Zdjęcie: Pixabay
30-06-2026 09:30
"Całkowita przejrzystość i niedwuznaczne porozumienie w sprawie interpretacji historii polsko-rosyjsko-ukraińskiej stanowi warunek sine qua non dobrosąsiedzkich stosunków w naszej powiększonej rodzinie i na jej pograniczu". - napisał prof. Daniel Beauvois w swojej książce "Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793–1914". Z aktualnego punktu widzenia, kwestia polsko-ukraińska będzie wracać w najbliższym czasie. Zresztą już wynika to z zapowiedzi Kyryło Budanowa, szefa kancelarii prezydenta Ukrainy. Zapowiedź powstania Ukraińskiego Panteonu Narodowego zapewne będzie jednym z elementów tych zadrażnień. Na ile wywołanie historycznej konfrontacji jest próbą jednego z nacisków przed współczesnymi negocjacjami unijmymi, pokaże czas.
Natomiast z mojego miejsca obywatelskiego obserwatora, ważny jest inny wniosek. Ubiegłotygodniowa propozycja litewskiego prezydenta, mediacji w tym naszym sporze, pokazuje charakterystyczną właściwość Trójkąta Lubelskiego. Jeżeli odnosić to do przeszłości, to szybko upadłe porozumienie Unii Hadziackiej, czyli trójkąta polsko-litewsko-kozackiego, byłby bliskim nawiązaniem. I choć strona polska najwyraźniej nie odpowiedziała na tę ofertę Wilna, to jednak warto dostrzec takie możliwości. I sięgając w nieokreśloną przyszłość, gdyby powstała kiedyś Kwadryga Lubelska, lub inny konstrukt obejmujący również wolną Białoruś, rolę wewnętrznego mediatora mogłaby pełnić Polska, np: w sporze o litwinizm, który wciąż jątrzy stosunki Litwy z wolną Białorusią.
O ile rola wewnętrznej dyplomacji wśród wolnych krajów byłej I Rzeczpospolitej, jest nadal w powijakach, to chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt ostatnich dni. Otóż w tej całej mizerii, lub też pobojowisku, jak chcą inni, cieszy zwrot ku autorefleksji środowisk opiniotwórczych i społecznych. Nie chodzi tutaj akurat o media, które podlegają wpływom zagranicznym i wewnętrznym fluktuacjom, ale o głos społeczeństw - tak organizacji pozarządowych, kościoła, jak i naukowców. Polityka wykorzystująca historię to motyw znany od tysiącleci. Tym bardziej rosnący opór wobec takiej interpretacji wydarzeń, jest wart zauważenia. Próba rządowego utrzymania relacji pokazana była w czasie gdańskiej konferencji URC.
Według zastanawiająco szybko opublikowanego sondażu KMIS, 90% badanych Ukraińców opowiada się za konstruktywnym i pozbawionym politycznych emocji dialogiem w relacjach z Polską, odrzucając radykalne podejście do sporów historycznych. Jakże to zbieżne z aktualną linią polityczną władz, które bardzo chętnie szafują słowami św. Jana Pawła II o przebaczeniu. Jednak jeszcze inny wątek jest przeciwwagą dla naszych kłótni.
Może to znów zbieg okoliczności, ale inny trójkąt dyplomatyczny nabiera nowego i to bardziej złowrogiego, znaczenia. Po chwilowym zwycięstwie ultimatum Zełenskiego wobec reżimu Łukaszenki, ten ostatni udał się do swego seniora. O dwudniowych rozmowach Łukaszenki z Putinem można tylko spekulować, a tematyka może być dowolna. Od posłańca propozycji prezydenta Zełenskiego, po naciski Kremla wobec wasala, aż po partię szachów heksagonalnych. Medialne zmylenie co do następnego przystanku Łukaszenki też miało wywołać odpowiedni efekt. Kolacja z Xi Jinpingiem, podobno "wyjątkowy gest", a w tle wciąż pojawiające się pytania, co ustalono w Wałdaju?
"Oświadczenie Pekinu o poparciu niepodległości i integralności terytorialnej Białorusi mogło być sygnałem dla Władimira Putina, uważa Aleksandr Klaskowski, analityk polityczny niezależnej białoruskiej agencji informacyjnej Pozirk . „Z jednej strony można by pomyśleć, że to ostrzeżenie dla Zełenskiego, ale ja myślę, że w każdym razie jest to ostrzeżenie lub sygnał dla Putina – żeby nie wciągał w wojnę na Ukrainie młodszego brata” – zauważył Klaskowski w wywiadzie dla rosyjskiego oddziału BBC. „Z jednej strony Chiny wydają się zainteresowane kontynuowaniem wojny – osłabia to Rosję, a im słabsza jest Rosja, tym bardziej jest zależna od Chin. Z drugiej strony, Pekin oczywiście nie ma interesu w tym, by Białoruś stała się polem bitwy, przede wszystkim dlatego, że jest to ważny obszar tranzytowy. Przez Białoruś przebiega linia kolejowa prowadząca do Brześcia, a następnie do Polski, do krajów UE – rynek europejski jest dla Chin bardzo ważny” – dodał." - czytamy na łamach "Zerkalo".
"Sprzęt i komponenty dostarczane przez Chiny odegrały kluczową rolę w łagodzeniu skutków zachodnich sankcji przez rosyjski przemysł zbrojeniowy.Istnieje wiele innych przykładów wzmocnionej współpracy. Zacieśniły się więzi obronne. Zacieśniono współpracę w zakresie sztucznej inteligencji , w tym jej zastosowań wojskowych. Wzrosła współpraca naukowa w Arktyce. Chiny i Rosja również ściśle współpracowały, aby promować antyzachodnie przesłania wśród odbiorców w krajach globalnego Południa." - pisze z kolei John Lough, znany ekspert New Eurasian Strategies Centre. Jednak w podsumowaniu Lough zauważa, że formuła tej współpracy już uległa wyczerpaniu. " Chiny nie chcą, aby Rosja przegrała wojnę, ale nic nie wskazuje na to, by Pekin chciał, aby Moskwa odniosła całkowitą przewagę. Taki wynik mógłby zdestabilizować Europę i zaszkodzić interesom gospodarczym Chin." - napisał ekspert.
To wciąż tylko przypuszczenia. Przez to odwracanie uwagi, mniej dostrzegamy inne wydarzenia. Od kłopotów paliwowych samej Rosji i eksklawy, po uzbrojenie pływającego terminalu LNG, czy wreszcie wyraźne działania na rzecz obrony w państwach bałtyckich, jak i w Mołdawii. Można rzec: im częściej mówi się o pokoju, tym więcej w nas niepokoju. W tej sytuacji, który trójkąt dyplomatyczny jest dla nas bardziej istotny?