Wiadomości

Niedopatrzenie w Bukareszcie: zjednoczenie Rumunii i Mołdawii

Zdjęcie: Flickr

Niedopatrzenie w Bukareszcie: zjednoczenie Rumunii i Mołdawii

Dodał: Andrzej Widera

25-06-2026 09:44

Rumuńska Izba Deputowanych przyjęła bez głosowania, a w wyniku upływu wymaganego terminu, projekt ustawy ugrupowania S.O.S. România pod przewodnictwem prorosyjskiej posłanki Diany Șoșoacă. Ustawa zakłada podjęcie przez rumuński parlament jednostronnej decyzji o połączeniu z Mołdawią. Zgodnie z założeniami autorów, Bukareszt miałby niezwłocznie rozpocząć rozmowy z Kiszyniowem oraz powiadomić o wdrożeniu tych przepisów najważniejsze podmioty międzynarodowe, w tym USA, NATO, ONZ i Unię Europejską.

Rumuński politolog Cristian Pârvulescu ocenił całe zdarzenie jako niefortunne niedopatrzenie proceduralne, wywołane wewnętrznym kryzysem politycznym. Ekspert zwrócił uwagę, że liderka partii inicjującej projekt otwarcie popiera politykę Kremla, a obecna sytuacja może zostać wykorzystana do oskarżeń Rumunii o dążenia imperialne, mimo że kraj ten nie zamierza łamać międzynarodowych traktatów. Wcześniej propozycja ta zyskała negatywne opinie rządu oraz komisji ds. praw człowieka i komisji prawnej, a ostateczne decyzje w tej sprawie podejmie Senat.

W Mołdawii reakcja rządzącego ugrupowania PAS była jednoznacznie krytyczna, a tamtejsi politycy uznali ustawę za prowokację wymierzoną w ideę integracji obu państw. Deputowany Virgil Pâslariuc określił te działania mianem populizmu, który proponuje zbyt proste rozwiązania dla skomplikowanych problemów obywateli. Wskazał, że środowiska przychylne polityce Putina w rumuńskim parlamencie uderzyły w narodowe ideały, przygotowując bezwartościowy projekt ustawy, który nie doczekał się nawet debaty. Z kolei wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji ds. polityki zagranicznej Adrian Băluțel nazwał inicjatywę zwykłą manipulacją, podkreślając, że realne zbliżenie obu państw realizuje się poprzez konkretne projekty gospodarcze i integrację z Europą, a nie za pomocą politycznych haseł.

Zupełnie odmienne stanowisko zajęła mołdawska opozycja prorosyjska, która wykorzystała sytuację w Bukareszcie do skrytykowania własnego rządu. Były prezydent i lider socjalistów Igor Dodon ostro potępił brak stanowczej reakcji ze strony władz w Kiszyniowie na działania, które nazwał próbą terytorialnej aneksji Mołdawii. Wezwał prezydent Maię Sandu do jednoznacznego sprzeciwu wobec koncepcji oznaczającej likwidację mołdawskiej państwowości. Podobne oburzenie wyraził burmistrz Kiszyniowa Ion Ceban, który potępił wszelkie próby naruszania suwerenności i porządku konstytucyjnego, deklarując jednocześnie obronę demokratycznego kursu państwa i przypominając, że o losach kraju mogą decydować wyłącznie jego obywatele.

Obecny spór wpisuje się w trwającą od dłuższego czasu dyskusję, w której prezydent Maia Sandu dopuszczała możliwość zjednoczenia z Rumunią, jeśli taka wola zostanie wyrażona przez obywateli w referendum. Szefowa państwa wskazywała ten krok jako alternatywne rozwiązanie w przypadku, gdyby tradycyjna ścieżka akcesji do struktur unijnych uległa zablokowaniu. Z badań opinii publicznej przeprowadzonych przez ośrodek iData wynika, że obecnie zjednoczenie popiera 41% mieszkańców Mołdawii, podczas gdy w Rumunii wskaźnik ten jest znacznie wyższy i wynosi około 72%. Warto przypomnieć, że już w 2018 roku parlament w Bukareszcie przyjął deklarację zapewniającą o gotowości do podjęcia takich kroków, o ile z taką inicjatywą wyjdzie strona mołdawska.


Źródło
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl
Aby dostarczać Państwu rzetelne informacje zawsze staramy się je sprawdzać w kilku źródłach. Mimo to, w dzisiejszych trudnych czasach dla prawdziwych wiadomości, apelujemy, aby zawsze do każdej takiej informacji podchodzić krytycznie i z rozsądkiem, a takze sprawdzać na własną rękę. W razie zauważonych błędów prosimy o przysłanie informacji zwrotnych na adres email redakcji.