Zdjęcie: Pixabay
27-03-2026 08:52
Mołdawia przygotowuje się na możliwe niedobory energii elektrycznej w godzinach wieczornego szczytu. Według informacji resortu energetyki kraj może nie być w stanie pokryć pełnego zapotrzebowania 27 marca, głównie z powodu ograniczonej przepustowości połączeń z Rumunią. Szacowany deficyt w godzinach 18:00–22:00 może wynieść od 200 do 280 MWh na godzinę, co odpowiada około 25 procent przewidywanego zużycia w tym czasie.
W związku z tym władze apelują do mieszkańców o ograniczenie zużycia energii w kluczowych godzinach, aby utrzymać równowagę systemu elektroenergetycznego. Zalecenia obejmują m.in. unikanie korzystania z wind i schodów ruchomych oraz przygotowanie się na ewentualne przerwy w dostawach poprzez zapewnienie alternatywnych źródeł oświetlenia i naładowanie urządzeń mobilnych. Zarządcy budynków publicznych i komercyjnych powinni ograniczyć oświetlenie wewnętrzne o co najmniej 30 procent oraz wyłączyć iluminacje dekoracyjne i reklamowe, natomiast przedsiębiorstwa o wysokim zużyciu energii zachęca się do przeniesienia produkcji poza godziny szczytu.
Równocześnie trwa debata na temat kierunków zaopatrzenia kraju w energię. Eksperci sprzeciwiają się powrotowi do zakupów z elektrowni MoldGRES w Naddniestrzu wskazując na ryzyko ponownego uzależnienia od Rosji. Daniel Vodă, ekspert Instytutu Polityk i Reform, ocenił, że „koszt energii z MoldGRES jest obecnie wyższy, ale to cena niezależności energetycznej, którą już zapłaciliśmy”, podkreślając, że powrót do tego źródła oznaczałby ponowne narażenie kraju na ryzyka związane z zależnością od Rosji.
Podobne stanowisko zaprezentował Igor Boțan, dyrektor wykonawczy stowarzyszenia ADEPT, który zwrócił uwagę na moralny aspekt współpracy energetycznej z Federacją Rosyjską w kontekście wojny na Ukrainie. Zaznaczył również, że ewentualne wznowienie dostaw mogłoby przywrócić spór o wielomilionowe zadłużenie. Z kolei Ion Terguță, wiceprzewodniczący PLDM, podkreślił, że elektrownia nie znajduje się pod kontrolą władz Mołdawii, a jej uruchomienie oznaczałoby finansowe wsparcie dla władz w Tyraspolu.
Problemy energetyczne zbiegają się z kryzysem w transporcie publicznym. W wyniku protestu przewoźników zawieszono około 80 procent kursów, co znacząco utrudniło podróże i zmusiło wielu pasażerów do wielogodzinnego oczekiwania. Operatorzy wskazują na rosnące ceny paliwa jako główną przyczynę protestu. W odpowiedzi rząd planuje podwyżkę taryf za przewozy drogowe o około 16 procent. Zmiany mają objąć transport regionalny i międzyregionalny, a ich celem jest utrzymanie funkcjonowania połączeń, zwłaszcza na obszarach wiejskich, oraz dostosowanie cen do aktualnych realiów rynkowych.