Zdjęcie: Pixabay
14-05-2026 09:12
Poważny incydent naruszenia przestrzeni powietrznej doprowadził wczoraj do czasowego zamknięcia nieba nad północną częścią Mołdawii. Powodem kroków bezpieczeństwa podjętych przez władze w Kiszyniowie był nielegalny przelot drona, który wtargnął na terytorium kraju od strony Ukrainy. Dron przekroczył granicę w okolicach miejscowości Sauca w rejonie Ocnița o godzinie 16:00, przemieszczając się z dużą prędkością w głąb państwa.
Obiekt był pod stałym nadzorem systemów monitoringu Armii Narodowej, a jego trasa przebiegała nad obszarami o gęstym zaludnieniu. Zaledwie pięć minut po wlocie dron był widziany przez mieszkańców Bielc, skąd skierował się w stronę Ungheni. Kolejne odczyty radarowe zlokalizowały maszynę w rejonie Hâncești. Ostatecznie, o godzinie 16:26, sygnał drona zanikł w okolicach miejscowości Mingir, gdzie obiekt zniknął z radarów.
Reakcja mołdawskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych była natychmiastowa. Dyplomacja określiła zdarzenie jako „niedopuszczalne naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej” kraju. Resort podkreślił, że tego typu incydenty stanowią bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli i wezwał do ścisłego przestrzegania norm prawa międzynarodowego w odniesieniu do granic państwowych. W związku z sytuacją wystosowano notę protestacyjną do ambasadora Federacji Rosyjskiej, wskazując na rosnące ryzyko dla stabilności Mołdawii.
To do czego niestety zaczynają się już przyzwyczajać mieszkańcy naszego regionu wymaga kontekstu. Środowe wydarzenia wpisują się w niepokojący trend eskalacji zagrożeń powietrznych. Od momentu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, mołdawska przestrzeń powietrzna została naruszona już ponad 40 razy. Choć drony stanowią element ataków wymierzonych w cele ukraińskie, ich powtarzające się przeloty nad mołdawskimi miejscowościami traktowane są przez Kiszyniów jako prowokacje stwarzające realne niebezpieczeństwo dla cywilnego ruchu lotniczego oraz ludności zamieszkującej południowe i północne rejony kraju.