geopolityka • gospodarka • społeczeństwo • kultura • historia • Białoruś • Estonia • Litwa • Łotwa • Mołdawia • Obwód Kaliningradzki • Ukraina • Trójmorze • Trójkąt Lubelski

Opinie Komentarze Analizy

Zdjęcie: Pixabay

Rozwiązywanie dylematów

Michał Mistewicz

18-01-2022 09:50


Doszliśmy do momentu, kiedy wszelkie dowody historii tej części Europy, których doświadczyli jej mieszkańcy na przestrzeni ostatnich 200 lat, podpowiadają nam co wydarzy się dalej. Jednak wciąż czai się w zakamarkach splątanych myśli nadzieja, że to wszystko pomyłka, którą naprawią słowa dyplomatów. Nie sposób nie zauważyć, że ostatni rok to nieustanne spotkania i rozmowy dyplomatyczne, a ich częstotliwość rosła w sposób wykładniczy, co nie wróżyło stałych rozwiązań, a tylko kolejne gaszenia sprytnie rozpalanych pożarów przez naszego przeciwnika.

"Prezydent Władimir Putin najprawdopodobniej, w najbliższych tygodniach ponownie dokona inwazji na Ukrainę.(...) Dlaczego? Widzę skalę i rodzaj sił rozstawionych przez rosyjskie wojsko, ultimatum stawiane przez Putina i jego urzędników, wojenną retorykę, która do niedawna przesycała rosyjskie media, oraz zniecierpliwienie rozmowami wyrażane przez jego ministra spraw zagranicznych. Do tego należy dodać prawdopodobny niepokój, jaki wywołały u Putina demonstracje w Kazachstanie w ubiegłym tygodniu - i sukces Moskwy w ich stłumieniu.  Jednak podstawowym powodem, dla którego uważam, że rozmowy z Rosją zakończą się fiaskiem, jest fakt, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy nie mają nic, co mogliby natychmiast zaoferować Moskwie w zamian za deeskalację." - napisała dr Evelyn N. Farkas, która pełniła funkcję zastępcy asystenta sekretarza obrony ds. Rosji, Ukrainy i Eurazji w administracji prezydenta Obamy, a także była starszym doradcą Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych NATO.

Dalej Farkas zauważa, że zwycięstwo Rosji będzie oznaczało globalną destabilizację, a kolejne zdobycze Putina będą powrotem do granic sprzed 1991 roku. Tym samym warto zauważyć już kolejną opinię ekspertów zachodnich, którzy kampanię Putina porównują do rewanżystowskiej rekonkwisty obszaru postradzieckiego. "Istnieje przerażająca możliwość, że Amerykanie, wraz z naszymi europejskimi sojusznikami, będą musieli użyć naszego wojska, aby odeprzeć Rosjan - nawet ryzykując bezpośrednią walkę. Ale jeśli nie zrobimy tego teraz, Putin zmusi nas do walki innego dnia, prawdopodobnie w obronie naszych bałtyckich lub innych wschodnioeuropejskich sojuszników.(...) Biden powinien natychmiast udać się do Organizacji Narodów Zjednoczonych, aby zmobilizować globalną społeczność narodów. Musimy zbudować nową koalicję chętnych do egzekwowania suwerenności państwowej zapisanej w Karcie Narodów Zjednoczonych." - podsumowuje dr Farkas.

Zapytany, co może być najgorszym skutkiem obecnej niestabilności geopolitycznej, premier Łotwy Krišjānis Kariņš powiedział, że najgorszym scenariuszem jest wojna. "Jeśli dojdzie do wojny, NATO jest gotowe". Premier Łotwy dodał, że wojna Rosji z krajami NATO jest prawie nie do pomyślenia, gdyż oznaczałoby to wojnę światową. "Myślę, że każdy kryzys czy poważne wyzwanie zbliża do siebie sojuszników. Wyzywające ultimatum Rosji nie tylko zbliża do siebie członków NATO, ale także NATO i Unię Europejską. Rosja nie zrozumiała, że NATO nie jest "Folwarkiem zwierzęcym Orwella" z równymi krajami i mniej równymi członkami" - z kolei powiedział łotewski minister obrony Artis Pabriks. Minister potwierdził przy tym słowa swojego premiera mówiąc, że NATO jest gotowe na każdy scenariusz. „Rozmowy te dowodzą, że nasz wybór wejścia na drogę wejścia zarówno do NATO, jak i do Unii Europejskiej w latach 90-tych był jedynym słusznym wyborem, gdyby tak się nie stało, bylibyśmy w dużo gorszej sytuacji niż dzisiaj Ukraina" - powiedział łotewski minister oceniając zeszłotygodniowe rundy rozmów USA i NATO z Rosją.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa Łotwy rozmowy NATO-Rosja są inaczej oceniane, powiedział dr Tom Rostock, dyrektor Centrum Badań Bezpieczeństwa i Strategicznego (DSPC) Łotewskiej Akademii Obrony Narodowej (LNAA). Według niego Łotwa przyjęła z zadowoleniem fakt, że państwa członkowskie NATO nie skapitulowały wobec żądań Rosji. "Jednocześnie musimy mieć świadomość, że Rosja bardzo negatywnie oceniła wyniki negocjacji. Strona rosyjska stwierdziła, że ​​dalej nie ma o czym mówić, bo w sprawach naprawdę ważnych dla Rosji, takich jak zatrzymanie procesu rozszerzenia NATO, Rosja nie uzyskała oczekiwanych ustępstw ze strony NATO. Dlatego z punktu widzenia Łotwy oczywiście, podobnie jak nasi inni partnerzy z NATO, jesteśmy zaniepokojeni tym, co Rosja zrobi dalej, zarówno w odniesieniu do Ukrainy, jak i innych możliwych kierunków, w których Rosja mogłaby wywierać presję, w tym w regionie bałtyckim. Z niepokojem obserwujemy, co będzie dalej" - powiedział dyrektor DSPC LNAA.

