geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Fragment Zaręczenia Wzajemnego z 1791 r. AGAD

Tożsamość i szanse

Michał Mistewicz

25-10-2022 09:30


Identitas est mater societatis - tożsamość jest matką wspólnoty, to jedna z trochę zapomnianych ale fenomenalnie ważnych definicji, które zostawił nam w swojej Kronice pierwszy polski intelektualista, pisarz i historyk, Mistrz Wincenty Kadłubek. Ta niezwykle głęboka i prosta myśl jest fundamentalnie ważna także dzisiaj. Jeżeli mamy być wspólnotą, społeczeństwem, musimy zachować dzisiaj jakąś tożsamość, którą buduje historia. -  mówił w swoim wykładzie "Rosja i Europa. Polska. Czyli historia się nie skończyła” prof. Andrzej Nowak. Te słowa wstępu niech będą niezbędnym tłem dla pewnego rozważania, które jak zwykle będzie łączyć tę znaną nam odległą historię, z historią napisaną przez wydarzenia ostatnich kilku dni.

Kończąc wątek poprzedniego komentarza, a dotyczącego innego ważnego dla naszego regionu, choć tak odległego geograficznie, teatru jakim jest Azja Wschodnia, niech zilustrują słowa krótkiego wpisu korespondenta Polskiego Radia w Chinach Tomasza Sajewicza po zakończonym właśnie XX zjeździe KPCh. "Sprzeciw wobec niepodległości Tajwanu został wpisany do konstytucji Chin. To kolejny krok w stronę wojny. Czy nam się to podoba czy nie. Obyśmy się nie obudzili kiedyś tak, jak wielu z nas obudziło się 24 lutego. Era niewinności się skończyła.". Te słowa właśnie są kwintesencją tego, o czym często nie chcemy słyszeć, albo nie przyjmujemy do wiadomości, albo przyjmujemy żachnięciem - zbliżającego się kolejnego niebezpieczeństwa. Choć Tajwan jest tak daleko to nie możemy mieć złudzeń, że tym razem nasza wieś nie pozostanie, ani zaciszna, ani spokojna.

Z tej perspektywy inaczej można oceniać słowa przywódców UE, którzy w minionym tygodniu rozważali stosunki UE z Chinami. "Uważamy, że musimy zobowiązać się (...) do przywrócenia równowagi, w szczególności w stosunkach gospodarczych między Chinami a UE - powiedział  Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej. Michel podkreślił, że UE zawsze będzie twardo bronić swoich zasad, demokracji i podstawowych wolności. Przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE) Ursula von der Leyen ostrzegła przed bliskimi relacjami między Chinami a Rosją, która zachwiała porządkiem międzynarodowym, dokonując inwazji na Ukrainę. Te wydarzenia będą miały wpływ na relacje UE-Chiny - powiedziała Leyen. UE chce mówić jednym głosem w stosunkach z Chinami, ale rozbieżne interesy gospodarcze państw członkowskich UE utrudniają to. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zapowiedział, że w listopadzie stanie na czele delegacji rządowej do Chin. Będzie to pierwsza wizyta unijnego przywódcy w Chinach od listopada 2019 r." - czytamy w relacji.

Powtórzmy sobie jasno: z tak obcego nam azjatyckiego punktu widzenia, konstrukt UE jest słabym porozumieniem współpracy gospodarczej, bez realnego związania politycznego. Z punktu widzenia azjatyckiej mentalności w wydaniu bandyckim, wykazała to katastrofalna wizerunkowo wizyta Josepa Borella w Moskwie w lutym 2021 roku. Dlatego jest to kolejny asumpt do wyciągnięcia właściwych wniosków dla naszego regionu z wydarzeń, które wciąż przyspieszają.

"Niektórzy w Europie są przerażeni wzmocnieniem Polski. Polska wydaje ogromne pieniądze na obronę - 4,5% PKB, Polska mówi o możliwości posiadania broni jądrowej, Polska nie zawsze stosuje się do dyrektyw UE, a to pokazuje, że pozycjonuje się jako nowe, wschodzące mocarstwo. Eksperci rozmawiali o tym w audycji radiowej "Otwarta rozmowa". Według nich przyczyną konfliktu na linii Warszawa - Bruksela mogą być także zbliżające się wybory w Polsce." - czytamy we wstępie do relacji "Rosnąca potęga Polski drażni Europę", która pojawiła się w litewskiej wersji bałtyckiego portalu Delfi.

"20 października 1791 r. przyjęto ustawę o wzajemnych zobowiązaniach dwóch narodów [tzw. Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów, które były wyjaśnieniem niesformułowanych w Konstytucji 3 maja przepisów, dotyczących stanu unii polsko-litewskiej. - przyp. red.] , przedstawiając Rzeczpospolitą Obojga Narodów Litwy i Polski jako federację. Litwa i Polska zostały ustanowione równymi partnerami w Rzeczypospolitej. Ten dzień pokazuje bliskie więzi między Litwą a Polską. (...) Oczywiście, równa reprezentacja w różnych wspólnych instytucjach była czymś więcej niż rzeczywistością ustalonego porządku" - powiedział historyk Valdas Rakutis. Poseł przypomniał, że ustawa ta powstała, by odeprzeć argumenty przeciwników Konstytucji. "To jest dzisiaj bardzo ważny punkt, który mówi, że Rzeczpospolita była równa, nie było polskiej dominacji. Wtedy musimy spojrzeć na to państwo i jego zniszczenie jako na naszą własną klęskę" - powiedział Rakutis." - napisano w artykule.

Litewski historyk zauważa, że obecnie Polska ma wiele zalet w porównaniu do Europy Zachodniej, a pozytywy widzi szczególnie w społeczeństwie, które ma pozytywny stosunek do rozwoju obronności, który wynika z silnej tożsamości historycznej. Największą zmianę widzi w postawie ludzi młodych, którzy przejawiają w większości postawy patriotyczne, a w porównaniu do swoich rówieśników z Europy Zachodniej, jest to różnica diametralna.

"Rakutis powiedział, że "solidny kręgosłup Polski" składa się z dwóch elementów. Są to katolicyzm i polskość. Ten związek jest szczególną siłą państwa. Litwa również ma takie same możliwości, ale nasze wybory to próba rezygnacji z pewnych tradycji, być może większe dopasowanie do UE. W Polsce może też są te tendencje, też jest poczucie publicznej konfrontacji właśnie na ulicach. Ale ten kraj ma znacznie większy potencjał niż inne kraje, jeśli chodzi o zdolności obronne. (...)Pojawia się siła, nagle wszyscy muszą się z nią liczyć" - dzielił się swoimi spostrzeżeniami w radiu Valdas Rakutis." - czytamy w artykule.

Natomiast Marijuš Antonovič, wykładowca Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego zauważa, że siła Polski tkwi także w konsekwentnym rozwoju sił zbrojnych i wydawaniu środków na obronę. Natomiast jako zagrożenie postrzegają obaj rozmówcy radia, w zaostrzeniu kursu z Berlinem - chodzi o reparacje wojenne - oraz z Brukselą. Jednak w ich ocenie jest to przedwyborcza zagrywka prezesa PiS celem przyciągnięcia elektoratu prawicowego i tym samym wygrania kolejnych wyborów do Sejmu. I właśnie w nadchodzących wyborach litewscy rozmówcy widzą możliwość zmiany polityki zagranicznej w razie wygranej opozycji.

W podobnym duchu można ocenić inną publikację, jeszcze z czerwca tego roku autorstwa ukraińskiego eksperta Anatolija Kurnosowa z Centrum Studiów Politycznych "Doktryna". "Wojna jeszcze bardziej podkreśliła istniejące sprzeczności w ramach wieloletnich sojuszy. Nie, są jeszcze dalekie od wyczerpania, ale wraz z pozorną trudnością przezwyciężania wewnętrznych różnic, rosnącą nieufnością do polityki Brukseli oraz niezdolnością Niemiec i Francji do podjęcia zdecydowanych działań przeciwko Rosji, nadchodzi czas sojuszów nowych. Nawiasem mówiąc, o tym świadczy też idea utworzenia pod auspicjami Wielkiej Brytanii wspólnoty Ukrainy, Polski, Estonii, Łotwy i Litwy, czyli części narodów i terytoriów Międzymorza, które kiedyś wchodziły w skład Rzeczypospolitej." - napisał Kornusow.

Ukraiński ekspert, który jest zwolennikiem nowego sojuszu nie od dziś, zauważa, że ta nowa sytuacja geopolityczna w naszym regionie stwarza dziejowe okno możliwości. "Oprócz przeciwdziałania zagrożeniu ze Wschodu, stworzenie silnego bloku regionalnego zwiększy także wagę naszych państw na Zachodzie. Zdaniem wielu Polaków ośrodek europejski widzi Polskę jako swoją zacofaną i drugorzędną prowincję, która musi się zadowolić importem towarów gorszej jakości, dostarczać taniej siły roboczej i z pewnością zaakceptować ideowy nurt i wybór kulturowy „starej Europy”. A w przypadku oporu – użyje się jako dźwignię nacisku rzekome naruszenia praworządności lub norm środowiskowych. Aby zrozumieć, jak postrzegana jest taka supremacja, wystarczy przypomnieć nieustanne wyrzuty kierowane wobec Ukrainy za niedostatki instytucji demokratycznych i nieustanną presję na problem wszechobecnej korupcji podczas licznych prób poruszenia procesu realnej integracji europejskiej. Tak, jakby same Niemcy zdołały skutecznie przeciwstawić się rosyjskiej korupcji i propagandzie." - napisał ukraiński ekspert.

