Zdjęcie: Pixabay
06-07-2026 10:19
Łotewski region Latgalii przy granicy z Rosją ma stać się miejscem realizacji inwestycji budowy fabryki dronów. Szef łotewskiego rządu Andris Kulbergs zapowiedział maksymalne przyspieszenie procedur urzędowych oraz wdrożenie specjalnych ułatwień prawnych, aby budowa wspólnej fabryki dronów ruszyła jak najszybciej.
Projekt ten jest efektem zawartego w czerwcu porozumienia obronnego z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, zakładającego wymianę doświadczeń w ochronie przestrzeni powietrznej. Władze w Rydze kładą duży nacisk na ten projekt również z powodów wewnętrznych – nowa fabryka ma dać potężny impuls ekonomiczny wschodnim regionom kraju, przynosząc kapitał i nowe miejsca pracy, a symboliczne wmurowanie kamienia węgielnego planowane jest jeszcze w tym roku.
Te plany wywołały oczywiście natychmiastową reakcję w Moskwie, gdzie uznano za bezpośrednie zagrożenie uruchomienie produkcji dronów w rejonie przygranicznym. Przedstawiciel komisji obrony rosyjskiej Dumy Państwowej Andriej Kolesnik otwarcie ogłosił na łamach mediów, że powstający obiekt będzie traktowany przez tamtejsze wojsko jako pełnoprawny i legalny cel militarny. W rosyjskiej narracji politycznej łotewsko-ukraińskie przedsięwzięcie jest przedstawiane jako próba odciągnięcia uwagi Kremla od działań wojennych na Ukrainie oraz element presji wymierzonej w obwód królewiecki.
Do krytyki włączyło się tradycyjnie rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wiceszef tego resortu Michaił Gałuzin oskarżył Rygę o prowadzenie wrogiej polityki i realizowanie własnych interesów finansowych w ramach unijnych programów zbrojeniowych. Rosyjski dyplomata posunął się również do wysunięcia ciężkich oskarżeń pod adresem państw bałtyckich. Powtórzył również obowiązującą wersję Kremla, że Łotwa i jej sąsiedzi udostępniają swoje korytarze powietrzne ukraińskim dronom, co miało umożliwić niedawne ataki na obiekty przemysłu naftowego w rejonie Petersburga.