Zdjęcie: Pixabay
12-06-2026 11:25
Mołdawia coraz wyraźniej odchodzi od dotychczasowego modelu rozmów dotyczących Naddniestrza. Władze w Kiszyniowie uznały, że funkcjonujący od ponad dwóch dekad format negocjacyjny „5+2” nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i nie stanowi już skutecznego narzędzia prowadzenia procesu reintegracji kraju. Zamiast kolejnych dyskusji o politycznym statusie regionu rząd chce skoncentrować się na jego stopniowym włączaniu do wspólnej przestrzeni gospodarczej, społecznej, edukacyjnej i energetycznej.
Wicepremier ds. reintegracji Valeriu Chiveri ocenił, że zacieśnianie powiązań ekonomicznych może w przyszłości ograniczyć znaczenie sporów o specjalny status Naddniestrza. Według niego coraz większą rolę w tym procesie powinna odgrywać Unia Europejska. Kiszyniów liczy, że rozwój relacji z UE stanie się dodatkowym argumentem przemawiającym za zbliżeniem regionu z resztą kraju. Jednocześnie rząd przygotowuje utworzenie Funduszu Konwergencji, z którego mają być finansowane inwestycje infrastrukturalne i projekty społeczne na lewym brzegu Dniestru.
Tymczasem przedstawiciele Naddniestrza, Abchazji i Osetii Południowej wysłali odmienny sygnał polityczny. Szefowie ich resortów spraw zagranicznych podpisali wspólną deklarację zapowiadającą rozwój wzajemnej współpracy oraz dalsze wzmacnianie relacji z Rosją. W dokumencie zwrócili się także do społeczności międzynarodowej o uznanie ich niepodległości i podkreślili znaczenie Moskwy dla utrzymania bezpieczeństwa w regionie.
Przedstawiciele trzech nieuznawanych republik argumentowali, że obecne przemiany na świecie utrudniają realizację prawa narodów do samostanowienia. Szef naddniestrzańskiej dyplomacji Witalij Ignatiew zarzucił władzom Mołdawii wywieranie presji na Tyraspol i zapewnił, że region będzie nadal zabiegał o możliwość samodzielnego decydowania o swojej przyszłości politycznej.
Mimo utrzymujących się różnic Kiszyniów podkreśla, że nie zamierza izolować gospodarczo Naddniestrza. Według mołdawskich władz ponad 70 proc. eksportu przedsiębiorstw działających w regionie trafia obecnie na rynek Unii Europejskiej. Rząd deklaruje również, że będzie unikał działań, które mogłyby doprowadzić do pogorszenia sytuacji mieszkańców lub wywołać kryzys humanitarny.