Zdjęcie: Flickr
10-04-2026 09:21
Afera korupcyjna uderzyła w same szczyty litewskiej elity politycznej, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość Sauliusa Skvernelisa, byłego premiera kraju. Prokurator Generalna Nida Grunskienė oficjalnie zwróciła się do Seimasu o pozbawienie immunitetu lidera opozycyjnego Związku Demokratycznego „W imię Litwy”, argumentując to koniecznością postawienia politykowi zarzutów karnych.
Śledczy dysponują dowodami sugerującymi, że Skvernelis był częścią zorganizowanego układu, w którym figurował pod wymownym pseudonimem "Krabas” – podkreślono w prokuratorskim dokumencie przesłanym parlamentarzystom. Fundamentem przestępczego mechanizmu miała być działalność wysokich urzędników państwowych, którzy z wydawania certyfikatów fitosanitarnych uczynili stałe źródło dochodu.
Według prokuratury grupa, w skład której wchodzili m.in. dyrektor służby Jurijus Kornijenko oraz jego doradcy, systematycznie wymuszała łapówki od firm transportujących produkty roślinne przez terytorium Litwy. „Zorganizowana grupa za certyfikaty fitosanitarne wydawane przez pracowników oddziałów terytorialnych w Olicie przyjęła łapówki w wysokości nie mniejszej niż 1 112 000 euro, które członkowie grupy podzielili między sobą i przekazali politykom, w tym Sauliusowi Skvernelisowi, za przychylność polityczną” – brzmi treść zarzutu.
Kluczową postacią w procesie przekazywania gotówki miała być Agnė Silickienė, była doradczyni Skvernelisa. Śledztwo wskazuje, że od czerwca do listopada ubiegłego roku regularnie spotykała się ona z politykiem w Wilnie, dostarczając mu ogromne sumy pieniędzy. Z dokumentacji wynika, że „każdego miesiąca, podczas kilku spotkań, przekazywała parlamentarzyście nie mniej niż 51 tysięcy euro w gotówce”. Pieniądze te miały gwarantować nietykalność i wsparcie polityczne dla kierownictwa Państwowej Służby Roślin, która w tym czasie stała się swoistym przedsiębiorstwem korupcyjnym.
Sam Saulius Skvernelis, mimo powagi sytuacji, stara się zachować dystans, choć nie kryje zdziwienia obrotem spraw. Tuż po nagłośnieniu wniosku prokuratury polityk wydał oświadczenie, w którym stanowczo odciął się od zarzutów. „Nie spodziewałem się tego, ale przyjąłem tę wiadomość spokojnie. Na razie trudno powiedzieć, co zrobimy dalej – będziemy się bronić środkami prawnymi” – zadeklarował lider demokratów. Jednocześnie podjął decyzję o zawieszeniu członkostwa w partii, choć podkreślił, że nie zamierza rezygnować z mandatu poselskiego. „Jestem zdecydowany, nie zrzeknę się mandatu” – uciął spekulacje Skvernelis.
Tymczasem podczas ponad stu przeszukań służby zabezpieczyły nie tylko 1,3 miliona euro w gotówce i złoto warte kolejny milion, ale również kokainę, materiały wybuchowe oraz tysiące litrów nielegalnego alkoholu. W całej sprawie status podejrzanego posiada już 14 osób, w tym szefowie siedmiu firm prywatnych. W przeciwieństwie do Skvernelisa, inny polityk pojawiający się w śledztwie, Kazys Starkevičius, zdecydował się na radykalniejszy krok i złożył mandat parlamentarny już wcześniej.
Dla Związku Demokratycznego „W imię Litwy” oskarżenia wobec ich przewodniczącego są wstrząsem wizerunkowym, zwłaszcza że partia aspirowała do powrotu do koalicji rządzącej. Współpracownicy polityka przyznają, że informacje o konkretnych kwotach i pseudonimach były dla nich całkowitym zaskoczeniem. Wiceprzewodniczący partii Lukas Savickas przyznał: „Faktyczne okoliczności są dla nas wciąż mało znane, mamy tylko tytuły medialne. To ogromna niespodzianka, ponieważ nie mieliśmy wcześniej żadnych innych przesłanek poza informacjami ogólnymi”. Jeśli Sejm wyrazi zgodę na pociągnięcie Skvernelisa do odpowiedzialności, politykowi grozi od dwóch do ośmiu lat więzienia, gdyż prawo w tym przypadku nie przewiduje innej kary niż pozbawienie wolności.