Opinie Komentarze Analizy

Theatrum mundi

Zdjęcie: Steve Reynolds Flickr.com

Theatrum mundi

Michał Mistewicz

06-01-2026 09:30

W momencie kiedy medialnie uwaga mieszkańców naszego regionu jest zwrócona na zaoceaniczny kierunek geopolityczny - na który nie mamy jakiegokolwiek wpływu - moim zdaniem warto tylko wyciągnąć wnioski z tego wydarzenia. I niestety, nie są one zbliżone swoją wymową do przedwczesnych fanfar zwycięstwa ekspertów, jak i samych wykonawców owego widowiskowego przedstawienia theatrum mundi. Bo przypomnijmy, że nadal nic pewnego nie wiadomo ani o przyszłości Wenezueli, ani wpływu samego zdarzenia na potwierdzone osłabienie wrogich nam sił. Wystarczy już, że media głównego nurtu pospieszyły się nadmiernie w sprawie relacji chińsko-rosyjskich.

Przy tym warto zauważyć zmiany ocen, jakie pojawiły się w naszym regionie. Od całkiem trzeźwej opinii ukraińskiej, która traktują wydarzenia w Wenezueli  jako raczej ciekawostkę zagraniczną - dostrzegając jej pewne zalety - aż po zaniepokojenie, które pojawiło się w państwach bałtyckich. Do tego wątku jeszcze powrócę, gdyż chcę skupić się teraz na znaczeniu tego przełomu roku, który może mieć wpływ na nas wszystkich.

Doniesienia medialne, analizy i wywiady tych ostatnich dni grudnia, poza zasadniczym wnioskiem ogólnym, jakim jest złowroga rola Moskali, przytaczają rozbieżne oceny najbliższej przyszłości. Bo można było przeczytać raczej uspokajającą opinię Kaupo Rosina, dyrektora  estońskiej służby wywiadowczej, jak i po wprost przeciwne, komentarze byłego już szefa ukraińskich służb, Kiryło Budanowa. Jednak, jak często o tym wspominam, wartość takich analiz czy opinii jest weryfikowana przez fakty. Dlatego podzielę ten komentarz na dwie części: oceny i fakty.

"Dziś widzimy, że Rosja nie ma obecnie zamiaru dokonać inwazji na żadne z państw bałtyckich ani szerzej na NATO. Widzieliśmy, że Rosja zmieniła swoje zachowanie w wyniku naszych reakcji na incydenty w naszym regionie. Jak dotąd nadal jest jasne, że Rosja szanuje NATO i stara się unikać otwartego konfliktu." - twierdzi, już na wstępie, Kaupo Rosin. W wywiadzie szef estońskich służb  twierdzi, że Rosja wyraźnie unika prowokacji, m.in. dbając o zmianę kursów lotów dronów uderzających w Ukrainę. Tym niemniej, ekspert zauważa najbardziej istotną rzecz, dotyczący terminologii medialnej - pojęcia ataku hybrydowego.

"„Hybryda” to takie miłe słowo – sprawia wrażenie czegoś miękkiego i puchatego, jeśli chodzi o działania. W rzeczywistości jednak warto nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli mamy do czynienia z sabotażem, to jest to sabotaż; jeśli z cyberatakiem, to jest to cyberatak. Pytanie brzmi, co z tym robimy dalej – czy na przykład klasyfikujemy sabotaż jako terroryzm wspierany przez państwo. Termin „hybrydowy” w pewien sposób to wszystko łagodzi i nadaje wydarzeniom niewinny charakter, choć w rzeczywistości tak nie jest." - powiedział  Kaupo Rosin. Nazywajmy więc rzeczy po imieniu.

Tymczasem w łotewskich mediach, w Boże Narodzenie, można było przeczytać takie słowa: 'Budanow, jeden z najskuteczniejszych szefów współczesnych służb wywiadowczych i architekt wielu śmiałych operacji, stwierdził w wywiadzie dla Lb.ua w zeszły weekend: „Zgodnie z podstawowym planem Rosja powinna być gotowa do rozpoczęcia operacji w 2030 roku. Teraz plany zostały skorygowane, a terminy skrócone do 2027 roku (...) Dyrektor Centrum Studiów Geopolitycznych i profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Stradiņša w Rydze, Māris Andžāns, podkreślił, że Budanow jest niewątpliwie jednym z najwybitniejszych oficerów wywiadu w dziedzinie kontrwywiadu i aktywnych działań. Jego zdaniem jednak w tym przypadku Budanow przesadza, a te stwierdzenia należy rozpatrywać w kontekście wojny na Ukrainie, która cieszy się istotnym poparciem Zachodu.”. Naukowiec jednak przyznaje, że państwa bałtyckie dostrzegają rosnący potencjał Kremla w kwestiach militarnych.

