Zdjęcie: Pixabay
18-03-2025 09:30
"Proszę Cię o jedną rzecz: Daj Rosji Europę. USA nie są w Europie. Europa powinna być sprawą Europejczyków. Rosja jest w połowie europejska, a w połowie azjatycka." - mówił Jelcyn do prezydenta Clintona w czasie ich ostatniego spotkania w listopadzie 1999 roku, o czym możemy dowiedzieć się z najnowszego filmu Ośrodka Studiów Wschodnich "Dlaczego Rosja jest wroga Zachodowi? Historia relacji Rosja-Zachód". Jelcyn dodał, że Rosja ma przejąć Europę "i Azję" na drodze "dogadania się", a następnie tej pierwszej, Rosja ma zapewnić bezpieczeństwo. I tutaj warto przypomnieć niezmienność takiego postrzegania Europy przez Rosję, co wynika na przykład z okrzyku feldmarszałka Paskiewicza "Dawajcie tu Europę" w 1852 roku, o czym pisałem kilka lat temu. Do tej postaci jeszcze wrócę.
Zwykli ludzie rozmawiają przy stole wymieniając informacje lub omawiają sprzedaż przedmiotów czy nieruchomości, natomiast politycy mocarstw - tak samo od czasów faraonów, królów i cesarzy - wymieniają się krajami czy nawet kontynentami. Gra oczywista i znana od tysiącleci. Jako obraz sugerowany w takich przypadkach pojawia się zwykle zdjęcie szachów. "Szachy przede wszystkim uczą obiektywizmu" - powiedział kiedyś Aleksander Alechin, jeden z pierwszych rosyjskich arcymistrzów szachowych. I z niezasłużoną dla Rosjan łatką mistrzów szachów w odmianie politycznej spotykamy się w świecie zachodnim od dekad. Bo taki również był cel umiejętnie sączonej propagandy, o czym świetnie przekonała się jeszcze carska Rosja.
W przestrzeni byłej I Rzeczpospolitej, znamy najlepiej jedyną i niezmienną twarz Rosji, której nie zamącają opinie o pojedynczych przedstawicielach kultury i sztuki, podobnie, jak nie zamącały w swoim czasie, z drugiej strony naszego Antemurale, postacie Goethego, Schillera czy Bacha.
To co widać obecnie i co jest charakterystyczne dla czasu przesilenia to wciąż poruszanie się we mgle. Nikt nie wie nic pewnego, eksperci omawiają już nie tyle to co powiedział prezydent Trump, ale analizuje się pojedyncze decyzje "prezydenta świata" - jak go określił jego zastępca. Ale upływ czasu jest nieubłagany. Słowa wypowiedziane wczoraj tracą na znaczeniu w zderzeniu z faktami dnia dzisiejszego. W tym kontekście warto zauważyć, że szybko przyszła odpowiedź na postawione w minionym tygodniu pytanie, czy nasz obecny główny sojusznik pozwoli na obecność chociażby jego własnej broni jądrowej w Polsce.
"Wiceprezydent USA J.D. Vance powiedział w czwartek, że byłby zszokowany, gdyby prezydent Donald Trump chciał przenieść amerykańską broń jądrową dalej na wschód Europy. Vance odniósł się do apelu prezydenta Polski Andrzeja Dudy, aby Stany Zjednoczone rozmieściły broń jądrową na terytorium Polski jako środek odstraszający przed przyszłą agresją ze strony Rosji. „Nie rozmawiałem z prezydentem na ten temat, ale byłbym zszokowany, gdyby poparł rozprzestrzenianie broni jądrowej dalej na wschód Europy” – powiedział w wywiadzie dla Fox News." - czytamy w ukraińskich mediach. Jednak warto było zbadać ten wątek - przynajmniej publicznie. Jak będzie naprawdę pokaże znów czas. Jest jeszcze w grze propozycja francuskiego parasola, jednak o podobnej wartości "widzimisię" posiadacza.
A jakie wnioski? Pomijając już znaną opinię, że nikt nie da sojusznikowi czegoś więcej nad zapewnienia, moim zdaniem, trzeba sięgać samemu po to co obecnie jest nieosiągalne. W tej chwili będzie to kwitowane śmiechem i drwinami, jednak pierwszym krokiem jest zwykle posiadanie przekonania o słuszności wybranej drogi, a jeżeli do tego posiada się potrzebną wiedzę, to punkt widzenia zaczyna się zmieniać. Natomiast innym wnioskiem, jest to, że obecne krajowe publiczne rozważania na ten temat, poza wartością publicystyczną, są jałową ścieżką. Te sprawy przecież tak naprawdę lubią cień.
