Opinie Komentarze Analizy

Trojańszczyzna

Zdjęcie: Pixabay

Trojańszczyzna

Michał Mistewicz

03-02-2026 09:30

"Gdyby doszło do ożywienia stosunków handlowo przemysłowych, tak jak to sobie wyobrażają Rosjanie - traktat z 12 sierpnia br. powoli przybrałby postać konia trojańskiego w obozie NATO. Lecz to jeszcze nie wszystko. Ożywiona współpraca gospodarcza pomiędzy Rosją a Niemcami musiałaby się odbić na strukturze i obrotach „EWG". Pisałem wielokrotnie na tych łamach, że kto ma Niemcy ten ma Europę. Poprzez Niemcy Rosjanie mogą położyć NATO i osłabić „EWG". - tak pisał Juliusz Mieroszewski w 1970 roku, wspominając o traktacie moskiewskim między RFN a ZSRR, stanowiącym jeden z kluczowych elementów Ostpolitik prowadzonej przez kanclerza Willy’ego Brandta. Jak wiadomo, dzieckiem tego porozumienia był układ PRL-RFN z grudnia tego samego roku. Wracam do tych słów, aby pozostały one w tle dzisiejszego komentarza.

Ostatnie kilka dni przyniosło wyraźną aktywność polityczno-medialną dawnego skrzydła Wiktara Babaryki, byłego kontrkandydata Łukaszenki w sfałszowanych wyborach 2020 roku, a który wraz z byłą szefową swego sztabu wyborczego, Marią Kalesnikawą - po uwolnieniu - pojawił się w Niemczech. Scenariusz, o którym wówczas wspominałem, właśnie realizuje się  w szybkim tempie. To znów jest dowodem, że mimo naszych chęci, czas zmian przyspiesza coraz bardziej.

Zacznę więc od naszkicowania obecnej sytuacji. Przy wyraźnym wsparciu kół rządowych Berlina, doszło w minionym tygodniu do publikacji wywiadów Kalesnikawej, czy to w niemieckiej telewizji, co zauważono w białoruskich mediach opozycyjnych. Kalesnikawa uparcie w nich drąży kwestię powrotu do rozmów Zachodu z Łukaszenką. Jednak co czytamy w wywiadzie?

Na pytanie, czy to Łukaszenka nadal wydaje rozkazy zatrzymywania ludzi i dopuszcza tortury, Maria odpowiedziała: „A to Łukaszenka nas wyzwolił. Najważniejsze jest to, że 123 osoby mogą teraz przytulić swoich bliskich.(...) Musimy ze sobą rozmawiać i słuchać się nawzajem. To, co najbardziej mnie szokuje w świecie po pięciu latach więzienia, to skala nienawiści i agresji. Możecie tego nie zauważyć, ale zostałem wyrwany z jednej rzeczywistości i przeniesiony w inną. Kiedy ludzie krzyczą, nie słyszą się nawzajem. Ale umiejętność słuchania może prowadzić do czegoś dobrego”. - czytamy w tekście. To co się udało byłej więźniarce reżimu to konstatacja, iż wciąż trwają dyskusje nad jej kontrowersyjnym wywiadem dla Financial Times. Marharyta Worichawa, przedstawicielka białoruskiej Rady Koordynacyjnej, wpływ takich iluzji opisuje dość jednoznacznie, na przykładzie ostatniego posiedzenia ZPRE.

"Po pierwsze, są to grupy biznesowe z różnych krajów, dla których Białoruś jest atrakcyjna pod względem ekonomicznym - tania siła robocza i stosunkowo stabilne inwestycje. Dla nich argumenty o konieczności rozpoczęcia dialogu z oficjalnym Mińskiem są wygodne i chętnie wykorzystywane w debacie publicznej - tłumaczy Worichawa. "Druga grupa to politycy posiadający własne interesy na Białorusi. Zazwyczaj są to przedstawiciele radykalnych partii, takich jak niemiecka „Alternatywa dla Niemiec”, którzy chętnie wspierają narracje sugerujące, że należy rozpocząć dialog z Łukaszenką." - czytamy w artykule. Według przedstawicielki opozycji, negocjacje z Białorusią popierają także politycy, którzy chcą oddzielić Białoruś od Rosji. Uważają, że pragmatyczny dialog może utrzymać Białoruś jako strefę buforową. W tej optyce propozycje Kalesnikawej są szansą przesunięcia potencjalnej linii frontu bliżej Rosji.

"O czym kraje UE mogą rozmawiać z Łukaszenką? I, co najważniejsze, w jakim celu? Przypomnę raz jeszcze: sankcje wobec białoruskiego reżimu nie zostały nałożone z powodu represji w naszym kraju. Nie z powodu więźniów politycznych. Powodem były najpierw porwania samolotów, następnie oficjalny współudział Mińska w wojnie Rosji z Ukrainą, instrumentalizacja migrantów i kryzys migracyjny wywołany na granicach UE. Europejscy politycy mogą chcieć dyskutować na te tematy. Ale z kim? Mogą mieć uzasadnione wątpliwości, czy Łukaszenka jest tym, kto ostatecznie decyduje o sytuacji na Białorusi. Rozumieją też, że to nie z nim powinni negocjować cokolwiek ważnego. Ale z tym, którego białoruski polityk nazywa „Wielkim Bratem”. Z Putinem , który wciąż oczekuje kontynuacji działań militarnych i osiągnięcia swoich celów na Ukrainie" - pisał Ihor Lenkiewicz, białoruski publicysta.

Autor dodaje, że można zgodzić się z Kalesnikawą, że warto dążyć do uwolnienia więźniów, choć nie jest pewne, czy UE będzie w stanie realnie pomóc. Z drugiej strony, nie jest realistyczne liczyć na to, że Europa rozwiąże problemy Białorusi za samych Bialorusinów, zwłaszcza że reżim czuje się na tyle silny, by utrzymać impas.

Z kolei Aleś Bialacki, wypuszczony z więzienia tego samego dnia co grupa Babaryki, pisze wprost: od reżimu nie można oczekiwać niczego sensownego. "Reżim całkowicie się zdegenerował, skostniał i porósł mchem. Ani Łukaszenka, ani jego współpracownicy nie mogą zaoferować Białorusinom niczego nowego ani wartościowego. Choć na początku XXI wieku Łukaszenka cieszył się poparciem znacznej części społeczeństwa białoruskiego, ta epoka minęła bezpowrotnie. Reżim przerodził się w juntę, utrzymywaną za pomocą pałek policyjnych, represji, przemocy i strachu. Kraj przesiąknięty jest atmosferą kłamstwa i fałszu. W takiej sytuacji trudno oczekiwać racjonalnego działania ze strony władz. Już dawno przestały myśleć jak normalni ludzie, w kategoriach logiki i rozsądku. Niedawne tragiczne doświadczenia Iranu pokazują, że reżimy takie jak te na Białorusi i w Rosji są gotowe strzelać do swoich obywateli." - napisał laureat nagrody Nobla.

Artiom Szrajbman, białoruski analityk polityczny, wskazuje na inne intencje aktywności Kalesnikawej. W jego opinii, była więźniarka, składając swoje oświadczenia, niekoniecznie wierzy, że Łukaszenka zakończy represje, ale stara się trafić do umiarkowanej grupy Białorusinów, którzy pragną powrotu do normalności i ograniczenia ekstremizmu w aparacie państwowym. Ta grupa obejmuje zarówno osoby w kraju, jak i na emigracji, w biznesie czy w administracji, które nie wierzą w radykalne zmiany ani obalenie reżimu przez protesty czy sankcje. Podczas gdy tradycyjni demokraci koncentrują się na presji na reżim, Kalesnikawa próbuje nawiązać kontakt z tymi niezrzeszonymi umiarkowanymi ludźmi, oferując im perspektywę łagodnego przywrócenia normalności.

Szrajbman dodaje, że Kalesnikawa proponuje własny scenariusz zmian na Białorusi, różniący się od strategii biura Cichanouskiej, który zakłada stopniowy powrót reżimu do normalności, bez natychmiastowego uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Jej strategia stawia na wewnętrzne uspokojenie i pojednanie społeczeństwa białoruskiego przed rozliczeniem wydarzeń z 2020 roku – najpierw pojednanie, potem rozliczenia. Scenariusz ten jest również kierowany do społeczności międzynarodowej i zachodnich partnerów jako nowa koncepcja zmian, którą można „sprzedać” na Zachodzie. To temat, mający służyć jako prpozycja programowa i ma zaangażować szersze grono ludzi w dyskusję o możliwych reformach.

Co istotne, po wywiadach Marii Kalesnikawej, do działania przystąpił sam Wiktar Babaryka, który zapowiedział swój powrót do polityki. Tutaj należy przypomnieć, że jego wymijające odpowiedzi, tak uwięzienia, jak i dotyczące agresji Rosji na Ukrainę, zostały jednoznacznie źle przyjęte przez emigrację. Jednak w opinii  Babaryki obecna sytuacja na Białorusi cechuje się podziałem społeczeństwa, brakiem wspólnej wizji przyszłości i dominacją reżimu, który utrzymuje władzę przy rosyjskim wsparciu. Brakuje jedności zarówno wśród samych Białorusinów, jak i w Europie, co utrudnia wprowadzanie reform i budowę niezależnego państwa. Mimo to najważniejsze jest stworzenie warunków do wolnej, bezpiecznej i samodzielnej Białorusi, w której każdy będzie mógł realizować swoje aspiracje, nawet jeśli drogi do tego celu będą różne. Mimo tych wniosków, na tę chwilę wydaje się, że obecnie drogi polityczne Babaryki i Kalesnikawej już się rozchodzą, co nie wyklucza wspierania się obecnie i w przyszłości.

Można powiedzieć, że z polskiego punktu widzenia to nic nie zmienia. Taka opinia wynika z niedoceniania wagi najslaszych politycznie. Archiwum Mitrochina dostarczyło wiele dowodów na mechanizmy działania rosyjskiego KGB. Jej spadkobierczyni, służba Łukaszenki pod tym samym akronimem, posługuje się więc klasyczną metodą celowego "wypchnięcia niewygodnych" za granicę, po to, aby w ten sposób podzielić emigrację. Żeby to ująć właściwie, należy przedstawić kontekst historyczny.

Pierwszym sprawdzianem dla reżimu było zniknięcie wiosną minionego roku Andźeliki Mielnikawej, szefowej nieformalnego parlamentu, czyli Rady Koordynacyjnej. Z nieodłącznym wątkiem  szpiegostwa w tle. I tu pojawiły się pierwsze pęknięcia. Następnym testem było uwolnienie trzy miesiące później Siarhieja Cichanouskiego, co spowodowało wiele problemów wizerunkowych, zwłaszcza na Litwie, gdzie znów na ostrzu noża postawiono nieszczęsny wątek litwinizmu. I te rezultaty wystarczyły. Łatwo więc można było przewidzieć co się stanie, gdy zostaną wypuszczeni pozostali - niektórzy wciąż zależni, poprzez pozostałą w kraju rodzinę - więźniowie.

"Są dorośli, przecież byli razem w 2020 roku. Myślę, że jest między nimi dużo ciepła. I wszyscy są sojusznikami na jakimś poziomie. Ale myślę, że zdają sobie sprawę, że reprezentują dwa wyraźnie różne ideologicznie skrzydła białoruskich sił demokratycznych. Dlatego ta dyskusja będzie trwała, ten spór będzie trwał. I zostanie rozwiązany dopiero wtedy, gdy zmieni się polityka i rzeczywistość polityczna. Na przykład, jeśli Unia Europejska pójdzie za przykładem USA. Wtedy, moim zdaniem, bardziej jastrzębie skrzydło będzie zmuszone się dostosować. Ale do tego czasu spory będą trwały." - konkluduje Szrajbman.

Warto jednak zauważyć, że w rezultacie wspomnianych problemów z opozycją, nastąpiła zmiana litewskiej polityki. Efekty końcowe tej zmiany widzimy aktualnie: Swiatłana Cichanouska przeniosła się do Polski.

"Decyzja o relokacji biura białoruskiej opozycji do Warszawy została w litewskiej debacie publicznej wpisana w szerszą dyskusję na temat granic odpowiedzialności państwa goszczącego, priorytetów bezpieczeństwa narodowego oraz kosztów politycznych i symbolicznych długotrwałego wsparcia dla zagranicznych ruchów opozycyjnych. Wątki drugoplanowe – związane z litwinizmem – wskazują jednocześnie na istnienie napięć polityczno-społecznych na linii społeczeństwo litewskie – opozycja białoruska. Utworzenie biura białoruskiej opozycji w Polsce może przynieść wielowymiarowe skutki. Dla Litwy oznacza to częściową utratę roli głównego centrum działalności białoruskiej opozycji demokratycznej, przy jednoczesnym utrzymaniu obecności licznej diaspory politycznej w Wilnie. Z perspektywy Polski może to natomiast świadczyć o gotowości do odegrania bardziej aktywnej roli we wspieraniu demokratycznej opozycji na Białorusi." - napisała dr hab. Aleksandra Kuczyńska-Zonik (IEŚ).

Od siebie dodam, że przeniesienie biura ZGP z Wilna do Warszawy, jest w obecnym stanie rzeczy, również wygodne dla Wilna. Co ciekawe, po wywiadzie Kalesnikawej, posłowie problematycznego partnera koalicyjnego litewskich demokratów, czyli partii Świt Niemna, zaczęli narrację przejścia do rozmów z Łukaszenką. Mimo zapewnień pozostałych polityków, znów wart zauważenia jest fakt, że Litwa poczyniła pierwszy krok, czyli przyczynienia się do odesłania części białoruskiej opozycji. Na drugiej szali tej wagi są wciąż litewskie ciężarówki, które zostały zatrzymane przez służby reżimu Łukaszenki oraz kwestia ataku balonowego, który w ocenie ISW jest kolejnym potwierdzeniem "fazy zerowej". To wszystko w sytuacji gdy Litwa została pozostawiona niemal sama z tym problemem.

Jak więc widać, waga środowisk najsłabszych politycznie, to tylko jeden element tej większej gry, która obejmuje politykę, prowokacje, sabotaż, szpiegostwo i operacje wpływu. I to jest też tylko część tych wątków. W mojej opinii wniosek dla naszej przestrzeni bylej I Rzeczpospolitej  jest dość oczywisty: liczy się jedność, klasyczny wojskowy „hold the line and be vigilant” - utrzymuj pozycję i bądź czujny.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl