geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Królewiecki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: kam.lt

Poligon nadziei

Michał Mistewicz

01-04-2025 09:30


W minionym tygodniu relacjonowaliśmy akcję ratunkowo-poszukiwawczą załogi i samego pojazdu M88 Kerkules 1 PBGB 3 DP US Army. Moglibyśmy czekać, jak pozostałe media, na sam jej wynik. Okazaliśmy w ten sposób nie tylko medialną cząstkę szacunku dla wkładu włożonego przez żołnierzy dla swoich kolegów, w postaci wielodniowej akcji w bardzo ciężkim środowisku, czy tylko jej wymiaru humanitarnego. Jest w tym coś jeszcze. W tej sojuszniczej akcji na litewskim poligonie, jak na kliszy fotograficznej zawarty jest bardzo szeroki obraz obecnej sytuacji wolnych krajów regionu byłej I Rzeczpospolitej. Obywatele tych krajów, na codziennym poligonie ćwiczą zwalczać obawy i budzić nadzieję przed natłokiem działań przeciwnika. Za chwilę wymienię kilka wniosków z tych dni.

Jednak zanim przejdę do tego omówienia, zamieszczę małe odniesienie do poprzednich komentarzy. Również kilka dni temu, analitycy włoskiego think-tanku IAI, opublikowali komentarz dotyczący znaczenia broni jądrowej w Europie Środkowej, jako czynnika odstraszania.

"Czy prezydent Trump rozważyłby rozmieszczenie amerykańskiej taktycznej broni jądrowej na terytorium Polski, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że taki krok byłby nie do zaakceptowania dla Putina? Rosja konsekwentnie domaga się wycofania infrastruktury wojskowej NATO z terytoriów nowych państw członkowskich jako kluczowego warunku pokoju z Ukrainą. Rozmieszczenie amerykańskiej broni jądrowej w Polsce stanowiłoby bezpośrednie wyzwanie dla tych żądań, potencjalnie eskalując napięcia. W tym kontekście, czy Polska – jeden z najwierniejszych sojuszników Ukrainy w wojnie – mogłaby stać się partnerem Kijowa w zakresie współpracy nuklearnej? Ukraina dysponuje niezbędnymi materiałami i wiedzą techniczną, podczas gdy Polska oferuje względne bezpieczeństwo, polityczne ambicje oraz dynamicznie rozwijający się sektor obronny, z wydatkami wojskowymi sięgającymi 4,7 proc. PKB. Najważniejsze jest jednak to, że zarówno Polska, jak i Ukraina wyraziły zainteresowanie zdolnościami nuklearnymi w odpowiedzi na postrzeganą rosyjską agresję, aby stworzyć wiarygodne środki obrony przed potencjalnymi działaniami militarnymi Rosji. Oba kraje mają historyczne doświadczenia rosyjskiej dominacji i postrzegają broń jądrową jako potencjalny czynnik wyrównujący wobec przewagi konwencjonalnych sił Rosji.(...) Stworzenie polsko-ukraińskiego odstraszania nuklearnego wymagałoby przezwyciężenia znacznych wyzwań politycznych, technicznych i strategicznych. Jednak przy starannym planowaniu i międzynarodowej koordynacji kilka kroków mogłoby to uczynić wykonalnym. " - napisali dr Polina Sinovets i dr Adérito Vicente. Pomijając już aspekt realności - w tej chwili - takiego rozwiązania, warto zauważyć pewiną istotną wskazówkę. Jak widać, nie tylko nad Wisłą czy Dnieprem, dostrzega się znaczenie wspólnoty wzajemnego wsparcia. I jakże różny od komentowanego przez mnie wcześniej stanowiska amerykańskich ekspertów.

Wracając jednak do poligonowego lasu w litewskim Podbrodziu. Przyczyny wypadku zbadają organy do tego przeznaczone, jednak przez te dni, jak zauważały media litewskie, w przestrzeni informacyjnej roiło się od różnego typu fakenewsów, choć przyznać też należy, że ich zakres był dość słaby. Tradycyjnie podnoszona przez rosyjski aparat dezinformacyjny dezaprobata dla obecności sił sojuszników w regionie, na nikim już nie robi wrażenia. Za to nieco zamieszania mogły spowodować plotki o liczbie zaginionych żołnierzy, jednak i tutaj media litewskie stanęły na wysokości zadania poprzez prostowanie takich wiadomości. Ważną rolę pełniły również cykliczne konferencje prasowe dotyczące przebiegu operacji. To pierwszy dość ważny wniosek: poleganie na mediach oficjalnych, co w czasach królowania mediów społecznościowych nie jest takie oczywiste.