"Ta wojna i prawdziwe braterstwo objawione nie w słowach, ale w czynach, już wcześniej pokazało milionom ludzi, jak bliscy i potrzebni jesteśmy sobie nawzajem. W paradoksalny sposób stwarza to ogromne możliwości współpracy w naszym regionie. Jeśli znów je zmarnujemy, to będzie nasz strategiczny błąd, innej szansy może nie być." - konstatuje Anatolij Kurnosow przywołując słowa wiersza "Do Polaków" ukraińskiego poety Tarasa Szewczenki "A znowu. W imię Chrystusa wskrzesimy nasz cichy raj".

Te dwa przykłady podobnego postrzegania pogłębienia współpracy między naszymi krajami i narodami, nie są oczywiście jedyne, ,a pojawiają się coraz częściej, gdyż wspólnym ich spoiwem jest fundament wielowiekowego zwornika siły regionalnej, jakim była I Rzeczpospolita. Sentymenty te są jakże zrozumiałe w dzisiejszych czasach, ale co istotne, tylko teraz nabrały znaczenia realnych możliwości i są czymś więcej niż lektura książek przy kominku, czy słuchanie opowieści przodków.

Te same szanse, które dostrzegliśmy, ujrzano także w Berlinie - tylko tam, wywołuje to falę nerwowych reakcji, gdyż wiemy jak bardzo Niemcy nie lubią braku posiadania kontroli w Europie. Chciałoby się tutaj przypomnieć cytat Jana z Salisbury z XII wieku: Quis Teutonicos constituit iudices nationum? - kto ustanowił Niemców sędziami narodów. Jednak wiemy też, że Niemcy, jak i wpływ ich gospodarki są z kolei obecnym kołem ratującym mitteleuropejski projekt UE. Ten wektor siły nie zniknie, a z upływającym czasem i większymi stratami wojennymi jego rola będzie rosła, a tym samym ma i będzie miała dużo większe możliwości wpływu politycznego na kraje w naszym otoczeniu.

Chcę tutaj zwrócić uwagę na odbywające się w Niemczech V niemiecko-ukraińskie forum gospodarcze, które odbywało się wczoraj w Berlinie. "Piąte niemiecko-ukraińskie forum gospodarcze w Berlinie stało pod znakiem energetyki. Strona ukraińska podkreślała swoje przyszłe znaczenie jako dostawca prądu, gazu i zielonego wodoru do Niemiec. Natomiast ze strony niemieckich polityków i panelistów usłyszeć można było dużo chęci do pomocy humanitarnej, obejmującej także generatory i inne urządzenia dla utrzymania dostaw energii na Ukrainie. Ważnym aspektem rozmów były gwarancje bezpieczeństwa dla niemieckich inwestycji na Ukrainie. Obecnie wynoszą one już 90% inwestycji. Dlatego tez zainteresowanie niemieckich inwestorów Ukrainą wzrasta. Jednocześnie przedsiębiorcy, ale tez sam kanclerz Niemiec Olaf Scholz podkreślają konieczność reform systemu sadowniczego  i zwalczania korupcji" - napisała specjalnie dla naszego portalu obecna na miejscu red. Aleksandra Fedorska z portalu Biznesalert.pl.

Patrząc na to szerzej, w mojej ocenie, te niemieckie działania, to kolejna próba wygranej Berlina w wojnie, tym razem uczestnicząc w niej praktycznie symbolicznie biorąc pod uwagę obecne zaangażowanie . Przypomnijmy, że dzisiejsze oceny realnych zwycięzców zwłaszcza II wojny światowej różnią się w świadomości ogólnospołecznej od wersji oficjalnej. W tym świetle to czy pozostaniemy jako państwa regionu w obecnie istniejącej formie dyszla wygodnego powozu sterowanego z Berlina należy pozostawić otwarte, bo wciąż nie wiemy co kryje się za dziejowym zakrętem, jednak wiele też zależy w tym temacie od naszej odwagi i determinacji.


opr. wł.
Jeżeli chcecie Państwo wesprzeć naszą pracę, zapraszamy do skorzystania z odnośnika:

Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021