Zdjęcie: Wikipedia
16-04-2026 09:14
Nad łotewską sceną polityczną zawisło widmo dymisji rządu, wywołane głębokim impasem wokół finansowania narodowego przewoźnika airBaltic. Premier Evika Siliņa, reprezentująca Nową Jedność, postawiła sprawę na ostrzu noża, deklarując gotowość do rozpadu koalicji w zamian za uratowanie strategicznej linii lotniczej. Warto zauważyć, że ubiegłotygodniowa propozycja premier skierowana do Litwy i Estonii w kwestii wspólnego zarządzania linią, zakończyła się bez efektu.
Szefowa rządu wprost przyznała, że przetrwanie marki airBaltic jest dla niej priorytetem wyższym niż trwanie obecnego układu rządowego, podkreślając, że nie chce zostać zapamiętana jako „grabarz” firmy, która stanowi fundament łotewskiej łączności ze światem. Kością niezgody wewnątrz koalicji stała się propozycja udzielenia spółce 30 milionów euro krótkoterminowej pożyczki. Choć rząd koncepcyjnie poparł ten ruch, Związek Zielonych i Rolników (ZZS) zablokował ostateczną decyzję w parlamencie, wysuwając twarde ultimatum: wsparcie finansowe zostanie przegłosowane tylko wtedy, gdy do dymisji poda się minister transportu Atis Švinka z partii Postępowi.
ZZS argumentuje, że resort nie przedstawił wiarygodnego planu naprawczego, a dotychczasowe zarządzanie spółką budzi ogromne zastrzeżenia. „Pożyczka dla airBaltic nie może być traktowana jak prośba o kieszonkowe. Każda decyzja dotycząca publicznych środków musi mieć jasne kryteria i wymierny zysk gospodarczy” – grzmiał Harijs Rokpelnis, szef frakcji ZZS, wytykając brak konkretnych odpowiedzi ze strony kierownictwa linii i ministerstwa.
Sytuacja finansowa przewoźnika jest alarmująca, mimo że rok 2025 przyniósł pewną poprawę. Choć przychody spółki wzrosły o 4% do poziomu ponad 779 milionów euro, airBaltic wciąż generuje straty, które w ubiegłym roku wyniosły 44,3 miliona euro. Co więcej, spółka musiała wstrzymać plany wejścia na giełdę (IPO) w 2026 roku, a prognozy na nadchodzącą zimę wskazują na konieczność pozyskania od 100 do 150 milionów euro dodatkowego finansowania. Ministerstwo Gospodarki ostrzega jednak, że upadłość linii byłaby dla kraju katastrofą. Według analiz, likwidacja airBaltic uderzyłaby w eksport i turystykę, generując bezpośredni spadek PKB o 120 milionów euro i pozbawiając Rygę pozycji dominującego hubu w regionie na rzecz Tallinna i Wilna.
Do napięć politycznych doszedł skandal wizerunkowy, który stał się paliwem dla opozycji. Lista Zjednoczona (AS) zażądała od premier Siliņi wyjaśnień w sprawie rachunku na 4000 euro za korzystanie z luksusowego saloniku VIP na lotnisku w Amsterdamie. Opozycja wytyka szefowej rządu, że podczas gdy wzywa obywateli do zaciskania pasa, sama korzysta z kosztownych udogodnień opłacanych z budżetu państwa. Edvards Smiltēns, jeden z liderów opozycji, porównał tę sytuację do głośnej „sagi lotniczej” poprzedniego premiera, oskarżając obecną ekipę o traktowanie pieniędzy podatników jak prywatnego portfela.
W obliczu kryzysu zaufania do klasy politycznej, głos zabrała również strona społeczna. Inga Vanaga, szefowa związku zawodowego pracowników oświaty, postulowała, by politycy głosujący za pożyczką „dali pod zastaw” własne kariery. Jej propozycja zakłada, że jeśli środki nie zostaną zwrócone do budżetu przed kolejnymi wyborami do Saeimy, osoby odpowiedzialne za tę decyzję powinny otrzymać trzyletni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Zdaniem Vanagi, tylko taka odpowiedzialność osobista mogłaby uwiarygodnić ryzykowne inwestowanie państwowych pieniędzy w borykającą się z problemami firmę.
Obecnie koalicja znajduje się w głębokim paraliżu, a próby negocjacji z opozycją kończą się niepowodzeniem. Partie mniejszościowe, jak Zjednoczenie Narodowe czy Łotwa na Pierwszym Miejscu, odmawiają wsparcia rządu, wskazując na wcześniejsze obietnice, których nie dotrzymano. Politolodzy, w tym profesor Jānis Ikstens, sugerują, że nawet jeśli rząd formalnie upadnie, może wegetować w obecnym składzie do końca roku z powodu braku alternatywnej większości zdolnej do przejęcia władzy.