"Wszyscy zdajemy sobie sprawę z istnienia zagrożenia. Jest oczywiste, że Rosja dołoży wszelkich starań, aby odbudować swój arsenał militarny i zmaksymalizować ten potencjał” – podkreśla  Armands Astukēvičs, analityk z Centrum Studiów nad Polityką Wschodnioeuropejską. (...) Mówiąc o możliwym czasie wystąpienia zagrożenia, Astukēvičs podkreślił, że ramy czasowe mogą się różnić, ale bardzo trudno jest cokolwiek przewidzieć z wyprzedzeniem, ponieważ sytuacja się zmienia. „Rozmowy o tym, co może się wydarzyć, byłyby spekulacją” – podkreślił." - czytamy w artykule.

Z kolei Andriej Chwostow, estoński pisarz i historyk,  w swoim nieco sardonicznym wywiadzie zauważa, kolejną istotną kwestię, którą warto rozpatrywać w szerszym znaczeniu. Według pisarza estońscy politycy tkwią w klasycznych ścianach myślenia życzeniowego: liczy się NATO z jego artykułem piątym czy transatlantycka wspólnota wartości, potem Unia Europejska. Natomiast Kristi Raik, dyrektorka estońskiego ICDS, mówi wprost, że  Europa musi znacznie bardziej niezależnie bronić bezpieczeństwa swojego kontynentu.

"W praktyce NATO funkcjonuje. Siły zbrojne USA, które są obecne na miejscu, będą nadal wykonywać swoje zadania dokładnie tak, jak dotychczas. NATO ma własne plany obronne, które są wdrażane. Z tej perspektywy, owszem, wszystko działa, co daje pewność, że przynajmniej w krótkiej perspektywie odstraszanie NATO przeciwko Rosji nadal działa. Aby jednak utrzymać je w dłuższej perspektywie, państwa europejskie muszą zaangażować znacznie więcej własnych możliwości i wzmocnić swoje zdolności obronne oraz gotowość." - powiedziała Raik.

Pewnym pośrednim potwierdzeniem tych słów jest konstatacja NATO na temat nowego rodzaju zagrożenia. "Lepiej późno niż wcale. NATO publikuje duży raport o wojnie kognitywnej. Raport wskazuje, że współczesne konflikty przesuwają się w stronę systematycznego oddziaływania na procesy poznawcze jednostek i społeczeństw. Celem nie jest jedynie dezinformacja, lecz trwała modyfikacja percepcji, postaw i zachowań decyzyjnych. Wojna poznawcza wykracza poza klasyczne operacje informacyjne. Obejmuje integrację narzędzi z zakresu AI, neurobiologii, nauk behawioralnych i analityki danych w celu eksploatacji podatności poznawczych – takich jak heurystyki, emocje, polaryzacja i deficyt zaufania. Raport podkreśla, że ludzki umysł staje się nową domeną rywalizacji strategicznej, uzupełniając domeny tradycyjne. Działania w tej sferze mogą generować efekty strategiczne bez użycia przemocy kinetycznej, poniżej progu wojny. W odpowiedzi NATO postuluje rozwój odporności poznawczej jako elementu obrony zbiorowej: obejmującej edukację, świadomość sytuacyjną, ochronę ekosystemu informacyjnego oraz integrację nauk kognitywnych z planowaniem bezpieczeństwa." - napisała dr Beata Górka-Winter, ekspertka bezpieczeństwa.

To tylko kilka z wybranych opinii. A jakie są fakty? No cóż, w Nowy Rok Rosja przywitała nasz region w typowy dla siebie sposób - organizując nową prowokację - czyli zwyczajowe już niemal przecięcie kabli komunikacyjnych na Bałtyku. Z kolei w samej Estonii, równie tradycyjnie zorganizowano "zabawy" w ramach małego sabotażu. W Wigilię Bożego Narodzenia z Białorusi do Polski przyleciało 59 balonów, co zostało zresztą wymienione w raporcie BBN na temat najbliższych zagrożeń.

