Zdjęcie: Wikipedia
01-07-2026 08:35
Podpisanie przez prezydenta Gitanasa Nausėdę dekretu o powołaniu Mindaugasa Sinkevičiusa na stanowisko premiera Litwy zamyka kolejny etap kryzysu rządowego. Decyzja szefa państwa nastąpiła natychmiast po wtorkowym głosowaniu w Sejmie, w którym lider socjaldemokratów uzyskał poparcie 80 parlamentarzystów, przy 2 głosach przeciw i 28 wstrzymujących się.
Co ciekawe, posłowie ugrupowania "Świt Niemna" zrezygnowali z udziału w procedurze i opuścili salę obrad, co było bezpośrednią konsekwencją wcześniejszego wyrzucenia tej formacji z koalicji rządzącej. Dla Litwy to już druga w tej kadencji rekonstrukcja rządu – poprzedni gabinet upadł po rozpadzie sojuszu parlamentarnego, a jeszcze wcześniej, w ubiegłym roku, do dymisji musiał podać się cały skład ministrów kierowany przez Gintautasa Paluckasa.
Nowy szef rządu ma niespełna ponad dwa tygodnie na przedstawienie prezydentowi oraz Seimasowi ostatecznego składu Rady Ministrów i założeń programowych, które następnie będą wymagały wotum zaufania ze strony większości posłów. Sinkevičius obejmuje władzę w realiach silnych napięć geopolitycznych, toczącej się za granicą wojny oraz narastających problemów wewnętrznych, związanych z drożyzną i ograniczonym dostępem do opieki medycznej.
Odnosząc się do tych wyzwań, przyszły premier zadeklarował na forum parlamentu zmianę stylu rządzenia. „Nowy rząd nie może być kolejnym rządem samych tylko zmian politycznych. Musi to być rząd pracy, stabilności i odpowiedzialności” - mówił w Seimasie. Poparcie dla jego misji zapowiedzieli dotychczasowi partnerzy koalicyjni, w tym Związek Demokratów „W imię Litwy” oraz Związek Rolników i Zielonych.
Zupełnie inaczej sytuację ocenia sejmowa opozycja, która odmówiła poparcia dla nowego gabinetu i ostro skrytykowała dotychczasowy bilans rządów socjaldemokratów. Lider konserwatystów Laurynas Kasčiūnas ironizował z faktu, że to już trzecia próba sformowania rządu w ostatnim czasie, i nazwał minione półtora roku okresem chaosu oraz „dwoma latami straconymi dla Litwy”. Z kolei szefowa Liberałów, Viktorija Čmilytė-Nielsen, zapowiedziała, że jej partia nie zamierza sztucznie ratować większości rządowej swoimi głosami, ponieważ to na koalicji spoczywa pełna odpowiedzialność za utrzymanie sterów państwa.