Zdjęcie: Flickr
07-08-2026 10:41
Litewska prokuratura rozszerzyła śledztwo w sprawie próby nielegalnego przekroczenia granicy przez dwudziestoosobową grupę migrantów, która zaatakowała czteroosobowy patrol strażników granicznych. Incydent na odcinku granicznym z Białorusią doprowadził do ujawnienia kryzysu decyzyjnego w służbach granicznych oraz fali krytyki pod adresem ich kierownictwa.
Sprawa wyszła na jaw dopiero po relacjach medialnych, co skłoniło resort spraw wewnętrznych do wszczęcia kontroli służbowej. Mimo że żaden z funkcjonariuszy nie odniósł obrażeń, a po wezwaniu posiłków napastnicy uciekli na stronę białoruską, niektórzy wciąż ze skutymi dłońmi, zachowanie strażników wywołało dyskusję w mediach. Zamiast obrony i natychmiastowego obezwładnienia agresorów, wyposażony w środki przymusu bezpośredniego patrol zdecydował się na odwrót.
Strażnicy graniczni tłumaczą swoją rezerwę obawami przed konsekwencjami i zarzutami prawnymi, powołując się na wcześniejsze przypadki procesów sądowych przeciwko funkcjonariuszom używającym broni w trakcie służby. „Funkcjonariusz woli zastanowić się, jak ochronić siebie, aby potem nie stawać przed sądem”, ujawnił powody takiej postawy Jevgenijus Amelinas, przewodniczący związku zawodowego strażników granicznych.
Z kolei kierownictwo służb odpierało zarzuty dotyczące celowego ukrywania przebiegu zdarzeń przed opinią publiczną i władzami. „Nie możemy przedstawić wszystkich szczegółów do końca, a jedynie to, co uzgodniliśmy z prokuraturą”, przekonywał szef straży granicznej Rustamas Liubajevas.
W odpowiedzi na zaistniałą sytuację przedstawiciele ministerstwa zaapelowali o bezwzględne korzystanie z przyznanych uprawnień oraz sprzętu, obejmującego paralizatory, gaz łzawiący i broń palną. „Nie róbmy z sytuacji funkcjonariuszy zakładników, gdy posiadają środki, lecz z takich czy innych przyczyn nie chcą ich użyć”, podkreślił minister spraw wewnętrznych Martynas Katelynas. Całe zdarzenie pokazało narastający problem bezkarności cudzoziemców, którzy po zatrzymaniu są zazwyczaj jedynie odprowadzani na granicę z Białorusią, skąd bez konsekwencji podejmują kolejne próby ataku na patrole.