"Niebo nad Europą jest już niespokojne: niezidentyfikowane obiekty latające wielokrotnie zakłócały w tym roku funkcjonowanie lotnisk w Skandynawii, Niemczech, Belgii, Holandii, Polsce i na Litwie. Nie ma dowodów, ale podejrzewa się Rosję. Cyberataki na kraje UE nasilają się. Rosyjskie okręty podwodne i tankowce są częścią floty cieni na Morzu Bałtyckim. „To faza zerowa wojny hybrydowej, kiedy próbują wpłynąć na potencjalnego przeciwnika i sytuację różnymi środkami. Jednocześnie starannie dbają o to, aby nie przekroczyć granicy tak zwanej wojny gorącej. Rosja testuje, jak daleko jej się posunie i gdzie leżą czerwone linie, poza którymi Europa jest gotowa zareagować poważniej. Jak dotąd reakcje te są łagodne” – stwierdził gen. dyw. rez. Neeme Väli z Estońskich Sił Obronnych.

"Estonia inwestuje w armię i obronność, buduje schrony w budynkach mieszkalnych. Dzieci wiedzą już, jak brzmi syrena alarmu przeciwlotniczego. Ale jak w tym wszystkim cieszyć się życiem, marzyć i planować przyszłość? „Mamy tu do czynienia z interesującym paradoksem: z jednej strony absolutnie nie wolno się oszukiwać – o zagrożeniach trzeba mówić uczciwie, bez przesady. Musimy być bardzo ostrożni, by nie siać nieuzasadnionego lęku. Z drugiej strony trzeba być przygotowanym i nie można się bać. Moim zdaniem najlepszym lekarstwem na strach jest wiedza. Naszą siłą jest to, że żyjemy tutaj, na własnej, wolnej ziemi. Innej ziemi nie mamy” – podkreślił Väli.

Litewskie samorządy nie czekają, tylko same organizują przygotowania ochrony mieszkańców, MSW msszego sąsiada proponuje uproszczenie procedury wydawania zezwoleń na służbę w służbie innego państwa, trwają przygotowania na Mierzei Kurońskiej, jak i w całym krajowym pasie Bałtyckiej Linii Obronnej.

A jeśli chodzi o wątek amerykański. No cóż, o erozji znaczenia ONZ pisałem już dawno temu, tak więc pojęcie braku mandatu międzynarodowego pozostaje już tylko - niestety - pustym chwytem retorycznym. Dlatego atak USA wobec reżimu Maduro spowodował pewien niepokój w państwach bałtyckich.  „Niestety, widzimy, że we współczesnym świecie prawo międzynarodowe, które miało kluczowe znaczenie, zwłaszcza dla małych państw, zostało w wielu miejscach naruszone. Obecny bieg wydarzeń również rodzi pytania w tym zakresie” – powiedział Marko Mihkelson, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Riigikogu. „Teraz mamy kolejny krok w ekspansji polityki siły, a agresja Rosji na Ukrainę zaczęła się dokładnie tak samo – od jednostronnego aktu agresji, nieopartego na żadnym prawie międzynarodowym. Być może jest to już wystarczająco popularne” – powiedział ekspert ds. bezpieczeństwa Rainer Saks.

"Działania Trumpa wobec Wenezueli mogą na pierwszy rzut oka wyglądać na sprzeczne, zwłaszcza gdy zestawi się je z jego wyraźną sympatią wobec równie autorytarnego przywódcy Białorusi. W rzeczywistości jednak Trump działa bardzo konsekwentnie, realizując Narodową Strategię Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych - dokładnie tak, jak zapowiadał. Warto się na to odpowiednio przygotować." - zakończę ten wątek swoistą puentą Gabrieliusa Landsbergisa, byłego szefa litewskiej dyplomacji.

Sens tych ostatnich tygodni dla nas, zwykłych obywateli naszej historycznej przestrzeni wolności, w mojej ocenie oznacza już tylko jedno. Szybkie zacieśnianie współpracy tam, gdzie jest to jeszcze możliwe, zdawanie sobie sprawy z szans i zagrożeń, ale i z tego, że czas ucieka. Nie ma już podziału na optymistów, czy pesymistów, ponieważ ujmując to metaforycznie, wody w tej szklance jest coraz mniej, czy tego chcemy, czy nie,. Dlatego możemy tylko kierować się - cały czas - własnym rozsądkiem i trzeźwą oceną wydarzeń.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl