Zdjęcie: Pixabay
09-08-2026 09:00
Początek piątej edycji konferencji „Nowa Białoruś” w Warszawie zbiegł się z nasilonymi atakami cybernetycznymi oraz nieudaną próbą incydentu ze strony zwolenników reżimu Łukaszenki. W poranek rozpoczęcia obrad serwisy niezależnych mediów, w tym „Nasza Niwa” i „Zerkalo”, padły ofiarą hakerskiego ataku typu DDoS.
Co ciekawe, dawna kandydatka w wyborach prezydenckich Anna Truchanowicz (Konopacka) ogłaszała plan zorganizowania manifestacji pod hotelem, w którym zgromadziło się około 350 uczestników, w tym dyplomaci z państw zachodnich oraz z Ukrainy. Mimo jej nawoływań do zakłócenia obrad, w wyznaczonym miejscu nikt się nie pojawił, co potwierdzili pilnujący porządku funkcjonariusze policji. Dwudniowe spotkanie opozycji ma zwieńczyć warszawska manifestacja pod nazwą „Dzień Godności”.
Otwierając zjazd, liderka środowisk prodemokratycznych skupiła się na głębokiej przemianie społecznej, do jakiej doszło od masowych wystąpień w 2020 roku. Wskazała przy tym na pilną potrzebę przygotowania się do zmian politycznych, zapobieżenia ewentualnemu chaosowi i przywrócenia praworządności. „To był moment, w którym nasz naród się obudził. Kiedy uświadomiliśmy sobie własną siłę. I staliśmy się inni. Rok 2020 uruchomił procesy, których nie da się odwrócić” – powiedziała Światłana Cichanouska, szefowa Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego. Opozycjonistka podkreślała również wysiłki na rzecz wywalczenia podmiotowości na arenie międzynarodowej. „Mając znikomą przestrzeń do działań politycznych, wyciskamy maksimum z każdego jej milimetra. Dzięki tej pracy dzisiaj świat wie dwie proste rzeczy: Białorusini to nie reżim. A Białoruś to nie Rosja” – dodała Światłana Cichanouska. Podkreśliła przy tym, że czas obecnych władz w Mińsku nieuchronnie dobiega końca.
Głos w debacie zabrał również Aleś Bialacki, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, zwracając uwagę na nieprzerwaną falę więzienia obywateli i brak perspektyw ze strony aparatu państwowego. W jego ocenie dotychczasowe zwolnienia więźniów były bezpośrednim efektem twardej postawy państw zachodnich. „Bez sankcji nadal siedzielibyśmy w więzieniu” – zaznaczył noblista. Działacz opowiedział się za koncepcją szerokiego porozumienia narodowego z udziałem tych przedstawicieli obecnych władz, którzy dostrzegają beznadziejność dotychczasowego kursu. Przestrzegał jednocześnie przed prowokacjami ze strony służb specjalnych mającymi na celu skłócenie środowisk niepodległościowych i zaapelował o konsekwentne dążenie do połączenia kraju z instytucjami europejskimi.
Obok deklaracji jedności podczas obrad pojawiły się też krytyczne głosy dotyczące faktycznego wpływu opozycji na nastroje społeczne na Białorusi. Wiktar Babaryka zwrócił uwagę na niepokojący dystans, jaki wytworzył się między działaczami emigracyjnymi a mieszkańcami kraju. „Kiedy rozmawiam z przyjaciółmi na Białorusi, mówią mi: nie interesuje nas to, co dzieje się we wspólnocie demokratycznej” – stwierdził Wiktar Babaryka.
Polityk poddał pod wątpliwość, czy obecne elity będą w stanie przekonać do siebie miliony rodaków w momencie próby. Warto zwrócić uwagę, że postulaty Babaryki wpisują się w obowiązującą narrację reżimu Łukaszenki. „Mówimy o oknie możliwości, ale ja mam proste pytanie: dlaczego 6,5 miliona Białorusinów, którzy jakimś cudem będą mieli możliwość wyboru swojego życia, miałoby wybrać tych, którzy są w tej sali?” – pytał Wiktar Babaryka. Wypowiedź ta sprowokowała natychmiastową polemikę ze strony Pawła Łatuszki i stała się impulsem do dyskusji o strategii odzyskiwania zaufania społecznego.