaki sposób zabezpieczyć przestrzeń krajów naszego regionu. NATO to kwestia w tej chwili bezdyskusyjna, jednak w obrazie słabości militarnej przy równoczesnej niechęci państw Europy Zachodniej do dominacji USA, a które zapewne rosyjska propaganda będzie rozgrywać nadal, należy dodać element, który już zauważył prezydent Zełenski, wspominając o przyszłych gwarantach Ukrainy. Możliwość błyskawicznej pomocy Ukrainie w trybie 100% w 24 godziny.

To co chcę podkreślić to fakt, że do prowadzenia realnej polityki wschodniej przede wszystkim potrzebna jest odwaga i nieszablonowy sposób myślenia. Ponieważ jednak polityka międzynarodowa to zespół naczyń połączonych, zależność od innych źródeł powoduje takie, a nie inne działania lub także ich brak. Niestety. A przypomnijmy: kilka miesięcy po walkach z Ukraińcami o Lwów, Piłsudski rozmawia z Petlurą i w efekcie doprowadza do sojuszu polsko-ukraińskiego. Jak wspominał wyżej Leon Wasilewski, Piłsudski uważał wojnę z Ukrainą jako bezsensowną.

"Piłsudski już w tym czasie jasno zdawał sobie sprawę, że żaden rosyjski reżim nie pogodzi się dobrowolnie z utratą Ukrainy. Oceniał też, iż mocarstwa – wbrew ukraińskim oczekiwaniom – nie udzielą wsparcia niepodległościowcom znad Dniepru, opowiadając się raczej za nieuszczuplaniem obszaru dawnego imperium. Spodziewał się w związku z tym, że naciskana tak przez bolszewików, jak i „białych” oraz pozbawiona pomocy Zachodu Ukraińska Republika Ludowa wcześniej czy później zacznie szukać porozumienia z Polską. Osiągnięcie takiego porozumienia było zaś kluczem do powodzenia szerszych planów politycznych Piłsudskiego." - napisał w swojej pracy dr hab. Jan Jacek Bruski (UJ). Piłsudski w wywiadzie dla francuskiej gazety powiedział, że  „atak bolszewików na Polskę zależny jest w pierwszym rzędzie od kwestii ukraińskiej [...]. Jeśli sprawa ukraińska załatwiona będzie na ich korzyść, wówczas pójdą na Polskę”.

Na zakończenie przywołam słowa Wasilewskiego z tego samego raportu - warto je ocenić nie tylko z punktu widzenia koła historii, ale i znaczenia spostrzegania pojawiających się szans i zagrożeń. Niech to będzie też pewnym zagadnieniem do przemyślenia dla nas samych: na ile jesteśmy w stanie przyjąć zupełnie nową architekturę współpracy w naszym regionie, w tych nowych czasach gwałtownych zmian geopolitycznych.

"Przebywają tutaj reprezentanci rozmaitych antybolszewickich rządw rosyjskich. Stanowisko ich jest takie, że, rozumiejąc całą słabość Rosji obecnej, domagają się od byłych „swoich” ludów kresowych, aby nie określały już teraz ostatecznie ani swoich granic od Rosji, ani swojego przyszłego stosunku prawnopaństwowego do niej. Z utratą Polski (w granicach etnograficznych) godzą się, na utratę Finlandji być może zgodziliby się ze zgrzytaniem zębw, choć uważaliby to za swoją ciężką klęskę, wobec Estonji i Łotwy stoją na przyznaniu im ostatecznie autonomji, Litwie gotowi byliby poczynić pewne dalej idące ustępstwa, opiekują się nią i najwidoczniej chcą mieć w Litwinach narzędzie antypolskie, Białorusi nie uznają, Ukrainę jako coś odrębnego zwalczają jaknajusilniej. (...) Summa summarum, czując swoją obecną słabość, chcą odroczyć rozstrzygnięcie wszystkich kwestji aż do momentu, kiedy będą znowu silni. Dla mnie stąd jest jasny wniosek, że my jak również inne byłe ludy kresowe musimy spieszyć z załatwieniem naszych spraw granicznych i innych".


opr. wł.
Jeżeli chcecie Państwo wesprzeć naszą pracę, zapraszamy do skorzystania z odnośnika:

Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021