"W centrum polskiego myślenia strategicznego leży kluczowa zasada, że naród musi konsekwentnie przygotowywać się bardziej intensywnie niż jego przeciwnik, aby skutecznie odstraszać agresję, nigdy nie polegając nadmiernie na sojusznikach. Zobowiązanie Polski do przeznaczania 4% PKB na obronność wynika z tej podstawowej zasady, że przetrwanie państwa w ewentualnych konfliktach zależy od solidnych przygotowań. W ewoluującym kontekście geopolitycznym, kształtowanym przez wycofywanie się USA, proaktywna postawa Polski - sprawdzanie opcji nuklearnych i demonstrowanie gotowości do pełnej mobilizacji - jest napędzana krystalicznie czystą pamięcią historyczną i realnymi zagrożeniami, a nie politycznym symbolizmem. To podejście nie jest zwykłą retoryką wyborczą, dlatego ma ogromne znaczenie dla państw bałtyckich, niezależnie od ich cykli wyborczych. Historycznie państwa bałtyckie silnie, a nawet z pasją, identyfikowały się z jednością transatlantycką, traktując ją niemal jako zasadę konstytucyjną. Jednak region bałtycki stoi teraz w obliczu brutalnej rzeczywistości - poleganie na tradycyjnych gwarancjach bezpieczeństwa transatlantyckiego nie może już być filarem ich polityki obronnej. Wręcz przeciwnie." - zauważa Gabrielius Landsbergis, były minister spraw zagranicznych Litwy. Jest to cenna uwaga, potwierdzająca wcześniejsze rozważania, o ściślejszej współpracy w regionie. "Moja rada jest bardzo prosta - módlcie się do Boga, ale wiosłujcie znacznie szybciej, by oddalić się od skał." - dodaje Landsbergis.
„Jeśli spojrzymy na to, co Trump robił do tej pory, to zadziwiająco słabo prezentował się wobec Rosji. Zawsze był gotów na ustępstwa, pozwalał się jej wpływać na siebie, nie był skłonny do wywierania presji na Rosję. I nie mam wielkich nadziei, że to się teraz zmieni. Może istnieje jakaś mała nadzieja, że Trump zirytuje się tym, iż Rosja w ogóle nie uwzględnia jego życzeń, i zacznie wywierać na nią presję, ale na razie nie ma na to żadnych oznak. Raczej wygląda na to, że dla Trumpa kluczowe jest odbudowanie stosunków z Rosją i znalezienie jakiegoś rozwiązania w sprawie Ukrainy. Jakie dokładnie będzie to rozwiązanie, myślę, że dla Trumpa nie ma to większego znaczenia. Dlatego musimy być przygotowani na to, że to raczej Ukraina będzie poddawana dalszej presji ze strony USA w kwestii ustępstw” – mówiła w niedzielę Kristi Raik, szefowa estońskiego ICDS, która dodaje, że Trump ma narzędzia do wywierania presji na Rosję, gdyby tylko tego chciał, jednak do tej pory tego nie zrobił. A do tego Rosja wyraźnie stara się opóźnić proces rozmów o zawieszeniu broni.
Ekspertka zauważa kolejny niebezpieczny sygnał. W minionym tygodniu sekretarz generalny NATO Mark Rutte stwierdził, że po zakończeniu wojny Europa powinna dążyć do normalizacji stosunków z Moskwą. Zdaniem Raik, ta wypowiedź Ruttego podważa jedność NATO. „Spotkanie Ruttego z Trumpem pokazało, że NATO stara się za wszelką cenę utrzymać USA na pokładzie. Nie jest to wcale łatwe. Rutte bardzo wyraźnie próbował przypodobać się Trumpowi i powiedział rzeczy, które nie brzmiały dobrze. Na przykład, gdy Trump wspomniał o Grenlandii, Rutte nie powiedział nic, co dałoby do zrozumienia, że groźby wobec państwa sojuszniczego są nie do przyjęcia” – skomentowała Raik. Nadchodzą też inne wiadomości, jak wycofanie się USA z ICPA - międzynarodowej grupy powołanej w celu zbadania działań przywódców odpowiedzialnych za pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę, w tym Putina.
Można to rozważać w znacznie szerszym znaczeniu geopolitycznym. "Niebezpieczna sytuacja... Dociskana przez Trumpa Europa zaprasza Xi Jinpinga na szczyt Unia Europejska - Chiny, ale ten (według FT) odmawia. Chiny w 50 rocznicę ustanowienia stosunków reprezentować ma premier Li Qiang. Pekin odrzuca wyciągniętą do zgody rękę i nie chce próbować wykorzystać brutalności Trumpa by przeciągnąć Europę na swoją stronę? Chce (tak jak USA i Rosja) spisać Europę na straty i wyrzucić ją poza koncert mocarstw? To może być oczywiście tylko symboliczny i mało znaczący gest, element dyplomatycznej gry. Ale może być to też wstęp do sytuacji w której powinniśmy już zaczynać zapinać pasy... Czarna polewka Chin dla Europy w obliczu ataku Trumpa i odarcie ze złudzeń, że agresywną politykę nowych amerykańskich elit wobec Unii można "balansować" poprzez (często w UE krytykowane i potępiane) Chiny. Brak chęci i odmowa Pekinu może być dla UE i naszego kontynentu coraz bardziej pogłębiającym się szokiem... Czy Unia w tym rozdaniu zamiast wziąć udział w uroczystej kolacji sama będzie zjedzona jako jedno z dań w uczcie mocarstw (a Polska wraz z nią)? Warto obserwować. " - napisał Radosław Pyffel, znany eksport od spraw Chin.
