Zdjęcie: Flickr
01-04-2025 08:40
Jak można było się spodziewać, ambasada Rosji w Kiszyniowie zaprzeczyła oskarżeniom mołdawskich służb bezpieczeństwa (SIS), jakoby pomogła skazanemu deputowanemu Aleksandrowi Nesterovschiemu (Niestierowskiemu) w ucieczce do Naddniestrza. Moskwa uznała te zarzuty za "bezpodstawne spekulacje" i wezwała do powrotu do pragmatycznego dialogu.
W związku z incydentem mołdawskie MSZ wezwało rosyjskiego ambasadora Olega Ozierowa, a trzech rosyjskich dyplomatów uznano za osoby niepożądane i nakazano im opuszczenie kraju. Wśród nich znalazł się współprzewodniczący Wspólnej Komisji Kontrolnej (JCC), Aleksander Andriejew. W odpowiedzi na działania Mołdawii Rosja zapowiedziała "adekwatną reakcję" na wydalenie swoich dyplomatów.
SIS twierdzi, że wieczorem 18 marca, dzień przed ogłoszeniem wyroku, Nesterovschi udał się do ambasady Rosji w Kiszyniowie, a następnie został przewieziony do Naddniestrza samochodem z rosyjskimi tablicami dyplomatycznymi. Mołdawskie władze uznały to za część rosyjskiej "agresji hybrydowej" przeciwko Mołdawii. Prezydent Maia Sandu skrytykowała ingerencję Rosji w mołdawski system sądowniczy, przyznając, że odzyskanie Nesterovschiego będzie trudne ze względu na bliskie relacje władz w Tyraspolu z Kremlem.
Tymczasem na jaw wyszły kolejne kontrowersje. Jak ujawnił prokurator Ghenadie Epure, bilet do Stambułu dla baszkan Gagauzji, Eugenii Guțul, został zakupiony przez dwóch Rosjan mieszkających w Moskwie. Ta sama organizacja wcześniej finansowała podróże innych oskarżonych w związku ze sprawą Guțul. Bilet kupiono tuż po rozprawie sądowej, na której przedstawiono dowody przeciwko niej. Baszkan rzekomo miała udać się na konferencję, lecz według prokuratora wydarzenie to nigdy nie było planowane. Została zatrzymana 25 marca na lotnisku w Kiszyniowie, a według służb nie miała zamiaru wracać do kraju.