Zdjęcie: Pixabay
20-03-2025 11:01
Ostatnia wizyta szefa Delegacji UE w Mołdawii, Janisa Mazeiksa, w Naddniestrzu stała się okazją do rozmów na temat przyszłości dialogu między Kiszyniowem a Tyraspolem. Podczas spotkania z liderem Naddniestrza, Wadimem Krasnosielskim, poruszono kwestię wznowienia negocjacji w formacie „5+2”, który obejmuje Mołdawię, Naddniestrze, Rosję, Ukrainę, OBWE oraz Unię Europejską i Stany Zjednoczone w roli obserwatorów. Format ten pozostaje zawieszony od 2019 roku, a po wybuchu wojny w Ukrainie stał się całkowicie niemożliwy do realizacji.
Krasnosielski podkreślił, że nie można pozwolić na całkowite zaprzepaszczenie tej formuły, określając ją jako „wciąż funkcjonalną i realną”. Wezwał Unię Europejską do wsparcia procesu, argumentując, że należy „znaleźć w sobie siłę, by przywrócić tę platformę negocjacyjną w imię pokoju nad Dniestrem”. Mazeiks odpowiedział, że Unia nie ma „alergii na ten format” i docenia znaczenie dialogu, jednak wyraził wątpliwości co do gotowości stron do powrotu do rozmów. „Jeśli ten dzień nadejdzie, będziemy gotowi do udziału” – zapewnił. Zwrócił również uwagę na zaangażowanie UE w regionie, podkreślając, że wsparcie w czasie kryzysu energetycznego oraz pomoc humanitarna dla mieszkańców Naddniestrza, obejmująca m.in. 20 milionów euro, są dowodem na to, że Unia opowiada się za stabilnością i pokojem.
Pomimo tych deklaracji przyszłość formatu „5+2” pozostaje niepewna. Oleg Serebrian, mołdawski wicepremier ds. reintegracji, stwierdził, że obecnie nie istnieje nawet realna alternatywa w postaci negocjacji „1+1”. Jego zdaniem sytuacja może wymusić całkowitą zmianę struktury rozmów po zakończeniu wojny w Ukrainie, ale wciąż nie ma konkretnych ustaleń co do ewentualnych nowych rozwiązań.
Tymczasem po tym, jak wczoraj, rosyjska ambasada w Kiszyniowie została skontrolowana w związku z doniesieniem o podłożonej bombie, doszło do kolejnego spięcia dyplomatycznego. MSZ Rosji określiło to wydarzenie jako „rażące naruszenie Konwencji Wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych”, ponieważ w trakcie tych działań rosyjski ambasador nie został wpuszczony na teren ambasady, a placówka nie otrzymała oficjalnego powiadomienia o rzekomym zagrożeniu bombowym.
W odpowiedzi MSZ Mołdawii podkreśliło, że celem tych działań była ochrona personelu dyplomatycznego oraz znajdujących się w pobliżu obywateli, a także utrzymanie porządku publicznego. „Władze podjęły działania zgodnie z prawem i zobowiązaniami międzynarodowymi po otrzymaniu informacji o możliwym zagrożeniu dla ambasady” – zapewnił resort, dodając, że kontrola terenu ambasady przez saperów była standardową procedurą i nie wpłynęła na pracę placówki dyplomatycznej. „Mołdawia przestrzega prawa międzynarodowego i odrzuca wszelkie próby zniekształcenia rzeczywistości” – podsumowało MSZ Mołdawii.