Opinie Komentarze Analizy

Rok piąty

Zdjęcie: Pixabay

Rok piąty

Michał Mistewicz

24-02-2026 09:30

Wchodzimy w piąty rok wojny. Pojawi się mnóstwo okolicznościowych artykułów, komentarzy i analiz. Jednak na użytek własny, uważam za wciąż właściwe te pierwsze wnioski, o których pisałem kilka dni po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji. Jaka jest obecna sytuacja Ukrainy, wiemy wszyscy. Natomiast pytanie które warto - moim zdaniem - zadać, dotyczy tego, w jakiej rzeczywistości obecnie są pozostałe narody byłej I Rzeczpospolitej? W pewnym sensie będzie to nawiązaniem do ubiegłotygodniowego komentarza.

Warto przypomnieć, że 24 lutego to także data święta narodowego Estonii. Ten paradoks historii sprawił, że ta 108 rocznica ogłoszenia Manifest kõigile Eestimaa rahvastele (Manifestu do ludu Estonii), wiąże się teraz z tłumaczeniem dlaczego obrona zasad tego dokumentu jest wciąż aktualna.

"Ostatni rok, a zwłaszcza ostatnie miesiące, przyniosły fundamentalne zmiany. Konflikty wartości nasilają się, a w debacie publicznej pojawiają się propozycje podważające naszą tożsamość i zasady. W zmaganiach różnych informacji i narracji nie brakuje tych, którzy wierzą w koniec światowego porządku opartego na dotychczasowych wartościach i porozumieniach. Rzekomo ma teraz obowiązywać zasada: "Kto silniejszy, ten ma rację". W Estonii natychmiast pojawili się też tacy, którzy przewidywali nieunikniony podział świata między USA, Chiny i Rosję, a także koniec NATO i Unii Europejskiej. Radzili stać się szarą myszką w szarej strefie i zrozumieć, że "do miasta przyszedł nowy szeryf" - mówił wczoraj premier Estonii, Kristen Michal. „Czy powraca epoka wielkich okrętów wojennych, kiedy silni zabierają słabszym wszystko, czego chcą? Jedno jest jasne – musimy zrobić wszystko, aby nigdy więcej nie znaleźć się w rosyjskiej strefie wpływów” – dodawał Michal. Jednak po drugiej stronie takich słów, są inne opinie Estończyków.

"Co zmieniły cztery lata wojny na Ukrainie? Świat się nie zmienia: plus ça change, jak mawiają Francuzi (luźno tłumaczone jako: im więcej rzeczy się zmienia, tym bardziej pozostają takie same - red.). Wojna między Rosją a Ukrainą trwa już miesiąc dłużej niż ostatnia wojna między Rosją a Niemcami. Jeśli zaszły jakieś zmiany, to tylko na samym początku; reszta naznaczona była płonnymi nadziejami. Estonię i inne kraje Europy Wschodniej wzywa się do porzucenia swoich nadziei. Teraz jest jasne, że pomoc NATO nie jest automatyczna, lecz zależy od woli politycznej każdego kraju. Stany Zjednoczone nie będą bronić Narwy tak bezkompromisowo, jak bronią Manhattanu. Tymczasem przez 35 lat Estonia zajmowała dokładnie przeciwne stanowisko. Nie wiem, czy ktokolwiek zaczął się zastanawiać, dlaczego prezydenci i premierzy rozpowszechniają to kłamstwo i dlaczego krytyka tego dogmatu wciąż grozi wykluczeniem z estońskiej polityki. I czy ktokolwiek zastanawia się, czym go zastąpić." - zauważa gorzko Ahto Lobjakas, dziennikarz i publicysta, a przy okazji zwolennik bliższej współpracy z Finlandią.

Dziennikarz wskazuje, że suwerenność nie jest jedynie formalną deklaracją niepodległości czy członkostwem w sojuszach, lecz wynika z realnej solidarności, która stanowi fundament bezpieczeństwa. Państwo jest tym bardziej suwerenne, im bardziej może liczyć na wsparcie innych, jednak taka pomoc nie przysługuje automatycznie i nie opiera się na abstrakcyjnych hasłach o „porządku świata”. Otrzymuje ją tylko ten, kto zostaje uznany za godnego wsparcia, czyli takiego, w którego obronie sojusznicy byliby gotowi zaryzykować wszystko, nawet użycie broni jądrowej.

