Zdjęcie: Wikipedia
16-03-2025 10:00
22 stycznia 1863 roku wybuchło powstanie skierowane przeciwko rosyjskiemu caratowi. Wśród przywódców tego zrywu szczególną rolę odegrał Konstanty (Kastuś) Kalinowski herbu Kalinowa, postać wyjątkowa, obdarzona niezwykłym talentem i - jak mówią Białorusini - oddana walce o wolność swojego narodu. W polskiej historiografii Kalinowski oceniany jest jako "najaktywniejszy członek Prowincjonalnego Komitetu Centralnego na Litwie, później Komitetu Litewskiego, z obozu czerwonych, "pełen temperamentu rewolucjonista i chłopoman" - jak pisał prof. Stefan Kieniewicz. Na Białorusi znany jako Kastuś Kalinouski - i jako że jego postać łączy narody, tak i w tym krótkim artykule będę stosował tę pisownię zamiennie.
Skąd tak ważna rola Powstania Styczniowego dla współczesnych Białorusinów, którzy nie ulegają wpływom prorosyjskiego reżimu Łukaszenki? Tutaj trzeba przypomnieć, że w okresie poprzedzającym powstanie Białorusini - decyzją cara - tracili kolejne atrybuty tożsamości. W 1839 roku stracili natomiast swoją cerkiew unicką, a rok później przestał obowiązywać statut Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wreszcie w następnych dekadach historyczna nazwa kraju została zastąpiona przez określenie „Kraj Północno-Zachodni”. Został jedynie język białoruski, lecz zakazano drukowania książek w tym języku, o czym wspominam w innym artykule.
Kastuś Kalinowski został zdradzony przez swojego towarzysza, 19-letniego Witolda Parfijanowicza, którego złamał w Mińsku carski oficer żandarmerii. W nocy z 9 na 10 lutego 1864 roku Kalinowski został aresztowany w Wilnie, gdzie ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem Ignacego Witażeńca.
Przed aresztowaniem zdążył jednak ukryć najważniejsze dokumenty w nodze stołu, a następnego dnia jego łączniczka Karolina Jacyna, mimo ryzyka aresztowania, wyniosła je z kryjówki. Później sama została schwytana i zesłana na Syberię. Wśród ukrytych dokumentów znajdował się niepublikowany numer „Mużyckiej Praudy” - czasopisma wydawanego przez Kalinowskiego w języku białoruskim pisanym "łacinką" - manifest rządu narodowego z 3 maja 1863 roku oraz inne rękopisy powstańca. Dokumenty te odnaleziono dopiero w 1989 roku w czasie renowacji kościoła Bernardynów w Wilnie, a ich treść opublikowano w 2023 roku. Po aresztowaniu Kalinowskiego osadzono w klasztorze dominikanów w celi przeznaczonej dla więźniów skazanych na śmierć. Oczekując na wyrok, Kalinowski za możliwość pisania listów do ukochanej i notatek o wolności, w tym „Listów spod szafotu”, płacił strażnikom słone łapówki.
14 marca Kastuś Kalinowski usłyszał wyrok: „Za objęcie funkcji członka Litewskiego Komitetu Rewolucyjnego, a następnie głównego organizatora powstania na tych ziemiach, a także za zdradę państwa i nawoływanie ludności do buntu – kara śmierci przez rozstrzelanie.”. 16 marca wyrok śmierci dla Kalinowskiego zamieniono z kary śmierci na karę powieszenia. Następnego dnia, hr. Michaił Murawjow, znany jako "Wieszatiel", wskazał Wilno jako miejsce egzekucji, a szef sztabu wojsk okręgu wileńskiego, generał dywizji Apollon Zimmerman, wydał komendantowi więzienia Wiatkinowi polecenie „natychmiastowej egzekucji”. Wyrok wykonano 22 marca 1864 roku, a ciało, jak i ciała innych powstańców, wrzucono do bezimiennego dołu pod Górą Zamkową w Wilnie. Dopiero 155 lat później doczekał się uroczystego pochówku na wileńskim cmentarzu na Rossie.
Tymczasem już w czasach współczesnych, postać Kastusia Kalinouskiego podlega na Białorusi, znanemu procesowi Damnatio memoriae. Tak więc zmienia się nazwy ulic jego imienia, czy imiona szkół. Białoruskie media opozycyjne twierdzą, że za tą aktywnością stoi rosyjski historyk Aleksander Diukow, szef rosyjskiej fundacji „Pamięć Historyczna”, który od kilku lat prowadzi kampanię mającą na celu wymazanie Kalinowskiego z historii Białorusi.
W jednym z jego ostatnich artykułów propagandysta opublikował osobiste listy Kalinowskiego do jego narzeczonej, Marii Jamontt herbu Pobóg. Jeden z nich, napisany 19 marca 1864 roku, trzy dni przed egzekucją w Wilnie, zaczyna się od słów: „Kochana, droga moja Marylko!”. Dokumenty te potwierdzają autentyczność słynnego „Listu spod szubienicy”, który kończy się znamiennymi słowami: „Mówię ci spod szubienicy, Narodzie, że dopiero wtedy będziesz szczęśliwy, gdy nie będzie nad tobą Moskala”.
Diukow, usilnie stara się przedstawić Kalinowskiego jako polskiego nacjonalistę, jednak paradoksalnie jego ostatni artykuł tylko wzbogacił wiedzę historyczną, ponieważ ujawnił nieznane wcześniej listy. Pięć z nich zachowało się w archiwach – cztery w Moskwie, jeden w Wilnie. Listy te trafiły do rąk carskiej policji po aresztowaniu rodziny Jamonttów w 1866 roku. Kalinowski, odmawiając składania zeznań, poprosił o papier i atrament, rzekomo do sporządzenia raportu na temat powstania. Zamiast tego pisał do swojej ukochanej, którą nazywał „godną córką Litwy”. Warto wspomnieć, że Maria Jamontt, przeżyła zesłanie na Syberię i w 1874 roku zamieszkała w Warszawie. Później wyszła za mąż za Wojciecha Dmochowskiego, bratanka znanego rzeźbiarza Henryka Dmochowskiego, również uczestnika powstania styczniowego. Maria zmarła w 1908 roku i została pochowana na Powązkach.
W jednym z listów z 10 marca 1864 roku Kalinowski zwracał się do narzeczonej:
„Droga Marylko,
Na progu śmierci los podpowiada mi, by pisać do Ciebie. Straszna rzeczywistość, zwłaszcza po tych nadziejach, które rodziły się w naszych sercach pełnych wzajemnej miłości. Poddaj się jednak z pogodą ducha losowi, który Cię spotkał. Czas leczy rany, a wspomnienie minionych chwil niech nie zatruwa Twojego życia. Twoje życie nie należy do Ciebie – zostało Ci dane, abyś niosła dobro i prawdę. Nagroda za to nie czeka w tym świecie, lecz w innym. Jeśli godnie spełnisz swoją misję – spotkamy się w niebie.”
Diukow stara się dowieść, że Kalinowski był Polakiem i działał na rzecz polskich interesów. Jednak w żadnym z pięciu odnalezionych listów - choć pisanych po polsku - nie pojawia się słowo „Polska” ani określenie „Polak” - zwracają uwagę białoruscy publicyści. Co więcej, Kalinowski pisał o Litwie jako o swojej ojczyźnie, co dla Diukowa stało się nowym argumentem – zaczął twierdzić, że „Litwin to po prostu Polak z poczuciem wyższości”. Te manipulacje wpisują się w politykę rosyjskiej propagandy, mającą na celu deprecjonowanie postaci ważnych dla narodowej tożsamości krajów byłego ZSRR.
Jednym z najbardziej znaczących dokumentów odnalezionych w archiwach jest list Kalinowskiego, w którym pisał:
„Marylko, moja droga, jeszcze słońce świeci nade mną, jeszcze mogę patrzeć, myśleć i pragnąć. Przez moje okno widzę Wilenkę, tę Wilenkę, tak drogą dla duszy każdego Litwina, siedzibę groźnych Olgierdów, miejsce myśli i czynów uświęconych Bogiem i prawdą. Patrząc na Wilno, serce przepełnia się dumą. A tam dalej, jak okiem sięgnąć, jak myślą objąć, nasz biedny lud, który w pocie czoła i w strasznej niewoli nie umie zapomnieć o Bogu i prawdzie. Czyż nie jest honorem oddać życie w ofierze za niego, za naszą ojczystą ziemię, usłaną grobami naszych bohaterskich przodków? To jest nasza chwała, to jest nasza duma.”
Diukow stwierdził w 2022 roku, że według niego Kalinowski, to „strukturalny odpowiednik Bandery”, który występował przeciwko Rosji, a dokładniej – przeciwko carskiej Rosji, na które dzisiejsza Federacja Rosyjska się wzoruje: „W nowoczesnym społeczeństwie informacyjnym przemilczanie już nie działa, nie da się zrobić z Kalinowskiego człowieka neutralnego wobec Rosji.(...) Jeśli w podręcznikach pisze się o Kalinowskim w pozytywnym świetle – to działa na korzyść opozycji. Opowiadając o Kalinowskim w pozytywnym sensie w podręcznikach szkolnych, władze popychają uczniów w objęcia BCB (białorusko-czerwono-białej flagi).” - twierdzi propagandysta.
Tymczasem nie wszyscy zgadzają się z obecnym znaczeniem postaci Kalinowskiego dla białoruskiego ruchu narodowego. Zdaniem Olega Łatyszonka, polskiego historyka narodowości białoruskiej, profesora Uniwersytetu w Białymstoku, żaden ze współpracowników Kalinowskiego nie kontynuował już później sprawy białoruskiej.
Według Łatyszonka, „Trzeba jakoś (choć to trudne) oddzielić Kalinowskiego od powstania. To, co zrobił Kalinouski, jest bardzo ważne dla Białorusinów - jego dziennikarstwo”. Ale w opinii naukowca powstanie wykopało przepaść między katolikami i prawosławnymi, a także zniszczyło zalążki edukacji białoruskiej. Profesor zauważa, że przed powstaniem Ukraińcy potrafili na fali carskiego słowianofilstwa stworzyć setki szkół na Ukrainie, w których nauczanie odbywało się w języku ukraińskim. Taki scenariusz mógł zrealizować się na Białorusi. „Ale po powstaniu te zalążki białoruskiej edukacji też zostały zlikwidowane. A Ukraińcy dostali rykoszetem, zabrali im też wszystko" - twierdzi Łatyszonek.
Historyk zauważa, że o Kalinowskim zaczęto wspominać dopiero w XX wieku, gdy powstały białoruski ruch narodowy wzorem innych narodów regionu, poszukiwał korzeni swojej tożsamości. Ale według Łatyszonka nie ma ciągłości między działalnością Kalinouskiego a białoruskim ruchem narodowym, a Kastuś Kalinouski najprawdopodobniej urodził się jako Polak. I zginął za Białorusinów. „Tak przynajmniej wynika z jego pism” – mówi naukowiec.
Według opozycyjnych mediów białoruskich, jak "Nasza Niwa", Kalinowski był rewolucjonistą walczącym o prawa chłopów i wolność swojego narodu. Dziś, mimo prób wymazania jego imienia, postać Kalinowskiego nadal inspiruje kolejne pokolenia Białorusinów i pozostaje symbolem walki o niezależność. To nie tylko patronowanie pułkowi walczącemu na Ukrainie, czy także działaniom politycznym emigracji. Jednym ze społecznych przykładów jest Białoruska Pamięć Narodowa - utworzona w 2007 roku organizacja stypendystów Programu im. Kalinowskiego w Polsce, która zajmuje się między innymi poszukiwaniem i upamiętnianiem miejsc związanych z działaczami białoruskiej emigracji, obchodzenie świąt narodowych, rocznic, organizowanie imprez o charakterze patriotycznym.