Zdjęcie: Flickr
25-03-2026 08:46
Zgodnie z zapowiedzią, mołdawski parlament zdecydował o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w sektorze energetycznym w związku z rosnącym ryzykiem niedoborów prądu po uszkodzeniu kluczowej linii przesyłowej Isaccea–Vulcănești. Decyzję podjęto podczas nadzwyczajnego posiedzenia, a nowe regulacje mają obowiązywać przez 60 dni. Za ich przyjęciem opowiedziała się większość deputowanych, przy wstrzymaniu się części opozycji.
Bezpośrednią przyczyną kryzysu były ataki na infrastrukturę energetyczną na Ukrainie, które doprowadziły do wyłączenia linii odpowiadającej za znaczną część dostaw energii do Mołdawii. Premier Alexandru Munteanu podkreślił w parlamencie, że skutki tych działań są natychmiastowe i odczuwalne w kraju. Jak zaznaczył, „atak na ukraińską infrastrukturę ma bezpośredni wpływ na Mołdawię”, a utrata głównego połączenia może doprowadzić do deficytu energii na poziomie 350–400 MW w godzinach szczytu. Nie wykluczył przy tym wprowadzenia czasowych przerw w dostawach prądu.
Rząd uruchomił alternatywne połączenia z Rumunią, jednak sytuacja pozostaje trudna. Władze analizują różne scenariusze stabilizacji systemu, w tym naprawę uszkodzonej linii, zwiększenie importu energii oraz wykorzystanie kilku źródeł jednocześnie. Munteanu określił wprowadzenie stanu wyjątkowego jako działanie konieczne, które pozwoli szybciej mobilizować zasoby i reagować na rozwój sytuacji.
Minister energetyki Dorin Junghietu poinformował, że naprawa infrastruktury może potrwać co najmniej od pięciu do siedmiu dni, choć czas ten zależy od warunków terenowych, w tym konieczności rozminowania obszaru. Prace mają prowadzić służby ukraińskie, natomiast koszty pokryje operator Moldelectrica, będący właścicielem linii. Wskazano, że znaczna część uszkodzonego odcinka znajduje się na terytorium Ukrainy.
Podczas debaty parlamentarnej pojawiły się również pytania o możliwość powrotu do zakupu energii z elektrowni w regionie naddniestrzańskim. Rząd przyznał, że rozważa różne opcje, jednak uznał ten wariant za nieopłacalny. Minister wyjaśnił, że przy obecnych cenach gazu energia z tego źródła byłaby droższa nawet od dostaw awaryjnych, które wykorzystywane są jedynie w momentach największego zapotrzebowania.
Władze zapowiedziały także dokumentowanie strat spowodowanych działaniami wojennymi i dochodzenie odszkodowań od Rosji, choć proces ten może potrwać latami. „Gromadzimy wszystkie dowody i rachunki, nie zostaną zapomniane” – powiedział premier, dodając, że celem jest pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności. Opozycja zwróciła uwagę na potrzebę sporządzenia formalnych ekspertyz zniszczeń, które mogłyby stanowić podstawę ewentualnych roszczeń prawnych.
Kryzys energetyczny to kolejny efekt działań wojennych w regionie, które wcześniej doprowadziły również do skażenia Dniestru substancjami ropopochodnymi i przerw w dostawach wody w niektórych częściach kraju. Obecnie służby monitorują sytuację, a rząd przygotowuje się na dalsze konsekwencje niestabilności w systemie energetycznym.