Drugim wnioskiem jest tak warstwa symboliczna jak i jej realne wykonanie. Kto więc był na poligonie? Amerykanie poszukujący swoich żołnierzy i pojazdu, Litwini ściągający na pomoc ludzi i wszelki potrzebny ciężki sprzęt oraz - last but not least - polscy żołnierze, których Grupa Zadaniowa, brała udział w operacji. Napiszę to jeszcze raz: nie było Niemców, Holendrów czy Duńczyków. Byli Polacy. Tak samo jak w 1410, 1794 czy 1863 roku. Ramię przy ramieniu. "...Obojemu Narodowi bardzo należny związek i społeczność Aktem Unii przez Przodki Nasze po tylekrotnie na wieczne czasy, za wspólnym Obydwóch Narodów, tak Korony Polskiej, jako i Wielkiego Księstwa Litewskiego zezwoleniem, uczynioną, i dotąd uprzejmością, a statecznością obojej strony dzierżaną, stanowimy..." pisali autorzy Zaręczenia Wzajemnego Obojga Narodów. Doceńmy i zauważmy tak gest, jak i jego obecne znaczenie. Bo tam gdzie jest pot, błoto i wspólny cel, tam kończy się wszelki patos.

I wniosek trzeci. To wspólne działanie sojusznicze dzieje się w chwili zwątpienia i wielu obaw, nie tylko związanych z obronnością. Wszak podobno USA chce wypchnąć gospodarczo Europę z Ukrainy. „Gdyby umowa o partnerstwie została zatwierdzona, Stany Zjednoczone otrzymałyby szerokie uprawnienia do kontrolowania inwestycji na Ukrainie w projekty obejmujące drogi i koleje, porty, kopalnie, ropę, gaz i inne kluczowe minerały. Oznaczałoby to bezprecedensowy wzrost wpływów gospodarczych USA w największym kraju Europy, który stara się o członkostwo w Unii Europejskiej” – pisze Bloomberg o umowie w sprawie ukraińskich surowców mineralnych.
Z kolei według „The Washington Post” wielu polityków w Europie wątpi w możliwość osiągnięcia trwałego zawieszenia broni na Ukrainie w najbliższej przyszłości. A jednocześnie wciąż trwa taniec wokół wysyłania sił stabilizujących na Ukrainę. I to wszystko w momencie gdy waży się - powtórzona w sobotę przez fińskiego prezydenta Alexandra Stubba, uczestniczącego w meczu golfa z prezydentem USA w rezydencji w Mar-a-Lago - data 20 kwietnia, jako terminu zawarcia rozejmu.

"Mówiąc o spotkaniu z Trumpem w niedzielę w Londynie, po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, Stubb powiedział, że Trump zapytał go, czy można ufać przywódcy reżimu Rosji, Władimirowi Putinowi. „Odpowiedziałem, że nie można” – powiedział Stubb." - czytamy w mediach estońskich.

Tymczasem przypomnijmy, że parlament Estonii przyjął kilka dni temu pozornie istotną z punktu widzenia licznej mniejszości rosyjskojęzycznej, zmianą Konstytucji, która wprowadza zakaz głosowania w wyborach samorządowych przez m.in. obywateli Rosji i Białorusi. Natomiast posiadacze tzw. szarych paszportów będą mieli kilka lat aby się zdecydować na przyjęcie obywatelstwa kraju w którym mieszkają. Oczywiście jeśli będą chcieli głosować w następnych takich wyborach. „Estońska polityka prawie w ogóle nie interesuje się rosyjskojęzycznymi wyborcami, nawet jeśli są obywatelami Estonii” – zauważył, dodając, że polityczne zaangażowanie w miastach takich jak Narwa czy Kohtla-Järve jest minimalne." - czytamy w omówieniu. Należy jednak odnotować głosy polityków z nadgranicznej Narwy, którzy obawiają się protestów podczas jesiennych wyborów lokalnych, gdyż nawet jedna trzecia mieszkańców miasta nie będzie mogła głosować.

