Zdjęcie: Pixabay
18-03-2026 09:11
Spór wokół przyszłych wyborów prezydenckich w Estonii nasilił się po serii sprzecznych wypowiedzi przedstawicieli dwóch ugrupowań koalicyjnych. Premier Kristen Michal zapewnił, że jego partia nie będzie przeciwna reelekcji urzędującego prezydenta Alara Karisa i podtrzymuje dla niego poparcie, o ile ten zdecyduje się ponownie kandydować. Jednocześnie zaznaczył, że nie zapadły jeszcze żadne formalne decyzje dotyczące wyboru kandydata, a jego ugrupowanie nie zwracało się do socjaldemokratów z prośbą o wskazanie konkretnej osoby.
Michal odniósł się także do doniesień o zakulisowych rozmowach, podkreślając, że wymiana wiadomości z propozycjami nazwisk była jedynie elementem bieżącej dyskusji po spotkaniu kierownictwa parlamentu. Zaprzeczył również spekulacjom, jakoby jego partia mogła poprzeć kandydata socjaldemokratów w celu utrzymania stabilności koalicji, przekonując, że „głosy koalicyjne nie są zagrożone” i dotychczasowe kryzysy nie zachwiały jej trwałością.
Odmienne stanowisko przedstawił lider socjaldemokratów Lauri Läänemets, który oskarżył premiera o działania podważające zaufanie do procesu wyborczego. Twierdził, że propozycja zgłoszenia Riiny Kionki miała wyjść z inicjatywy partii rządzącej, a brak jej publicznego ogłoszenia skutkował przeciekami do mediów. Kionka jest obecnie ambasadorem Unii Europejskiej w Pakistanie. W późniejszym oświadczeniu Läänemets przeprosił zarówno ją, jak i prezydenta Karisa za wciągnięcie ich w polityczne spory, przyznając, że cała sytuacja mogła negatywnie wpłynąć na gotowość potencjalnych kandydatów do ubiegania się o urząd.
W debatę włączył się również były prezydent Toomas Hendrik Ilves, który wskazał, że kraj potrzebuje przywódcy o silnych kompetencjach w polityce zagranicznej. Wymienił kilka nazwisk, w tym Riinę Kionkę, jako osoby spełniające te kryteria, krytykując jednocześnie wykorzystywanie kandydatur w bieżących rozgrywkach politycznych. Jak podkreślił, „potrzebujemy intelektualnej i dyplomatycznej latarni w Kadriorgu”, a nie sporów osłabiających powagę urzędu.
Napięcia między ugrupowaniami mogą utrudnić wybór głowy państwa w parlamencie, gdzie wymagane jest uzyskanie co najmniej 68 głosów. Głosowanie zaplanowano na początek września, a w przypadku braku rozstrzygnięcia decyzję podejmie zgromadzenie elektorskie pod koniec miesiąca. W obecnej sytuacji uzyskanie szerokiego porozumienia wydaje się coraz mniej prawdopodobne.