Zdjęcie: Flickr
28-07-2026 10:14
Poważne susze oraz zmniejszenie dostaw paliwa zmusiły władze Mołdawii do podjęcia nadzwyczajnych kroków. Tak więc wprowadzono na najbliższy miesiąc stan podwyższonej gotowości w sektorze energetycznym i gospodarce wodnej. Działanie to ma uchronić kraj przed paraliżem w samym szczycie sezonu prac polowych oraz zabezpieczyć mieszkańców przed brakiem wody.
Bezpośrednim zagrożeniem dla codziennego funkcjonowania społeczeństwa stał się bezprecedensowy spadek poziomu wody w Dniestrze, wywołany brakiem opadów w Karpatach. Aby zapobiec wyczerpaniu ujęć, przewidziano czasowe ograniczenia w korzystaniu z wody do celów mniej istotnych, dając jednocześnie pierwszeństwo mieszkańcom, szpitalom i placówkom społecznym. Firmy wodociągowe już przystąpiły do przebudowy infrastruktury, stawiając tymczasowe przegrody na rzece i pogłębiając punkty poboru.
„To kolejne bardzo suche lato. W Karpatach spadło wyjątkowo mało deszczu, przez co poziom wody w zbiornikach jest rekordowo niski. Stwarza to również zagrożenie technologiczne dla naszych kolegów na Ukrainie” - wyjaśniał premier Tofan. Z kolei kroki zaradcze uzasadnił minister środowiska Gheorghe Hajder, wskazując, że decyzje podjęto po to, by „przygotować środki oszczędzania wody i plan działań na wypadek dalszego znacznego spadku jej poziomu”.
Niedobory wody uderzyły w rynek paliwowy, uniemożliwiając ruch barek na Dunaju i blokując dostawy do portu w Giurgiulești. Wyczerpywanie się zapasów diesla – które w kilkanaście dni skurczyły się z poziomu siedemnastu do zaledwie niespełna siedmiu dni konsumpcji – nałożyło się na zawirowania światowe. Napięcia na Bliskim Wschodzie, ataki na obiekty naftowe nad Morzem Czarnym oraz wstrzymanie dostaw z Kazachstanu do kluczowych rafinerii w Rumunii niemal sparaliżowały import.
W odpowiedzi na widmo braku paliw w stacjach benzynowych zdecydowano o utworzeniu rezerw w porcie oraz wdrożono opcję całkowitego zakazu wywozu oleju napędowego z kraju. Nadzór nad przebiegiem sytuacji i sprawnym wprowadzaniem ograniczeń powierzono Narodowemu Centrum Zarządzania Kryzysowego, które ma na bieżąco raportować o skali zagrożenia.