Zdjęcie: Wikipedia
10-05-2026 09:00
Obchody Dnia Europy w Estonii stały się w tym roku tłem dla wyraźnego kontrastu ideologicznego, który szczególnie uwidocznił się mad granicą. Podczas gdy w Tallinnie i innych większych miastach celebrowano rocznicę Deklaracji Schumana poprzez liczne koncerty, festyny oraz spotkania z przedstawicielami unijnych instytucji, po drugiej stronie rzeki Narwa, jak to ma miejsce od 2023 roku, w rosyjskim Iwangorodzie, zorganizowano obchody Dnia Zwycięstwa.
Na granicy znów doszło do swoistej wojny symboli: estońskie muzeum po raz kolejny wywiesiło baner portretujący Putina jako zbrodniarza wojennego, na co strona rosyjska odpowiedziała ustawieniem wielkoformatowego telebimu. Ekran, skierowany w stronę Estonii, transmitował okrojoną paradę wojskową z Placu Czerwonego, co tamtejsze służby bezpieczeństwa jednoznacznie określiły mianem operacji propagandowej wymierzonej w lokalnych mieszkańców.
Tymczasem w stolicy kraju, na cmentarzu Sił Obronnych, odnotowano obecność osób składających kwiaty pod pomnikiem tzw. Brązowego Żołnierza. Choć samo upamiętnienie zakończenia II wojny światowej w tym miejscu jest legalne, policja i służby monitorowały zgromadzenie pod kątem zakazanych symboli. Statua ta, przeniesiona w 2007 roku z centrum miasta, wciąż pozostaje punktem zapalnym w relacjach społecznych. Wiceszefowa partii Isamaa, Riina Solman, podkreśliła w tym kontekście, że obecność tego typu monumentów w przestrzeni publicznej jedynie podsyca konflikty narodowościowe i otwiera dawne rany. „W krajobrazie miejskim służą one jedynie podsycaniu waśni narodowych i prowokowaniu nowych konfliktów” – oceniła polityk, sprzeciwiając się traktowaniu sowieckiego dziedzictwa jako chronionej warstwy kulturowej.
Dyskusja nad usuwaniem śladów okupacji komunistycznej zyskała na sile po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Estońskie władze i komentatorzy wskazują, że radziecka symbolika jest nie do pogodzenia z tożsamością demokratycznego państwa, a jej obecność w codziennym otoczeniu negatywnie wpływa na obywateli, przypominając o czasach terroru. Solman zauważyła, że zachowanie takich pamiątek za publiczne pieniądze jest bezzasadne, gdyż stawia na równi demokratyczną Estonię z przestępczym reżimem. Według niej prawdziwym pomnikiem dla przodków jest dbanie o narodową tożsamość i wolność, a nie pielęgnowanie ideologicznych obelisków, które „przypominają nam o czasach, gdy nie mieliśmy ani prawa, ani wolności, by decydować o sobie i pomyślności naszego narodu”.