Zdjęcie: Pixabay
08-02-2026 09:00
Zmasowane rosyjskie uderzenia w ukraińską infrastrukturę energetyczną doprowadziły do jednego z najpoważniejszych kryzysów w systemie elektroenergetycznym od początku pełnoskalowej wojny. Ataki objęły elektrownie cieplne DTEK oraz kluczowe stacje wysokiego napięcia w wielu regionach kraju, co przełożyło się na rozległe przerwy w dostawach prądu i destabilizację pracy całego systemu.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że podczas nocnego ostrzału Rosja użyła ponad 400 dronów, w tym dużej liczby bezzałogowców typu Shahed, a także blisko 40 rakiet różnych typów. Jak przekazał po naradzie z władzami obwodów, skala zniszczeń obiektów energetycznych wpłynęła na sytuację praktycznie w całym kraju. „Mamy do czynienia ze znacznymi wyłączeniami, które są bezpośrednim skutkiem tych uderzeń” – podkreślił prezydent, dodając, że działania Rosji świadczą o braku gotowości do zakończenia wojny.
Szczególnie trudna sytuacja panuje w Kijowie, gdzie mieszkańcy otrzymują energię elektryczną jedynie przez półtorej do dwóch godzin na dobę. Według informacji władz, w nocy z 6 na 7 lutego uszkodzone zostały dwie elektrociepłownie DTEK oraz strategiczne stacje wysokiego napięcia, co zmusiło operatorów do awaryjnego ograniczenia pracy elektrowni jądrowych. „System funkcjonuje w warunkach maksymalnych ograniczeń, a dotychczasowe harmonogramy dostaw nie obowiązują” – przekazano w komunikacie, zapowiadając trudne dni.
Ministerstwo Energetyki Ukrainy oceniło, że utrata mocy w wyniku ostatnich ataków pogłębiła deficyt energii, którego szybkie pokrycie jest niezwykle trudne. Resort poinformował, że energetycy pracują bez przerwy nad przywracaniem zasilania, a w stolicy i na Kijowszczyźnie uruchamiane są dodatkowe punkty wsparcia dla ludności. „Sytuacja z dostawami energii pozostaje nadzwyczajnie skomplikowana” – zaznaczono w oficjalnym stanowisku.
Kryzys uwypuklił jednocześnie długofalowe problemy ukraińskiej energetyki. Czytając komentarze pod artykułami o sytuacji, można natrafić na głosy dotyczące marnowania środków na sieci rozproszone. Jak wskazują media, od początku pełnoskalowej wojny import sprzętu energetycznego gwałtownie wzrósł i w ciągu czterech lat osiągnął wartość około 1,7 mld dolarów. Obejmował on m.in. transformatory, generatory oraz gazowe instalacje kogeneracyjne, które miały stać się podstawą nowej, rozproszonej energetyki. Według szacunków, odpowiada to potencjałowi około 1,6 GW nowych mocy, jednak znaczna część urządzeń wciąż czeka na montaż i certyfikację.
Rzeczywisty postęp w uruchamianiu nowych źródeł okazał się znacznie wolniejszy od zapowiedzi. Były szef Ukrenergo Wołodymyr Kudrycki ocenił, że do stycznia 2026 roku udało się oddać do użytku 500–600 MW zdecentralizowanej produkcji prądu, przy czym jedynie niewielka część tych mocy powstała dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu państwa. Wchodząc w 2026 rok, władze ponownie deklarują rozwój energetyki rozproszonej, zapowiadając setki megawatów nowych instalacji, choć – jak przyznają sami urzędnicy – są to plany skromniejsze i bardziej realistyczne niż wcześniejsze obietnice.