Zdjęcie: Flickr
13-07-2026 11:35
Gwałtowny wzrost wtórnej migracji z kierunku łotewskiego zmusza Wilno do rozważenia kolejnych kroków w celu ochrony swoich granic. Nowo powołany minister spraw wewnętrznych Martynas Katelynas przyznał, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, na stół mogą trafić najbardziej stanowcze rozwiązania, w tym tymczasowe przywrócenie kontroli granicznej.
Polityk porównał ten scenariusz do restrykcji wprowadzonych ubiegłego lata przez Warszawę wobec Litwy i Niemiec, które skutkowały korkami na przejściach. Choć minister określił taką decyzję mianem ostateczności, podkreślił, że może ona okazać się niezbędna do zatrzymania napływu cudzoziemców poza litewskim terytorium.
Z danych resortu spraw wewnętrznych wynika, że skala problemu w pierwszej połowie roku wzrosła czterokrotnie w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego, osiągając poziom ponad 1,2 tysiąca zatrzymanych migrantów. Procedury związane z odsyłaniem cudzoziemców w ramach umów o readmisji stanowią obciążenie dla litewskich funkcjonariuszy. Proces ten nie ogranicza się bowiem do prostego przekazania informacji stronie łotewskiej, lecz wymaga czasochłonnej weryfikacji dokumentów, zaangażowania zasobów oraz zapewnienia zatrzymanym odpowiedniego zakwaterowania, co szybko może doprowadzić do paraliżu systemu.
Co istotne, to Litwa kontynuuje misję wspierania sąsiada, który zmaga się z rosnącym naporem migracyjnym ze strony białoruskiej. Do pomocy w najbardziej zapalnych punktach przy granicy z Białorusią wysłana została już kolejna, dziewięcioosobowa grupa litewskich strażników granicznych wraz z przewodnikami psów służbowych, która zastąpi dotychczasową zmianę. Władze w Wilnie podają, że w tym roku łotewskie służby udaremniły już 7855 prób nielegalnego przekroczenia granicy, co stanowi blisko dziewięć razy większy napór, z jakim w tym samym czasie musiała mierzyć się Litwa.