Na Łotwie bardzo powoli dochodzi do świadomości decydentów rzeczywista rola takich projektów, jak Rail Baltica. To, że kraj jest w ogonie budowy, wywołuje już złość premier, jednak dobrze się stało. Wczorajsze doniesienia są już dość optymistyczne, jednak nie zastąpią one uwagi, a przede wszystkim rozsądnego zarządzania projektem i bez ciągłego spoglądania na Brukselę. Cieszy też deklaracja wspólnych polsko-litewsko-łotewskich ćwiczeń wojskowych na planowanych poligonach. Jednak to nie wszystko.

Łotewskie media podają opinię Eitvīdsa Bajarūnsa, analityka CEPA, który zauważa, iż  kraje NB8 powinny pogłębić współpracę z innymi krajami regionu. „Patrząc z perspektywy Litwy, mamy również bardzo bliskie więzi z Polską. A gdyby zapytać jakiegokolwiek litewskiego urzędnika, w tym obrazie z pewnością widzimy także Ukrainę. Bez Ukrainy jakikolwiek format regionalny byłby niepełny. Armia ukraińska jest obecnie najsilniejsza w Europie. To siły sprawdzone w boju, a Ukraina ma zdolność i odwagę, by potwierdzić swoją gotowość do obrony przed Rosją.” - powiedział Bajarūns.

Z kolei Litwa, szczególnie poddawana próbom rosyjsko-białoruskiego nacisku, na swój sposób podchodzi do dywersyfikacji swojego bezpieczeństwa. "Prezydent Gitanas Nausėda powiedział, że w obliczu coraz bliższych stosunków Litwy z Niemcami nadszedł czas, aby wyznaczyć koordynatora na szczeblu rządowym, który będzie nadzorował wdrażane projekty. Mamy naprawdę wiele dobrych planów z Niemcami, co pozwala nam stwierdzić, że nadszedł czas (...), aby rozważyć lepszą koordynację wszystkich tych aspektów” – powiedział prezydent Nausėda w czwartek w Pałacu Prezydenckim. „Widzę sens w powołaniu takiego koordynatora nie tylko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, ale być może także w Kancelarii Rządu”. Głowa państwa podkreśliła znaczenie planowanego rozmieszczenia niemieckiej brygady, inwestycji w przemysł zbrojeniowy i sezonu kulturalnego w Niemczech." - czytamy w krótkiej notce prasowej.

Jako Polacy, możemy być sceptyczni wobec pomocy Niemców dla Litwy. Jednak jest druga strona tego medalu: jeśli historia i geografia ustawiłaby nas na miejscu Litwy, czy nie działalibyśmy podobnie? Zresztą przez litewskie media również przetaczają się różne komentarze, czego rezultatem jest wciąż analizowanie niemieckiej symulacji opisywanej przez Die Welt. Jakkolwiek, przy sprawnej polskiej polityce zagranicznej, można dostrzec szanse dla dalszego zacieśnienia współpracy z Wilnem, jednak obie strony muszą tego rzeczywiście chcieć. Warto też zauważyć, iż Litwini dostrzegają też głębszy sens rosyjskiego zagrożenia.

"W najnowszych rosyjskich podręcznikach do historii wszystkie trzy państwa bałtyckie są przedstawiane uczniom jako nazistowskie i skrajnie wrogie wobec Rosjan i samego kraju. Historyk Algimantas Kasparavičius natychmiast przywołuje słowa słynnego XIX-wiecznego pruskiego i niemieckiego polityka, znanego jako Żelazny Kanclerz, Otto von Bismarcka: „Wojen nie wygrywają generałowie, wojny wygrywają nauczyciele szkół średnich”. „Co miał na myśli słynny żelazny kanclerz Niemiec? Chodziło o przygotowanie społeczeństwa – jego ukształtowanie ideowe i światopoglądowe  – które buduje siłę państwa: gospodarczą, społeczną, a w konsekwencji także militarną – mówił historyk. – To właśnie patriotyczne wychowanie jest czynnikiem rozstrzygającym. Z nim wiąże się cały kompleks innych zagadnień.” - czytamy w opinii.

Dla wolnych Białorusinów, tych, którzy są świadomi niepodległości swojego państwa, dalsze istnienie na Białorusi jest już nie tylko niebezpieczne. Rozszerza się świadomość, że ich domu już nie ma. "Wszystko nie jest takie, jak kiedyś. Mińsk jest obcy, ludzie (nawet dobrzy znajomi) są obcy. Miło było spotkać się ze znajomymi, ale nasza relacja z nimi już nie jest taka sama, długa rozłąka i dystans zrobiły swoje. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, niż sobie wyobrażałem. To jak znalezienie na strychu starych książek z obrazkami, które uwielbiałeś w dzieciństwie, i uświadomienie sobie, że kolory nie są tak jaskrawe, twarze nie są tak piękne – i że to wszystko tylko twoja wyobraźnia." - mówi jedna z Białorusinek, która wróciła po pobycie w kraju. Dzieląca się opozycja demokratyczna ma obecnie swoje kłopoty. Dlatego opinie zwykłych migrantów nie będą popularne, bo przytłoczeni jesteśmy innym, wtłaczanym nam fałszywym lecz negatywnym obrazem Białorusinów. A to jest też część tej samej wojny.

Mołdawia pozostaje na swoim torze polityki bezpieczeństwa, coraz bardziej zacieśniając współpracę z Rumunią, a przy okazji tocząc swój projekt integracji Naddniestrza. Tu - jak się obecnie wydaje - ostateczne rezultaty są tylko odsunięte w czasie. Zależność energetyczna, ale przede wszystkim izolacja geograficzna prorosyjskiej wyspy niestabilności, są czynnikami praktycznie rozwiązującymi aktualne zagrożenie.  Co nie wyklucza dalszych rosyjskich prowokacji.

Na koniec pozostaje kwestia naszego kraju. Cały czas budzi mój obywatelski niepokój rzecz, która nadal jest rozwiązywana półśrodkami. Mamy coraz lepsze uzbrojenie, ale kwestia jej obsługi, czyli budowa rezerw jest politycznym tabu. Jak więc osiągnąć efekty odwieszenia zasadniczej służby wojskowej bez jej ogłaszania? Czy nowe programy integracji z wojskiem zrealizują zakładane plany, czy są tylko miękkim wstępem do wprowadzenia realnych decyzji?

I kolejny ważny aspekt, który jakże często jest pomijany. "Brakuje rozwiązań, które systemowo integrowałyby wszystkie działania – tak abyśmy mogli obiektywnie stwierdzić, że wojskowa służba zdrowia jest dziś dobrze przygotowana zarówno do bezpośredniego wsparcia sił zbrojnych, jak i do współdziałania z cywilnym systemem ochrony zdrowia. Wiele pozostaje jeszcze do zrobienia, niemniej ufam, że w najbliższych miesiącach działania w tym zakresie ulegną przyspieszeniu. Nie mogę jednak nie powiedzieć wprost: wyraźnie zgubiliśmy proporcje pomiędzy tym, czym żołnierz walczy, a tym, co daje mu szansę na przeżycie, gdy zostanie ranny. Inwestujemy miliardy w systemy rażenia, ale zabezpieczenie medyczne wciąż traktujemy jako pozycję kosztową, nie jako strategiczny warunek efektywności wszystkich pozostałych inwestycji obronnych. - mówi „Rzeczpospolitej” gen. broni prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego - Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Generał wskazuje, że po czterech latach wojny na Ukrainie Polska powinna mieć w pełni opracowany system kształcenia w zakresie medycyny taktycznej oraz przeszkolony personel, szczególnie z myślą o wsparciu operacji obronnych z udziałem szpitali położonych na wschód od Wisły, a także regularnie ćwiczyć współdziałanie służb medycznych z innymi strukturami reagowania kryzysowego. Doświadczenia Ukrainy pokazują bowiem, że natowska koncepcja „złotej godziny”, skuteczna przy przewadze w powietrzu, w warunkach wojny pełnoskalowej okazuje się niewykonalna – zniszczenie znacznej części infrastruktury medycznej, ataki na drogi ewakuacji i brak możliwości użycia śmigłowców powodują, że transport rannych trwa nawet tygodniami, co dramatycznie zwiększa śmiertelność.

Zaledwie tych kilka akapitów - dodając do nich wielowątkowy aspekt Ukrainy - pokazuje stan naszej przestrzeni wolności. W mojej opinii, wciąż stoimy w rozkroku, nie wiedząc do końca czego chcemy. Realne bezpieczeństwo wciąz jeszcze nie przeważa złudzeń politycznych. Zapatrzeni w to, czy ten, czy ów, nominalny, a odległy sojusznik rzeczywiście zareaguje solidarnie, tracimy obraz rzeczywistości. A ta jest bezlitosna, tak samo jak było w starożytności, czy średniowieczu i później. Historia uczy, że w naszej przestrzeni, liczył się zawsze ten, który stał najbliżej. Jeżeli przyjmiemy tę percepcję, zrozumienie znaczenia istniejących fundamentów współpracy narodów byłej I Rzeczpospolitej nabiera szczególnej wagi.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl