geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Królewiecki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Telegram

Bezpieczeństwo, czyli Latający Holender

Michał Mistewicz

25-03-2025 09:30


Wydaje się, że medialnie czas chwilowo zwolnił, chociaż wszystkie procesy rozpoczęte z początkiem roku nadal trwają. W oczekiwaniu na nieuchronne wyniki nowego rozdania, warto się przyjrzeć innym przejawom nadchodzących zmian. Jak już kiedyś wspominałem, najczęściej zdarza się, że sens komentarzy tygodnia przechodzi na tydzień kolejny. Nie inaczej jest teraz. W tym miejscu podam dwa ważne wątki, z mojego punktu widzenia.

W naszym dziale Opinie, Komentarze, Analizy, prezentujemy różne punkty widzenia ekspertów na zmiany. Czasem nie zgadzając się z prezentowanymi wnioskami. W minionym tygodniu zamieściliśmy komentarz Jamesa Jaya Carafano, znanego eksperta Fundacji Heritage, na temat polskiej i koreańskiej dyskusji na temat posiadania broni jądrowej. Notabene Korea Południowa już podlega naciskom rosyjskim, gdyż odnotowano osiem incydentów z naruszeniem przez myśliwce strefy powietrznej w ciągu 10 dni. Powody wielowątkowe i łatwe do przewidzenia.

"Twierdzenie, że sojusznicy nie mogą polegać na amerykańskim odstraszaniu strategicznym, jest po prostu błędne. Sojusznicy powinni mieć więcej, a nie mniej, zaufania do amerykańskiego parasola strategicznego. Chociaż amerykańskie przywództwo polityczne jest głęboko podzielone w wielu kwestiach, istnieje rzadko spotykane, silne, ponadpartyjne poparcie dla dalszego rozwoju amerykańskiego arsenału strategicznego – głównie w odpowiedzi na zagrożenie ze strony Chin.(...) Obecna administracja jest zdecydowanie zdeterminowana, by osiągnąć pokój poprzez siłę. Im bardziej zdecydowanie USA rozwija swój strategiczny parasol, tym bardziej wiarygodnym narzędziem będą amerykańskie siły nuklearne do jedynej misji, jaką mogą wiarygodnie i skutecznie pełnić – odstraszania przyszłych wojen nuklearnych." - napisał Carafano. Przypomnijmy, że jest to głos o tyle ważny, że pochodzi z think-tanku aktywnie wspierającego prezydenta Trumpa.

"Ostatnie konflikty jedynie potwierdzają odstraszającą wartość broni konwencjonalnej. Broń jądrowa nie zapobiega wojnie konwencjonalnej. Izrael posiada broń jądrową, a mimo to został zaatakowany przez Hamas, Hezbollah i Huti. Rosja ma broń jądrową, a mimo to Ukraina prowadzi działania na terytorium Rosji. Nikt nie zdetonował bomby atomowej. Nawet po tym, jak Rosja nie osiągnęła swoich celów taktycznych na Ukrainie, mimo że Ukraina nie posiada broni jądrowej, Rosja nie użyła taktycznej broni nuklearnej. Światowe potępienie nieproporcjonalnego użycia siły mogło przyczynić się do powściągliwości Rosji w użyciu broni jądrowej przeciwko Kijowowi. Istnieją jednak również praktyczne powody, dla których taktyczna broń nuklearna ma niewielką wartość bojową we współczesnym świecie." - czytamy w komentarzu eksperta.

Niestety, ale z tego rozumowania wypływają dwa istotne wnioski, oczywiście z polskiego punktu widzenia. Po pierwsze, opinia jest wydawana przez przedstawiciela posiadacza tejże broni, który jeżeli w ogóle jej użyje to tylko w swoim żywotnym interesie. Czy państwa bałtyckie albo sama Polska do nich należy, to na razie, jak wszystko, tylko przypuszczenia. Natomiast to pouczanie wasali "nie dla psa atomowa kiełbasa", to pointa pytania, które zadałem z kolei dwa tygodnie temu. I nieco jego wydźwięk przypomina mi oburzenie niemieckiego ambasadora, który kilka lat temu ganił Litwinów za brak wiary w niemieckie słowa o przyjściu z pomocą. O drugim wniosku napiszę za chwilę.

Drugim wątkiem niezmienności rosyjskiego podejścia do Zachodu i obszaru byłej I Rzeczpospolitej - o czym pisałem tydzień temu - jest ubiegłotygodniowy wywiad, którego udzielił Władysław Surkow, jeden z głównych ideologów Putina, według źródeł zachodnich, "szara eminencja" Kremla.

"Zniszczenie militarne lub militarno-dyplomatyczne Ukrainy. Podział tego quasi-państwa na jego naturalne części. Po drodze mogą pojawić się manewry, spowolnienia lub przerwy. Ale ten cel zostanie osiągnięty." - mówi Surkow o celach rozmów pokojowych. "Zbudowałem oficjalną ideologię na podstawie koncepcji „ruskiego miru”, która istniała już wcześniej w kręgach filozoficznych. Ruski mir nie ma granic. Ruski mir jest wszędzie tam, gdzie obecny jest wpływ rosyjski w jakiejkolwiek formie: kulturowej, informacyjnej, militarnej, ekonomicznej, ideologicznej czy humanitarnej… A więc jest wszędzie. Znaczenie naszego wpływu różni się w zależności od regionu, ale nigdy nie jest zerowe. Będziemy się więc rozszerzać we wszystkich kierunkach, tak daleko, jak Bóg pozwoli i jak starczy nam sił." - mówił Sorkow, który później jak z najlepszej szkoły kremlowskiej propagandy powtarzał stałe zarzuty wobec obecnych władz Ukrainy i Zachodowi.

"Ukraina to sztuczny twór polityczny, do którego siłą włączono co najmniej trzy zupełnie różne regiony: Południe i Wschód – rosyjskie; Centrum – rosyjsko-nierosyjskie (sic); oraz Zachód – antyrosyjski. Nie mogli dojść do porozumienia i nigdy go nie osiągnęli. Wojna w Ukrainie pozwoli na oddzielenie Rosjan od anty-Rosjan, albo, parafrazując Ewangelię, owiec od kozłów. Anty-Rosja nie urośnie w siłę. Ale zostanie ograniczona do swojego historycznego terytorium i przestanie rozprzestrzeniać się na ziemię rosyjską. Może pewnego dnia Ukraina stanie się prawdziwym państwem, ale jedynie w swoich naturalnych granicach – czyli znacznie mniejszych.(...)  Powiedzmy jednak jasno – wszyscy wiedzą, że trwałe rozwiązanie konfliktu jest niemożliwe bez udziału Unii Europejskiej. Zrównoważony podział Ukrainy musi obejmować także część dla Brukseli." - mówił Surkow.

Cele Rosji, jak widać, nadal są niezmienne. I nawet nie w tym rzecz, aby analizować treść tego wywiadu, który ciekawym trafem, pojawia się w okolicy rozmów o pokoju, a także europejskich przepychanek z parasolami i innymi inicjatywami. Dlatego zadam inne pytanie: czy znają Państwo polityka, o polskich nie wspominając, którzy mogą służyć jako mentalni adwersarze dla takiego carskiego podejścia do geopolityki? Pozostawię to pytanie otwarte, ale dodam, że na mojej osobistej liście, jest ich zaledwie kilku.

Tymczasem przyjrzyjmy się sytuacji bezpieczeństwa. W Europie znów trwa żonglerka czasem, czyli odliczania do nieuchronnego starcia, które coraz bardziej się zmniejsza. Według ostatnich danych tej giełdy złudzeń, która daje ułudę posiadania czasu, wtedy kiedy tego czasu nie ma, z takim starciem mamy się liczyć od 3 do 5 lat. W mojej ocenie, znacznie bezpieczniej jest przyjąć punkt widzenia państw bałtyckich, o którym wspomina chociażby generał Raimundas Vaikšnoras, dowódca litewskich sił zbrojnych. W minionym tygodniu, przed pierwszym od 30 lat zamkniętym posiedzeniem Seimasu, wskazał na "względne" bezpieczeństwo kraju, dopóki trwa wojna na Ukrainie. Dlaczego tak jest? I tutaj pojawia się drugi wniosek wynikający z komentarza Jamesa Carafano. I dodający kolejną zmienną do przedstawionego sposobu rozumowania.

Całość brzmi jak równanie matematyczne, w celu testowania NATO. Co się stanie, jeżeli zgodnie z planem Trumpa do 20 kwietnia ucichną działa na Ukrainie, a 300 tysięcy Moskali zostanie na przykład, do września, przerzuconych na granice państw bałtyckich, przy jednoczesnym grożeniu jednorazowym i punktowym uderzeniem jądrowym w Polskę, jedynego realnego barbakanu tej twierdzy? Kolejnym pytaniem otwartym jest wynik tego równania w przypadku posiadania przez nas broni zdolnej do odpowiedzi. Przyznajmy, że każda odpowiedź jest podobna do losu Kota Schrödingera

Dlaczego do września? To znów tylko przypuszczenia i nie są związane z ćwiczeniami "Zapad 2025", czy nową zmianą ustawy, którą w zeszłym tygodniu przyjęła Duma, a uszczelniającą system poboru w Rosji. Jedną z wielu przesłanek, jest ruch pewnych konkretnych statków, jak na przykład barku szkoleniowego "Kruzensztern" z Królewca, który w sierpniu ma wrócić z wielomiesięcznego rejsu. A jeżeli jesteśmy przy statkach. Żyjemy w wieku, w którym samoloty pasażerskie używane były jako pociski, nie inaczej jest ze statkami handlowymi, które można zaliczyć do dawnych okrętów kaperskich. Te statki "widmo", często bez włączonych systemów lokalizacji, zamiast "legalnego" piractwa, niszczą kotwicami kable i gazociągi.

