Zdjęcie: Pixabay
28-04-2026 08:12
Estonia postuluje gruntowną reformę unijnej polityki klimatycznej, opowiadając się za zastąpieniem sztywnych limitów dla poszczególnych branż oceną łącznych postępów całego państwa. Rząd w Tallinnie dąży do uzyskania autonomii w decydowaniu o tempie redukcji emisji w różnych obszarach gospodarki, co miałoby zapobiec dotkliwym karom finansowym za niewypełnienie celów cząstkowych. Laura Remmelgas, kierująca departamentem klimatu w Ministerstwie Klimatu, podkreśla, że dla kraju kluczowa jest swoboda manewru przy dążeniu do założeń na 2040 rok.
Potrzeba zmian wynika z faktu, że choć Estonia jako całość obniżyła już emisje o 55% względem 1990 roku, spełniając ogólny cel na rok 2030, to w konkretnych obszarach sytuacja jest krytyczna. Największe trudności dotyczą sektora leśnictwa i użytkowania gruntów, gdzie niemożność sprostania unijnym wytycznym może kosztować kraj ponad sto milionów euro. Andres Metsoja, wiceprzewodniczący komisji środowiska w Riigikogu (parlamencie Estonii), uważa obecną metodologię za wadliwą, gdyż obciąża ona producentów, a nie konsumentów. „Pellet jedzie do Holandii, ale kwota zostaje u nas. Podobnie jest z torfem – emisja dwutlenku węgla pozostaje w naszym rozliczeniu” – wskazuje polityk partii Isamaa.
Przedstawiciele rządu i parlamentu, w tym Hanah Lahe z Partii Reform, argumentują, że od momentu narodzin Europejskiego Zielonego Ładu sytuacja geopolityczna i zagrożenia bezpieczeństwa drastycznie się zmieniły. Podobną potrzebę uelastycznienia przepisów zgłaszają również Finlandia i Szwecja, zauważając, że polityka klimatyczna nie może funkcjonować w oderwaniu od konkurencyjności gospodarki. Według zwolenników reformy sztywne, pięcioletnie cele pośrednie nie uwzględniają nieprzewidzianych zjawisk, takich jak kryzysy energetyczne czy pożary lasów, które mogą przejściowo podnosić poziom emisji mimo prowadzonych inwestycji.
Sceptycznie do tych propozycji odnosi się poseł Tiit Maran z Partii Socjaldemokratycznej, który ostrzega, że brak sankcji i konkretnych wytycznych dla branż uczyni ochronę przyrody działaniem czysto fasadowym. Zdaniem Marana, zasiadającego w komisji środowiska, rezygnacja z dyscyplinujących kar pozwoli silnym grupom interesu, na przykład przemysłowi drzewnemu, na wynegocjowanie ulg kosztem innych sektorów. „Osobiscie nie potrafię znaleźć innej interpretacji niż ta, że jeśli przy braku realizacji celów nie ma kar, staje się to całkowicie dobrowolne” – ocenił Maran, przestrzegając przed uleganiem populistycznym hasłom i spychaniem odpowiedzialności na barki przyszłych pokoleń.