geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Pixabay

Mgnienie obojętnej przeszłości

Michał Mistewicz

06-09-2022 09:30


Śmierć Gorbaczowa okazała się kolejnym odejściem człowieka zagubionego, który poszedł drogą, której nie znał, ale co najgorsze, nigdy tak naprawdę nie chciał poznać. Dla wielu współczesnych okazała się ta droga zbawieniem, ale dla innych okazała się kolejną udręką, a nawet kresem życia. "Gorbaczow, jako człowiek, nigdy nie rozumiał. Szkoda, że nie zrozumiał. Umarł więzień. Nigdy nie pozwolono mu myśleć ani wypowiadać własnych myśli" - powiedział prof. Vytautas Landbergis, pierwsza głowa państwa niepodległej Litwy.

Ciekawą informacją staje się porównanie reakcji na ten zgon, które w pewnym stopniu odzwierciedla różnice w dzisiejszym podejściu tak do czasów ZSRR, jak i nawet w podejmowanych obecnie decyzjach w relacji z Rosją. Ostoją dla Rosji i jej władz były i są Niemcy, które w Europie stały się największym beneficjentem pobłogosławionej przez Gorbaczowa decyzji o zjednoczeniu tego państwa. Tym także można tłumaczyć decyzję władz Berlina, z pewnym zapewne cichym udziałem władz Niemiec, o opuszczeniu flag do połowy masztu w dniu pogrzebu Gorbaczowa. "Chcielibyśmy odpowiednio oddać hołd naszemu honorowemu obywatelowi i temu, co zrobił dla przemian politycznych w NRD" - powiedziała minister spraw wewnętrznych miasta-regionu Berlina, Iris Springer.

"Niemcy opłakują stratę wielkiego męża stanu, któremu należą się wielkie podziękowania" – powiedziała niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock. "Gorbaczow dla części zachodnich polityków „pozostał posłańcem pokoju, który zakończył sowiecką wojnę w Afganistanie, nie zgodził się na wojskowe wspieranie padających reżimów komunistycznych w Europie Środkowej, za to zgodził się na zjednoczenie Niemiec” - pisał w komentarzu po śmierci Gorbaczowa Andrzej Łomanowski, podkreślając, że ostatni przywódca ZSRR „do końca swych dni był z tego powodu wielbiony za Odrą, mimo coraz bardziej kontrowersyjnych wypowiedzi wspierających zagraniczną politykę prezydenta Władimira Putina, np. pochwalanie aneksji Krymu – niegodne laureata Pokojowej Nagrody Nobla”" - czytamy na łamach "Rzeczpospolitej".

Natomiast w naszej przestrzeni, rozstrzał opinii był dość spory, choć po części, w różnych państwach zapewne kierowany odgórnie. Najbardziej sceptyczna postawa dotyczyła oczywiście Litwy, która w sposób szczególny zapamiętała rok 1991 i krwawe wypadki 13 stycznia, za które oskarżano  Gorbaczowa, a także złożono przeciwko niemu pozew przez rodziny ofiar tamtych wydarzeń. „Nigdy nie zapomnimy prostego faktu, że jego armia zabijała cywilów, aby przedłużyć okupację naszego kraju przez jego reżim. Jego żołnierze strzelali do naszych nieuzbrojonych demonstrantów i zgniatali ich czołgami. Tak go zapamiętamy” – napisał minister SZ Litwy Gabrielius Landsbergis.

Bałtyccy sąsiedzi Litwy byli już natomiast co najmniej neutralni w opiniach, choć odnotować tutaj należy większą uwagę, którą do wspomnień po byłym I sekretarzu, zwrócono w estońskich mediach, jednak najwyraźniej po części z powodów, o których wspominałem w ubiegłotygodniowym komentarzu. Niemal zupełną ciszą przyjęto śmierć Gorbaczowa na Białorusi i na Ukrainie, choć z zupełnie innych pobudek: o ile na Ukrainie jest to zrozumiałe, to na Białorusi Łukaszenka nie zapomniał ostatniego werbalnego wsparcia przez Gorbaczowa protestów społecznych po sfałszowanych przez reżim wyborach prezydenckich 2020 roku.

Natomiast Mołdawia okazała się kolejną sceną badania wsparcia rosyjskich wpływów. W ramach tego działania rosyjska ambasada w Mołdawii ogłosiła 2 września otwarcie elektronicznej księgi kondolencyjnej dla mieszkańców Mołdawii. Same mołdawskie środowiska były podzielone w komentarzach. Mołdawski pisarz Vasile Ernu przypomniał, że „dzieci pierestrojki uwielbiały Gorbaczowa”. „Gorbaczow rozpoczął wielką bitwę, którą przegrał. Zmarł właśnie teraz, kiedy opuszczamy „erę Gorbaczowa” - napisał Ernu.

Tak więc śmierć ostatniego przywódcy ZSRR okazała się tylko ciekawostką, mgnieniem wspomnienia czasu kiedy tworzył się "łatwy i przyjemny" świat, do którego wciąż wielu tęskni. Po części z takich wspomnień wynika ubiegłotygodniowy wykład "plastikowego" kanclerza Olafa Scholza na praskim Uniwersytecie Karola. Pokrótce słowa kanclerza o rzekomej suwerenności Europy wymagają pozbawienia się suwerenności narodowej, na rzecz, oczywista, mitteleuropejskiego widzimisię Berlina. I tutaj, wbrew zapewne wizji Scholza, w różnych państwach odczytano tę propozycję na swój sposób.

"Przemówienie zostało wygłoszone na Uniwersytecie Karola w Pradze, podczas gdy Czechy sprawują obecnie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Można to odczytać jako echo przemówienia prezydenta Emmanuela Macrona na Sorbonie jesienią 2017 roku. Prezydent Francji nigdy nie otrzymał odpowiedzi [na podobne pytanie] od kanclerz Angeli Merkel. W obliczu niedawnej krytyki za zbyt niepewne poparcie dla Kijowa i brak wizji strategicznej, Scholz odpowiedział, torując drogę do rozszerzenia Unii na wschód, reformy traktatów i wzmocnienia europejskiej obrony. Po raz pierwszy nakreślił, jak może wyglądać „Europa geopolityczna”" - czytamy w "Le Monde". Francuzi ze swoją wizją jednoczenia UE, zauważyli jednak, że Scholz przyznał, że rozszerzenie UE o nowe kraje aspirujące, jak Ukraina, Mołdawia i Gruzja jest niezbędne.

Komentowanie niemieckiej wizji jednoczenia Europy, w momencie, kiedy to polityka zagraniczna i energetyczna państwa-inicjatora okazała się wieloletnią podróżą donikąd, jest dość osobliwym zajęciem. Zwłaszcza kiedy się weźmie pod uwagę to, że powtarzane przez Niemcy jak mantra od lat "problemy z demokracją" zaczynają się nasilać wobec Polski, która powoli znów staje się zwornikiem siły naszego regionu. Jest to także krytyczny czas dla nas wszystkich, gdyż bez zrozumienia faktu, że jesteśmy poddawani różnorakiej maści naciskom z obu kierunków - zachodu i wschodu - czy będziemy w stanie oprzeć się naszej narodowej przywarze gniewu i utrzymać zimną krew w polityce krajowej?

Najwyraźniej Ukraina dostrzegła gest Niemiec w słowach Scholza co do rozszerzenia UE o nowe kraje, z czym wiązała się niedawna wizyta ukraińskiego premiera Szmyhala w Berlinie. A jednak mimo spotkań i rozmów, na razie Ukraina znów ze strony Niemiec spotkała się z klasycznym podejściem "nikt ci tyle nie da, ile ja ci obiecam". A to tylko oznacza, że wzbudzenie świadomości roli wspólnoty i współpracy państw naszego regionu jest cały czas aktualne. Pytanie jednak, czy mimo różnic jesteśmy w stanie dostrzec tę umykającą chwilę równie wyraźnie.

"Nikt na Kremlu nigdy nie wierzył, że Ukraina jest tak silna. Trzydniowy plan zamienił się w niemożliwą do wykonania misję. Ponadto Litwa, Łotwa, Estonia i Polska udowodniły, że ich wsparcie jest kluczowe, a także będą w stanie odpowiedzieć na ewentualny atak ze strony Rosji. Ostatnie miesiące pokazały, że filary bezpieczeństwa NATO zostały właściwie ukształtowane, a Moskwa będzie miała ogromne wyzwanie, by jeszcze dalej posuwać się na zachód." - napisał dr Aleksander Olech w artykule "Rosja nie doceniła możliwego wsparcia Polski i krajów bałtyckich dla Ukrainy" na łamach "Defence24". Chyba nie trzeba bardziej wyraźnych argumentów na rzecz zwiększania współpracy w naszym regionie.

Jednak to na co należy cały czas zwracać uwagę to na ponawiające się próby ingerencji zainteresowanych w politykę wewnętrzną kraju. Wydaje się, że ostatnią ofiarą takiego działania stała się Praga, gdzie podczas ostatnich protestów społecznych, wznoszono także hasła zakończenia wspierania Ukrainy, jako rzekome remedium na obecne problemy energetyczne.

I to właśnie dlatego, z powodu cieni z przeszłości, musimy wciąż pamiętać, że chęć popadania w niewolę, każdej z potęg, była naszym przekleństwem. Odpowiedź na takie zagrożenie jest tylko jedna: zwiększanie świadomości miejsca na mapie i czasu w jakim się znajdujemy.

"Bolszewicy reprezentują wobec nas element, który wydobywa z Polski maksymalną chęć pójścia w niewolę. Stoimy wobec tragicznego paradoksu, gdzie cały naród, naród miłujący wolność, żywotny, silny, o wspaniałej tradycji i pięknej kulturze, naród, który przez pięć lat walczy i krwawi  z niezrównanym bohaterstwem o własną niepodległość, czyni jednocześnie wszelkie wysiłki ku temu, ażeby... pójść w niewolę. W tym kierunku zjednoczyły się wszystkie złe siły, wszystkie wypadkowe błędy, począwszy od naszego Rządu i propagandy oficjalnej, poprzez środowiska intelektualne, aż do najniższych warstw i szeptanej na ucho propagandy nieoficjalnej, w jakiś fatalny kompleks bez wyjścia, ponurą zmowę, kłębowisko zła." - pisał w 1944 roku Józef Mackiewicz.


opr. wł.
Jeżeli chcecie Państwo wesprzeć naszą pracę, zapraszamy do skorzystania z odnośnika:

Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021