I druga strona obaw Estonii, która przemyka gdzieś w cieniu ogólnego poczucia niepewności. "Poseł do Parlamentu Europejskiego z partii Isamaa, Riho Terras, który był szefem EDF w latach 2011–2018 i osiągnął stopień generała, powiedział niedawno w rozmowie z Times Radio, że Wielka Brytania napotyka trudności w skompletowaniu brygady liczącej od 3 000 do 5 000 żołnierzy, co przypisał problemom finansowym." - czytamy w artykule. Przypomnijmy, że Wielka Brytania od 2017 roku pełni rolę wiodącego państwa NATO w Estonii w zakresie wojsk lądowych. "Wzrost do dwóch grup bojowych w 2022 roku był szybką reakcją na nielegalną pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. W trakcie tego okresu Wielka Brytania i Estonia opracowały długoterminowy plan, polegający na przypisaniu brygady stacjonującej w Wielkiej Brytanii w stanie bardzo wysokiej gotowości do rozmieszczenia w Estonii. W maju rozlokujemy tę brygadę w Estonii w ramach ćwiczeń” - czy te wyjaśnienia rzecznika brytyjskiej ambasady wystarczą? W środę brytyjski minister obrony John Healey spotkał się ze swoim estońskim odpowiednikiem Hanno Pevkurem i oświadczył, że kraj jest zdecydowany bronić Estonii.

To jest to samo postrzeganie zagrożenia, o którym wspominałem tydzień temu. "Pevkur powiedział, że z szacowanych obecnie 600 000 rosyjskich żołnierzy w Ukrainie, prawdopodobnie 300 000 zostanie przeniesionych w inne miejsca. „Ci ludzie nie wrócą do różnych regionów Rosji, by zbierać kukurydzę czy zajmować się czymś innym, ponieważ wynagrodzenie, jakie otrzymują w armii, jest od pięciu do dziesięciu razy wyższe niż to, co mogliby zarobić w swoim rodzinnym mieście.”" - czytamy na łamach "Financial Times" o obawach ministrów obrony państw bałtyckich.

W tym momencie pojawiają się sceptyczne słowa generała Walerego Ząłużnego, byłego dowódcy Ukraińskich Sił Zbrojnych, obecnie ambasadora Ukrainy w Wielkiej Brytanii. „NATO jako instytucja wojskowa nie ma dziś żadnej władzy. Albo jeśli ma taką władzę, to skończy się to w ciągu miesiąca” - powiedział w krótkim wypowiedzi, na spotkaniu ze studentami we Lwowie. Według Załużnego, „NATO, niestety, służąc głównie politycznym interesom członków sojuszu”, opracowało doktrynę, która pozwala walczyć z drobnymi konfliktami, a nie prowadzić pełnowymiarową wojnę. „Rozumieją, że artykułu piątego (który przewiduje, że atak na jednego z członków sojuszu będzie traktowany jako atak na całe NATO) tam nie ma i nie będzie. Rozumie to Polska, dokąd okresowo spadają nasze i rosyjskie rakiety. Rumunia rozumie to w pełni, ale milczy.” Według byłego dowódcy, dzwoniono do niego z Rumunii z prośbą, by nie informował o upadku rosyjskich dronów „Shahed” na terytorium kraju.  

Skąd gorzkie słowa ukraińskiego generała, a obecnie dyplomaty swojego kraju w Londynie? Wie przecież doskonale, że jego słowa zostaną usłyszane, a cel jest wymieniony w dalszej wypowiedzi. "Załużny opowiada się za stworzeniem nowej architektury europejskiego bezpieczeństwa, w której Ukraina byłaby nie obiektem, lecz podmiotem. Za najbardziej perspektywiczny uważa format JEF (Joint Expeditionary Force) – Połączonych Sił Ekspedycyjnych – wielonarodowego partnerstwa wojskowego Europy Północnej, przeznaczonego do szybkiego reagowania i operacji ekspedycyjnych. W jego skład wchodzą Wielka Brytania, kraje Europy Północnej (Dania, Finlandia, Islandia, Norwegia, Szwecja), kraje bałtyckie (Estonia, Łotwa, Litwa) oraz Holandia. Jednak nawet tam istnieją przeszkody, które uniemożliwiają Ukrainie dołączenie. W pierwszej kolejności chodzi o stanowisko Wielkiej Brytanii: „Problemem jest przede wszystkim Wielka Brytania, bo nie chce dodatkowych kłopotów – bo jej armia nie istnieje. Są marszałkowie, są admirałowie, są wszystkie stanowiska. Wszyscy pobierają pensje, ale wojska jako takiego nie ma. Nie są jeszcze gotowi do walki. I nie wiadomo, ile czasu zajmie im odbudowa sił zbrojnych. Dodatkowo brytyjska armia ma okręty podwodne, które pełnią specyficzną, europejską misję, od której nie mogą odstąpić zgodnie z traktatem NATO. (…) Oczywiście, dyplomatycznie otrzymamy odpowiedź, że Ukraina to nie kraj NATO.” Drugim problemem, według Załużnego, jest stanowisko Polski, która również dąży do JEF i „zrobi wszystko”, aby najpierw przyjęto ją." - czytamy w relacji.

