Zdjęcie: Rail Baltica
22-07-2026 12:24
Opóźnienia, rosnące koszty i niemal ciągła karuzela stanowisk w zarządzie sprawiły, że realizacja projektu Rail Baltica na Łotwie stała się synonimem chaosu zarządzania. Nowo powołany minister transportu Rihards Kozlovskis po zaledwie dwóch miesiącach urzędowania publicznie przyznał, że dotychczasowy sposób prowadzenia inwestycji nie może być kontynuowany.
Słowa o konieczności obsadzenia kluczowych stanowisk fachowcami z zakresu finansów, prawa i zarządzania infrastrukturą padają w momencie, gdy linia kolejowa z Tallinna do granicy z Polską miała być pierwotnie oddawana do użytku. "Dotychczasowy stan rzeczy jest całkowicie nie do przyjęcia i nie sprzyja ani poczuciu stabilności, ani zaufaniu do jakościowego postępu projektu" – oświadczył Rihards Kozlovskis, zapowiadając stworzenie jasnego podziału odpowiedzialności za finanse i umowy.
Kluczowym elementem proponowanej reformy ma być zmiana w strukturach spółki Eiropas Dzelzceļa līnijas, która odpowiada za łotewską część konsorcjum. Od 2014 roku kierownictwo tej instytucji zmieniało się aż 11 razy, co według ministerstwa całkowicie uniemożliwiało stabilne prowadzenie prac. Nowy plan zakłada umożliwienie zasiadania w zarządzie osobom, które pełnią już podobne funkcje w innych spółkach skarbu państwa i przeszły publiczne konkursy. Kadencja takich menedżerów ma trwać dwa lata, co w ocenie resortu ma szybko wzmocnić kompetencje decyzyjne i usprawnić nadzór nad projektami o znaczeniu krajowym.
Tymczasem bilans dotychczasowych działań na Łotwie wypada wyjątkowo skromnie w porównaniu z sąsiadami. W budowie znajduje się zaledwie około 30 kilometrów torów, podczas gdy w Estonii i na Litwie prace trwają na odcinkach przekraczających 100 kilometrów. Zmieniła się także skala finansowa całej inwestycji – pierwotny kosztorys szacowany na 5,8 miliarda euro wzrósł do blisko 24 miliardów euro, a wyznaczony obecnie termin ukończenia prac na 2030 rok jest powszechnie traktowany ze sporym sceptycyzmem.