Zdjęcie: Wikipedia
03-10-2026 12:00
Zachodnie nadzieje na faktyczne ocieplenie relacji z Mińskiem zderzyły się z rzeczywistością, którą można było przewidzieć wcześniej. Choć Stany Zjednoczone znoszą kolejne sankcje gospodarcze w zamian za uwalnianie białoruskich więźniów politycznych, reżim traktuje te ustępstwa wyłącznie jako cyniczną transakcję. W tym samym czasie Łukaszenka składał wiernopoddańcze deklaracje wobec Putina, z dumą określając siebie mianem współagresora i ostrzegając przed skutkami zdrady Moskwy.
Prawdziwe intencje białoruskiej dyplomacji przedstawił minister spraw zagranicznych Maksim Ryżankou. W rozmowie z rosyjskimi mediami wprost przyznał, że wypuszczanie oponentów politycznych z więzienia to dla władz czysty pragmatyzm. „To minimalne koszty, za którymi stoi rozwiązanie dość poważnych spraw gospodarczych” – stwierdził szef resortu. Z perspektywy reżimu więźniowie ci stanowią jedynie niewygodny punkt sporny w kontaktach z Waszyngtonem. Zgoda na ich uwolnienie wynika z wyrachowania – aparat państwowy uważa, że osadzeni odsiedzieli już swoje wyroki lub rzekomo zrozumieli błędy, więc można ich użyć jako taniej waluty w negocjacjach.
Handel polityczny przynosi Mińskowi wymierne korzyści. Amerykański wysłannik do spraw Białorusi John Coale szacuje, że na wolność wyszło już od 700 do 800 osób, a w zamian Waszyngton zdejmuje kluczowe sankcje. Z list sankcyjnych wykreślono między innymi białoruskie ministerstwo finansów, Belaruskali, Biełlesbumprom, Biełinwestbank oraz zakłady Łakokraska. Co więcej, reżim próbuje nadal kusić Zachód, proponując przywrócenie mechanizmów wojskowego wczesnego ostrzegania z NATO w celu obniżenia ryzyka incydentów, choć jednocześnie zrzuca na państwa zachodnie całą winę za porzucenie dawnych porozumień.
Jak bardzo iluzoryczny jest to zwrot dyplomatyczny, dowodzą wystąpienia samego Łukaszenki, który w ciągu minionego tygodnia dwukrotnie przysięgał wierność Rosji. Przyjmując premierów państw Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, zapewnił szefa rosyjskiego rządu Michaiła Miszustina o pełnym poparciu dla kursu obranego przez Kreml. „W końcu jesteśmy z nim współagresorami. U nas jest jedno pytanie, czasami omawiamy to w żartach: kto jest większym agresorem, ja czy on” – ironizował białoruski polityk, przypominając, że nigdy nie wbije Rosji noża w plecy, a obszar od Brześcia po Władywostok uważa za jedną ojczyznę.
Dla Mińska ewentualne gesty wobec Zachodu są tylko narzędziem ratowania gospodarki, a nie sygnałem do zmiany sojuszy. Osobom liczącym na zwrot geopolityczny brutalnie przypomniał o losie państwa, które stawiło opór rosyjskiej strefie wpływów. „Czym kończy się zdrada, widzicie na Ukrainie. Nie chcemy powtórzyć tego losu” – skwitował dobitnie podczas spotkania z rosyjskim gubernatorem, ucinając wszelkie złudzenia o niezależności swojego kraju.
Warto przy tym zauważyć, że wraz z tą ofensywą dyplomatyczną Ryżenkaua, głos zabrali również niektórzy byli więźniowie reżimu, o której możliwej roli na Zachodzie już wspominaliśmy. W tym samym czasie Maria Kalesnikawa, była więźniarka, zwolniona w grudniu 2025 roku po 5 latach więzienia, stwierdziła iż polityka sankcji i izolacji nie przyniosła i nie przyniesie takich rezultatów, jak rozmowa z reżimem.
"Strategia, która funkcjonuje od sześciu lat – i to jest oczywiste – nie działa. W ramach tej strategii nie zwolniono ani jednego więźnia politycznego. Zwolnienia rozpoczęły się dopiero, gdy rozpoczęły się bezpośrednie negocjacje dyplomatyczne i na wyższych szczeblach. To potwierdza, że ta strategia działa i że dzięki niej ludzie mogą zostać uwolnieni. I generalnie każdy dialog i dyplomacja to okazja do wpłynięcia na sytuację” – powiedziała Kalesnikawa, odpowiadając na pytanie o sankcje wobec Białorusi. I co ciekawe, była szefowa kampanii Wiktara Babaryki zauważyła tak chętnie ostatnio wykorzystywany przez propagandę reżimu, fakt spotkania w Nowym Jorku szefów dyplomacji Polski i Białorusi.
"Widzimy już pierwsze kroki w tym kierunku. Widzimy spotkanie Sikorskiego z białoruskim ministrem spraw zagranicznych w Nowym Jorku. Widzimy, że obie strony zgadzają się na otwarcie nowego budynku Ambasady RP na Białorusi. To dobry znak” - stwierdziła Kalesnikawa. Takie wypowiedzi wpisujące się w linię narracyjną Kremla oraz rzeczywiste działania reżimu pokazują jednoznacznie, jak błędne jest zakładanie możliwej zmiany polityki w Mińsku.