Potwierdza więc to cytowaną wyżej analizę ekspertów IAI oraz innych analityków, którzy wskazują, że obecna sytuacja wymusza na władzach Ukrainy dążenie do szukania bliższych aliansów. Z mojego punktu widzenia dodam, iż szkoda, że tak późno. Dla względnej równowagi podam ostrożne w ocenie słowa przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO, admirała Giuseppe Cavo Dragone. "Jeśli chodzi o możliwy konflikt, jako wojskowy mogę powiedzieć, że jeśli Rosja podejmie taki nierozważny krok, odpowiedź będzie katastrofalna dla Moskwy. Bez wątpienia siły i możliwości NATO znacznie przewyższają rosyjskie. Dzięki strategii odstraszania i obrony prawdopodobieństwo „starcia” z Rosją jest niskie, choć nie można go całkowicie wykluczyć. Dlatego nasze środki odstraszania muszą pozostawać silne, a my musimy być czujni. Mamy plany obronne i są one potężne. Jesteśmy gotowi. To właśnie dlatego przez ponad 75 lat państwa sojusznicze utrzymują pokój i stabilność." - powiedział admirał, powtarzający w zasadzie słowa sekretarza generalnego NATO.

Co dalej - nadal nie wiadomo, gdyż jak wszystko, jest teraz poszukiwaniem słusznych kierunków. Politycy zachodni jak widać tkwią sami w rozterkach, tymczasem wróg nie śpi.

Z uwagą obserwuję rozwijającą się historię zniknięcia szefowej Białoruskiej Rady Koordynacyjnej, organu które spina ze sobą działalność jedynych dostępnych narządzi walki opozycji przeciwko reżimowi Łukaszenki, w tym Cyberpartyzantów, którzy już ujawnili tysiące dokumentów władz w Mińsku. Wprawdzie media opozycyjne ostrożnie relacjonują przebieg sprawy, jednak jedno z ostatnich podsumowań wydarzeń opatrzone było zdjęciem zaginionej z woskową podobizną Jamesa Bonda. Jeśli rzeczywiście potwierdzi się, że siły reżimu wniknęły tak głęboko w struktury opozycji, będzie to też niepokojąca informacja dla naszego kraju.

I na koniec coś, o czym wspominałem już kilka razy. Przemyślenie znaczenia już poległych, jak i choć mentalnego wsparcia walczących na Ukrainie polskich ochotników. Wnioski w tej sprawie już wyciągnęły Czechy. "Dowództwo Sił Informacyjnych i Cybernetycznych Czech oddało hołd czterem Czechom, którzy oddali swoje życie w walce z rosyjską agresją i ekspansjonizmem na Ukrainie. Czeska armia podkreśliła, że „dziesiątki czeskich bohaterów udały się na Ukrainę, aby bronić nas przed rosyjskim zagrożeniem”. We wpisach wspomniano czterech poległych Czechów, których tożsamość została ujawniona." - czytamy w mediach ukraińskich. Nie będzie odkrywczą konstatacja, iż to co spaja sojusze, no nie tylko papier ich treści, czy wspólne działania, ale także niebagatelną rolę pełni symbolika. A zwłaszcza w tak trudnych czasach potrzebujemy jej jako otuchy nadziei dla społeczeństwa.


opr. wł.
Bardzo dziękujemy za kolejne wpłaty! Już tylko 710 zł brakuje do naszej opłaty rocznej za serwer. Lista darczyńców. Jednocześnie nadal szukamy potencjalnych inwestorów naszego projektu, który wykracza daleko poza branżę medialną. Zapraszamy do kontaktu.

Informacje

Media społecznościowe:
Twitter
Facebook
Youtube
Spotify
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021 - 2024