Zdjęcie: Wikipedia
29-08-2025 08:46
Jak zauważyły mołdawskie i rumuńskie media, w tym roku, po raz pierwszy od wielu lat, prezydent Rumunii nie przesłał publicznego przesłania z okazji Dnia Niepodległości Mołdawii. Decyzja Nicușora Dana zaskoczyła opinię publiczną, tym bardziej że jego poprzednicy, Traian Băsescu i Klaus Iohannis, co roku składali Mołdawianom oficjalne gratulacje. Według doniesień G4Media, brak komunikatu nie był przeoczeniem, lecz świadomym wyborem politycznym, który można odczytywać jako sygnał o podłożu unionistycznym. W takim ujęciu przesłanie jest jasne: Mołdawia powinna znaleźć swoje miejsce u boku Rumunii, a nie celebrować własną niezależność.
Podczas gdy w Kiszyniowie świętowano rocznicę z udziałem Emmanuela Macrona, Friedricha Merza i Donalda Tuska, którzy przemawiali po rumuńsku obok prezydent Mai Sandu, rumuński prezydent nie pojawił się na scenie. Według niektórych źródeł ustalono jednak, że jego wizyta odbędzie się kilka dni później, w Dniu Języka Rumuńskiego. Zabieg ten miał charakter pragmatyczny i wpisywał się w strategię rozłożenia obecności europejskich liderów, by wesprzeć obóz proeuropejski w Mołdawii przed zbliżającymi się wyborami. Mimo to brak oficjalnych gratulacji ze strony Bukaresztu wzbudził w Kiszyniowie konsternację.
Gest Nicușora Dana wpisuje się w jego wcześniejsze wypowiedzi. Podczas wizyty w Niemczech stwierdził, że osobiście marzy o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią, choć jednocześnie zaznaczył, że „w pełni respektuje wolę narodu sąsiedniego państwa”. To odejście od ostrożniejszej linii Iohannisa i Băsescu, którzy podkreślali, że naturalną drogą do zbliżenia jest wspólna integracja w ramach Unii Europejskiej. Taki kurs miał uzasadnienie: sondaże wskazują, że większość Mołdawian nie popiera unii, a sama próba jej forsowania groziłaby destabilizacją regionu, zwłaszcza że kraj wciąż zmaga się z problemem Naddniestrza i politycznymi wpływami Kremla w Gagauzji.
W tym kontekście unioniści stają się łatwym narzędziem w rękach Moskwy. Historia pokazała, że partie odwołujące się do haseł o jedności często działały zgodnie z interesami Rosji, która wykorzystuje wszelkie przejawy rewizjonizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, by usprawiedliwiać własną agresję w Ukrainie. Nicușor Dan, podejmując temat unionizmu, balansuje więc na granicy, która może mieć poważne konsekwencje. Jak zauważają komentatorzy, tego rodzaju „łagodny rewizjonizm” staje się w regionie paliwem dla propagandy Putina i może wywołać efekty, nad którymi Rumunia nie będzie miała kontroli. Co nie mniej istotne, zjednoczenie Mołdawii z Rumunią, nadal nie cieszy się poparciem społecznym. Według ostatniego badania, większość, bo 61,5%, odrzuca tę możliwość. Jeżeli rzeczywiście miałoby dojść do realizacji takiego scenariusza, to wymagałoby to większej akcji propagandowej, pomijając już same zawiłe kwestie zjednoczeniowe, w tym nadal nierozstrzygnięty status Naddniestrza.