Kiedy na początku marca pojawiła się zapowiedź przybycia do Królewca kolejnego kontenerowca z Chin, wspominając podobną zapowiedź przybycia "NewNew Polar Bear", który później przeciął Balticconnector, zaczęliśmy monitorować tę sprawę. Tak więc zapowiedziany kontenerowiec "Silk Spirit", który występuje również pod nazwą "Silmar Spirit", na tę chwilę pozostaje na wodach chińskich i płynie do portu Qingdao, gdzie ma dotrzeć koło 29 marca. O ile rzeczywiście ma później wypłynąć do Królewca to już jest spóźniony o miesiąc i jeśli dotrze na Bałtyk, to najwcześniej na początku maja. Jednak to przecież nie jedyny statek, który może stanowić zagrożenie. Poza tym, zwłaszcza wobec aktywnej operacji "Baltic Sentry", może nastąpić zmiana scenariusza użycia statków handlowych, o czym już wspominałem.

Zresztą w kwestii bezpieczeństwa także niemal codziennie mieliśmy do czynienia z incydentami. To nie tylko rosnące i stałe ataki migrantów na naszej granicy z Białorusią, czy atak cybernetyczny wobec systemu Kolei Ukraińskich lub wobec litewskiej strony internetowej poświęconej przygotowaniu na sytuacje kryzysowe. Łotysze wyciągają wnioski z odłączenia prądu na brytyjskim lotnisku Heathrow, które zostało zamknięte z powodu przerwy w dostawie prądu spowodowanej tajemniczym pożarem. Odwołano lub przekierowano co najmniej 1300 lotów. Z kolei przedstawiciele lotniska w Rydze poinformowali, że na lotnisku zainstalowano nowy sprzęt do wykrywania dronów, gdyż w połowie stycznia loty dronów spowodowały chwilowe odwołanie lotów.

Były szef litewskich służb bezpieczeństwa VSD, Gediminas Grina, mówi wprost – takie ataki mogą się powtarzać, a sytuację można określić jednym słowem. „To jest gra bez końca. Trwa nieustannie i, moim zdaniem, będzie trwała nadal. Jeśli nawet organy ścigania potwierdziły, że to działanie obcego państwa... Jeśli mówimy o wrogich działaniach obcego państwa, to istnieje jedno proste słowo – to jest wojna” – powiedział Grina o wynikach śledztwa w sprawie pożaru sklepu "Ikea" w Wilnie. A przy tym na upływający czas, wskazują choćby takie informacje, jak ostatnia Konferencja Episkopatu Litwy, na której postanowiono o mianowaniu duchownych kapelanami Związku Strzelców Litewskich oraz Służby Ratowniczo-Gaśniczej (PAGD). Natomiast stolica Litwyćwiczyła obronę miasta.

Dlatego tak ważna jest teraz nasza północna flanka, nasza spójność w odpowiedzi. Nie można przy tym zapominać o tych, których głos jest teraz słaby, jak wolnych Białorusinów, którzy w niedzielę mogli świętować swoje święto narodowe w Warszawie, a we wtorek będą świętować w Wilnie. Natomiast Estończycy w tym czasie dyskutują o wzmocnieniu potencjału cywilnego i gotowości zwykłych obywateli do stawienia oporu wrogowi, w tym  poluzowaniu prawa do posiadania broni.

Tymczasem także i u nas wciąż trwa iluzja, że obrona to tylko wojsko. Jakie więc alternatywy daje się chętnemu obywatelowi, który nie może realizować się w wojsku, poza dawaniem sugestii o ewakuacji? Warto, aby tę kwestię przemyślano raz jeszcze, bo mamy działające przykłady, jak Komendantury Wojskowe na Litwie. W podobnym duchu mówił ostatnio przywoływany wyżej ganerał Vaikšnoras, który stwierdził, że rozszerzenie prawa do posiadania w domu broni kategorii A przez poborowych i rezerwistów, będzie kolejnym sposobem odstraszania potencjalnych wrogów, ale najpierw należy zadbać o bezpieczeństwo.

W polskim przypadku dla większości byłyby to zaznajomienie się z bronią, ćwiczenia, ale do tego potrzeba więcej czasu, więcej strzelnic, więcej instruktorów, więcej wszystkiego. I zapewne byłoby jeszcze więcej chaosu. Niestety, ale brak zaufania do obywateli, ustanawianie prawa obrony cywilnej na ostatni moment, brak przećwiczenia realnych działań OC - używając zwrotu młodzieżowego - co może pójść nie tak? Wielu Czytelników chyba się zgodzi, że ponad osobiste potyczki polityczne, ważniejsze jest bezpieczeństwo.


opr. wł.
Bardzo dziękujemy za kolejne wpłaty! Już tylko 710 zł brakuje do naszej opłaty rocznej za serwer. Lista darczyńców. Jednocześnie nadal szukamy potencjalnych inwestorów naszego projektu, który wykracza daleko poza branżę medialną. Zapraszamy do kontaktu.

Informacje

Media społecznościowe:
Twitter
Facebook
Youtube
Spotify
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021 - 2024