Zdjęcie: Pixabay
29-07-2026 13:32
Niedawne kroki ukraińskiego rządu polegające na podniesieniu opłat za przesył energii elektrycznej oraz zwiększeniu kosztów kolejowych przewozów towarowych spotkały się z ostrą reakcją środowisk biznesowych. Przedstawiciele przemysłu ciężkiego alarmują, że zakłady operujące na granicy opłacalności mogą nie przetrwać tych zmian, zwłaszcza w połączeniu z unijnymi opłatami CO2, limitami eksportowymi oraz utrudnieniami w transporcie morskim.
Ewentualna fala bankructw uderzyłaby w całą gospodarkę, redukując wpływy budżetowe niezbędne do finansowania armii oraz osłabiając krajową walutę z powodu spadku przychodów dewizowych. "Dla przedsiębiorstw, które i tak pracują na granicy rentowności, to katastrofa" ocenił Ołeksandr Kałenkow, szef zrzeszenia przedsiębiorstw metalurgicznych. Znaczenie wielkich fabryk dla przetrwania państwa potwierdzają badania opinii publicznej, w których przeważająca większość badanych wskazuje duże zakłady jako fundament powojennej odbudowy i gwarant możliwości obronnych kraju.
Rosnące koszty operacyjne to jednak zaledwie niewielki element szerzej zakrojonych planów zmian podatkowych, które wynikają z najnowszego porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Dokument ten zakłada stopniowe wprowadzanie rynkowych cen nośników energii, debaty nad nowym podatkiem przeznaczonym na odbudowę państwa oraz likwidację zwolnień podatkowych dla zagranicznych przesyłek o wartości do stu pięćdziesięciu euro.
Realizacja tych założeń napotyka znaczny opór w parlamencie, a majowy projekt opodatkowania tanich paczek z zagranicy został odrzucony przez deputowanych. Z kolei przegłosowana w czerwcu ustawa nakładająca pięcioprocentowy podatek dochodowy oraz opłatę wojskową w tej samej wysokości na sprzedaż za pośrednictwem platform cyfrowych wciąż czeka na podpis prezydenta. Ustawa stanęła w martwym punkcie z powodu kontrowersyjnych poprawek dotyczących osób zajmujących eksponowane stanowiska polityczne.
Mimo opóźnień w przyjmowaniu ustaw zachodni kredytodawcy przekazali na Ukrainę kolejną transzę wsparcia. "Ukraina nie odrobiła pracy domowej. Co więcej, nawet nie przedstawiła projektów aktów prawnych. Niemniej jednak Międzynarodowy Fundusz Walutowy dał nowy program" zauważył ekspert ekonomiczny Ołeh Pendzyn. Analityk tłumaczy tę pobłażliwość geopolityką, zaznaczając, że zachodni donatorzy traktują stabilność finansową państwa jako absolutny priorytet w dobie konfliktu zbrojnego.
Najwięcej kontrowersji i niepokoju budzą plany głębokiej przebudowy uproszczonego systemu podatkowego, które w dłuższej perspektywie wymusi proces integracji europejskiej. Międzynarodowi wierzyciele domagają się ukrócenia procederu sztucznego dzielenia firm na dziesiątki jednoosobowych działalności gospodarczych oraz zwalczania zjawiska ukrywania etatów pod umowami cywilnoprawnymi. Największy sprzeciw wywołuje perspektywa objęcia podmiotów o niższych dochodach obowiązkowym podatkiem od towarów i usług. Pierwotne założenia wskazywały na próg rejestracji na poziomie zaledwie miliona hrywien już w 2027 roku, jednak ostatecznie zawarto kompromis polegający na podniesieniu tego limitu do około czterech milionów hrywien i odłożeniu zmian o kolejny rok.
Krytycy tego rozwiązania podkreślają, że obciążenie biurokratyczne związane z wymaganą księgowością przewyższy ewentualne zyski państwowej kasy, a w czasie wojny nie należy mechanicznie kopiować mechanizmów z czasów pokoju. "Budżet może otrzymać dziesiątki miliardów hrywien, ale wydatki przedsiębiorców na spełnienie tych wymogów będą jeszcze większe" argumentuje analityk Wołodymyr Dubrowski. Z kolei dążenie do ograniczenia nadużyć chwali inna część środowiska eksperckiego. "Istnieje wiele niezbędnych i naprawdę przydatnych wymogów. To między innymi kryteria dotyczące dzielenia biznesu, ograniczania szarej strefy i minimalizowania schematów nadużywania systemu uproszczonego" ocenił Ołeh Hetman.