A że jest niebezpiecznie, to wiemy nie tylko z ubiegłotygodniowych uwag Łukaszenki w czasie rozmowy z Putinem o eskortowaniu statków na Bałtyku, ale także pewnego wydarzenia słabo dostrzeżonego nad Wisłą. Tydzień temu w Wielkiej Brytanii został zatrzymany rosyjski kapitan statku towarowego „Solong”, który pod jego dowództwem staranował stojący na kotwicy na wodach brytyjskich, amerykański tankowiec Stena Immaculate, który dziwnym trafem, przewoził akurat paliwo przeznaczone dla amerykańskich samolotów myśliwskich. W wyniku wypadku i pożaru utracono 17 515 z 220 000 baryłek paliwa Jet-A1. Wypadki są różne, nie można jednak wykluczyć, że była to pierwsza próba zmiany scenariusza, podobnie jak było to po zerwaniu gazociągu Balticconnector.
„Przygotowaliśmy dla Ciebie pierwsze zadanie. Zamówimy naklejki i wyślemy je na adres” – taką wiadomość otrzymał jeden z członków prorosyjskiej grupy hakerskiej na portalu społecznościowym Telegram. Zaoferowano mu 50 euro w kryptowalucie za naklejenie 10 naklejek w Dzielnicy Europejskiej w Brukseli. „Rób to tylko wtedy, gdy jest to bezpieczne. Twoje bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze” – napisali zleceniodawcy. Nie mieli jednak pojęcia, że rozmawiają z dziennikarzem belgijskiej telewizji publicznej VRT, który podawał się za mieszkańca Brukseli sympatyzującego z Rosją.Tydzień później do wyznaczonej skrzynki pocztowej wrzucono kopertę z naklejkami wykonanymi przez chińską firmę. Naklejki z napisem „F**k NATO” miały zostać umieszczone w widocznych miejscach w Brukseli, mieście, w którym znajduje się siedziba NATO i Unii Europejskiej. Później pojawiły się inne zadania – zbieranie informacji o osobach i organizacjach medialnych." - czytamy w relacji mediów łotewskich.
W artykule przywoływane są słowa Jana Lipawskiego, czeskiego ministra spraw zagranicznych, który powiedział, że „w zeszłym roku w Europie miało miejsce 500 podejrzanych incydentów, z czego 100 przypisywano Federacji Rosyjskiej”, a działania te są kontynuowane i stają się coraz bardziej intensywne. Oprócz działań kinetycznych coraz częściej pojawiają się takie apele propagandowe, jak Aptiego Alaudinowa, dowódcy czeczeńskiego batalionu „Achmat”, który mówi, że "nadszedł czas, aby Rosja zmobilizowała kilka milionów ludzi do wojny z Europą".
W takiej atmosferze pojawiają się nawet słuszne propozycje. "To strategiczny moment dla Europy, ponieważ decyzje podejmowane dzisiaj będą kształtować jutrzejsze bezpieczeństwo. Musimy jasno dostrzegać obecną sytuację – Ukraina jest pod ogromną presją, by usiąść do stołu negocjacyjnego, podczas gdy z drugiej strony Putin nie wykazuje gotowości do ustępstw, a jedynie stawia żądania” – powiedział w poniedziałek Kęstutis Budrys szef litewskiej dyplomacji. Minister uważa, że Ukraina powinna otrzymać pięciopunktowy pakiet gwarancji, obejmujący długoterminowe wsparcie wojskowe (co najmniej 40 mld euro), obecność europejskich żołnierzy przy wsparciu USA, dalsze sankcje wobec Rosji i wykorzystanie jej zamrożonych aktywów, egzekwowanie odpowiedzialności prawnej i reparacji oraz przyspieszone przystąpienie Ukrainy do UE do 2030 roku.
Analitycy IISS twierdzą, że Europa wciąż ma potencjał w ramach ReArm Europe, a 150 mld euro jest niewątpliwie najwyższą dotąd sumą w ramach obrony, jednak państwa członkowskie będą musiały ocenić, czy pożyczka jest na tyle atrakcyjna, że przeważy nad złożonością i czasochłonnością zbiorowego udzielania zamówień.
I na koniec, zwrócę Państwa uwagę, że małym sprawdzianem dla naszej przestrzeni byłej I Rzeczpospolitej, będzie zbliżający się powoli szczyt Trójmorza, który ma się odbyć pod koniec kwietnia. Już teraz można przypuszczać jaki temat zdominuje obrady. Dla nas wyznacznikiem i katalizatorem niech będzie symboliczny los Mińska, gdzie chcą postawić pomnik kolejnego rosyjskiego zbrodniarza, wspomnianego na początku, Iwana Paskiewicza. Przypomnę, że w Królewcu już stoi pomnik Murawjowa "Wieszatiela". Te symbole to właśnie ciągłość i niezmienność rosyjskiego oblicza, które ma za nic jakże zmienne prądy zachodniej demokracji.