Zdjęcie: Wikipedia
14-05-2026 08:01
Jak to relacjonujemy od kilku dni, na Łotwie doszło do załamania układu koalicyjnego i faktycznego upadku gabinetu Eviki Siliņy. Choć formalnie premier nie podała się jeszcze do dymisji, jej koalicja przestała istnieć w środę, gdy partia Postępowi oficjalnie wycofała swoje poparcie. Decyzja ta zapadła po burzliwym spotkaniu partii z szefową rządu, które miało być próbą ratowania sojuszu po dymisji ministra obrony Andrisa Sprūdsa.
Premier Siliņa, starając się utrzymać stery władzy, zaproponowała partnerom nowe rozwiązanie: oddanie resortu obrony w ręce bezpartyjnego zawodowca, pułkownika Raivisa Melnisa, oferując Postępowym w zamian „tekę innego ministra do wyboru”. Propozycja ta została jednak odczytana jako polityczny handel i ostatecznie pogrzebała dalszą współpracę.
Sytuacja stała się przyczyną ostrej wymiany zdań między dotychczasowymi sojusznikami. Andris Šuvajevs, przewodniczący frakcji Postępowych, nie szczędził krytyki pod adresem szefowej rządu, stwierdzając po spotkaniu: „Evika Siliņa sama obaliła własny rząd”. Według niego rozmowy nie przyniosły satysfakcjonujących odpowiedzi, a gabinet stał się niezdolny do podejmowania decyzji. W odpowiedzi Edmunds Jurēvics z Nowej Jedności określił postawę Postępowych jako skrajnie nieodpowiedzialną i sprzeczną z interesami bezpieczeństwa państwa.
Sama premier Siliņa broniła swojej strategii, argumentując, że w dobie zagrożeń geopolitycznych priorytetem powinna być fachowość, a nie partyjne interesy. „Proponuję, abyśmy walczyli z prawdziwymi wrogami, a sami znaleźli sposób na obronę kraju” – deklarowała, krytykując byłych partnerów za ucieczkę od odpowiedzialności. Z kolei prezydent Edgars Rinkēvičs nie kryje irytacji stylem, w jakim doszło do rozpadu koalicji, i wezwał partie do przedstawienia konkretnych propozycji ratunkowych. „Łotwa nie może sobie pozwolić na niepewność” – oświadczył prezydent, zapowiadając serię konsultacji ze wszystkimi siłami politycznymi.
Wewnętrzne pęknięcie w rządzie natychmiast wykorzystała opozycja, przygotowując się do przejęcia władzy. Zjednoczenie Narodowe podjęło rozmowy ze Związkiem Zielonych i Rolników oraz Zjednoczoną Listą, proponując utworzenie rządu opartego na priorytetach bezpieczeństwa. Liderzy tych ugrupowań, w tym Ilze Indriksone, deklarują pełną gotowość do przejęcia władzy. Jednocześnie Zjednoczona Lista zapowiedziała złożenie formalnego wniosku o wotum nieufności wobec premier Siliņy. Politycy opozycyjni, tacy jak Edgars Tavars, otwarcie mówią o konieczności powołania rządu przejściowego. „To jest dla wszystkich absolutnie jasne – król jest nagi. Wszystko się skończyło" - podsumował sytuację poseł Edvards Smiltēns .
Głos w sprawie zabrali również eksperci. Politolog Jānis Ikstens porównał obecną sytuację do ryzykownej partii szachów, wskazując, że Nowa Jedność zdecydowała się na ryzykowny ruch w środkowej fazie gry, na co Postępowi odpowiedzieli równie niebezpiecznym posunięciem. Ikstens przewiduje, że mimo chaosu to właśnie Nowa Jedność może paradoksalnie zyskać na kryzysie, zyskując szansę na wystawienie nowego kandydata na premiera przed wyborami. Z kolei politolog Juris Rozenvalds ocenił działania Siliņi wobec ministra Sprūdsa jako „wyjątkowo niezdarne i politycznie krótkowzroczne”, wskazując na błędy w komunikacji z koalicjantem, które doprowadziły do paraliżu państwa.
Poważne zastrzeżenia wobec planów premier zgłosiła także posłanka Jana Simanovska, która ujawniła kulisy propozycji dotyczącej pułkownika Melnisa. Podkreśliła ona, że choć Melnis jest szanowanym profesjonalistą, to próba mianowania czynnego wojskowego na ministra obrony narusza demokratyczną zasadę cywilnej kontroli nad armią. „Mogłoby to stworzyć konflikt lojalności, ponieważ byłby on jednocześnie związany z kierownictwem politycznym i hierarchią wojskową” – ostrzegała Simanovska. Dla Postępowych próba wymiany resortów była sygnałem, że Siliņa de facto tworzy nowy rząd, co wymagałoby zupełnie innego formatu negocjacji, na który w obecnych warunkach nie ma już czasu ani woli politycznej.
W obliczu braku większości – Nowa Jedność i ZZS dysponują obecnie jedynie 41 mandatami – losy gabinetu wydają się przesądzone. Choć premier Siliņa zapowiedziała konsultacje z władzami swojej partii, opozycja jest zdeterminowana, by doprowadzić do formalnego upadku rządu na drodze parlamentarnej. Prezydent Rinkēvičs zaplanował na piątek spotkania ze wszystkimi partiami Saeimy, oczekując konkretnych propozycji wyjścia z impasu. Jak zauważają obserwatorzy, społeczeństwo jest sfrustrowane faktem, że w momencie realnego zagrożenia bezpieczeństwa elity polityczne koncentrują się na wewnętrznych walkach o wpływy, co znacząco obniża zaufanie do instytucji państwowych na Łotwie.
"Koalicję rządową na Łotwie już od dłuższego czasu łączyła jedynie bezalternatywność układu politycznego oraz chęć utrzymania stanowisk. Nic więc dziwnego, że lewica odwinęła się dziś premierce i wyszła z koalicji. Prawicowa opozycja już deklaruję, że jest chętna do stworzenia nowego 4 partyjnego gabinetu, ale wówczas partia obecnej premier musiałaby zrezygnować z pozycji szefa rządu i oddać go innej sile politycznej. Cokolwiek się wyłoni z obecnego kryzysu politycznego na Łotwie nie pozwoli wyjść ze stagnacji, gdyż większość sił politycznych i tak powoli myśli o jesiennych wyborach." - komentuje Bartosz Chmielewski, ekspert OSW.