Zdjęcie: Wikipedia
01-07-2026 11:30
Według "Ukraińskiej Prawdy", w kuluarach ukraińskiej władzy miało dojść do kluczowych ustaleń, które mogą całkowicie zmienić kalendarz wyborczy. Wąskie grono najbliższych współpracowników prezydenta Wołodymyra Zełenskiego – w tym szef wywiadu Kyryło Budanow, minister obrony Rustem Umierow oraz lider frakcji parlamentarnej Dawid Arachamia – przeprowadziło szczegółową analizę poufnych, czerwcowych sondaży.
Wynika z nich, że po miesiącach spadków obecny prezydent odzyskał inicjatywę i notuje wzrost poparcia do poziomu 33–34% w pierwszej turze. Tendencja ta wiąże się bezpośrednio z sukcesami militarnymi i regularnymi uderzeniami ukraińskich dronów w rosyjską infrastrukturę naftową.
Te sprzyjające okoliczności skłoniły otoczenie Zełenskiego do rozważenia scenariusza przyspieszonych wyborów prezydenckich, które miałyby odbyć się jesienią, najprawdopodobniej w listopadzie. Logika tego planu zakłada wykorzystanie odbicia sondażowego, zanim sytuacja polityczna ponownie ulegnie zmianie. Sukces operacji stoi jednak pod znakiem zapytania z powodu dwóch niezwykle popularnych dowódców wojskowych. Chodzi o Kyryła Budanowa, którego poparcie urosło do kilkunastu procent, oraz byłego naczelnego dowódcę Ukraińskich Sił Zbrojnych, a obecnie ambasadora w Wielkiej Brytanii, Walerija Załużnego, cieszącego się stabilnym, ponad dwudziestoprocentowym poparciem.
Badania opinii publicznej pokazują, że w przypadku wejścia do drugiej tury któregokolwiek z wojskowych, obecny prezydent nie ma gwarancji zwycięstwa. W symulacji starcia z Załużnym Zełenski przegrywa, natomiast z Budanowem wygrywa jedynie w granicach błędu statystycznego.
Według publikacji, wobec takich prognoz obóz prezydencki podjął próbę neutralizacji potencjalnych rywali. Budanowowi zaoferowano scenariusz, w którym po reelekcji Zełenskiego miałby on objąć stanowisko przewodniczącego Rady Najwyższej, co pozwoliłoby mu budować silną pozycję na przyszłość. Szef wywiadu unika jednak jasnych deklaracji, starając się zachować maksymalne pole manewru. Taka postawa wynika z czystej kalkulacji – rezygnacja z wyścigu prezydenckiego miałaby dla niego sens tylko pod warunkiem, że podobny krok wykona Załużny.
Wołodymyr Zełenski miał zadać pytanie o start w ewentualnych jesiennych wyborach, na co były dowódca odpowiedział twierdząco. Załużny podkreślił, że choć nigdy nie dążył do kariery politycznej, nie może zawieść zaufania milionów obywateli.
Prezydentowi nie udało się skłonić dyplomaty do zmiany zdania, mimo że obóz rządzący był gotowy zaoferować mu praktycznie każde stanowisko w państwie, włącznie z fotelem premiera. Fiaskiem zakończyły się również późniejsze, zakulisowe naciski ze strony ministrów, którzy bezskutecznie prosili generała o ponowne przemyślenie decyzji. Ewentualny start obu wojskowych doprowadzi do twardej walki o ten sam elektorat, co przy wzajemnym blokowaniu się głównych kandydatów może niespodziewanie otworzyć drogę do drugiej tury zupełnie nowej postaci, znajdującej się dotychczas poza ścisłą polityką.