"Czas może być po stronie USA i ich sojuszników: Rosja nie może, z wewnętrznych powodów finansowych i politycznych, w nieskończoność utrzymywać swojej ogromnej ekspansji w pobliżu Ukrainy; nie może też ignorować faktu, że za kilka tygodni na Ukrainie ustąpi zima (co ułatwi obronę), że siły ukraińskie nadal wyposażane są w nowe systemy, które uczynią dalsze wtargnięcie bardziej kosztownym, lub że jej interwencja w Kazachstanie zmieniła część geopolitycznego rachunku. Zgadzając się na rozmowy z Rosją, USA i ich sojusznicy muszą wyjść z nich z jak najmniejszymi szkodami, a następnie przystąpić do zadania dalszego wzmacniania kolektywnej obrony NATO i zdolności Ukrainy do samoobrony" - napisali Luke Coffey i Daniel Kochis w analizie dla Fundacji Heritage.

Według autorów w rozmowach administracja Bidena powinna przestrzegać siedmiu zasad: zostawienia zasady otwartych drzwi do NATO, utrzymanie możliwości ćwiczeń wojskowych z sojusznikami, nieustępliwość w kwestii prawa Ukrainy do samoobrony w tym możliwości dostarczania jej broni; absolutnie nie zgadzać się na wycofanie wojsk USA z Europy, w tym z sojuszniczych państw Europy Wschodniej, a także wycofania uzbrojenia z terytoriów 8 państw NATO, czego chce Rosja, a na koniec nie zgadzać się na "mgliste obietnice, których USA mogą w przyszłości żałować". Chodzi tu na przykład  o układy o rozmieszczaniu taktycznej broni jądrowej i systemów pośredniego zasięgu w Europie, bo gwarancje składane w pośpiechu mogą być dla USA powodem do zmartwień w późniejszym czasie. "Prezydent Biden musi oprzeć się pokusie zaoferowania Rosji ustępstw w celu zakończenia kryzysu na Ukrainie. Prezydentowi Putinowi nie można ufać i dopóki pozostaje on u władzy, Rosja nie może być wiarygodnym partnerem dla wspólnoty transatlantyckiej. Teraz jest czas na amerykańskie przywództwo i siłę, a nie na słabość i potulność." - kończą tymi słowami swoją analizę autorzy.

"Najwyraźniej Putin wymyślił ten kryzys, aby coś osiągnąć, ale pozostaje niejasne, co to jest. Na pewno wie, że Ukraina będzie walczyć, jeśli wznowi agresję, którą rozpoczął w 2014 roku i niewątpliwie zdaje sobie sprawę, że najwyższy odsetek poborowych do ukraińskiej armii stanowią żołnierze ze wschodu, którzy mimo rosyjskiego pochodzenia etnicznego i językowego nie chcą być zmuszani do życia w kleptokracji Putina. Wie też, że im bardziej zmasowany atak i większe zniszczenia, im większa liczba zabitych i im głębiej podbite terytorium - tym większą i bardziej długotrwałą wrogość wzbudzi w narodzie ukraińskim i tym kosztowniejsza będzie okupacja, by go sobie podporządkować. Wie też, że jego żądania wobec USA i NATO są oburzające i jest mało prawdopodobne, że zostaną wszystkie spełnione." - mówi w wywiadzie dla "1945" dr Phillip Karber, prezes Fundacji Potomac, ekspert bezpieczeństwa narodowego, który pół roku spędził w Donbasie. Według eksperta jedną z rad na zapobieżenie rosyjskiej inwazji jest jak najszybsze dozbrojenie armii ukraińskiej, której posiadane w tej chwili 120 wyrzutni przeciwpancernych Javelin może starczyć tylko na utrzymanie linii w Donbasie. Karber twierdzi, że wysłanie 500 pojazdów Bradley i Humvee z zamontowanymi starszymi wyrzutniami TOW-2, może być szybkim i opłacalnym sposobem radzenia sobie z rosyjskim zagrożeniem.

"Putin jest tyranem, którego strategia opiera się na XX-wiecznej walucie siły zbrojnej i nie wydaje się być pod wrażeniem postmilenijnej retoryki epifenomenalistów. Mieszkańcy Ukrainy przeciwstawili się rosyjskiej dominacji, aby stać się częścią Zachodu. Mieli odwagę i wytrwałość, by trzymać tyrana na dystans przez osiem lat wojny. Teraz, gdy USA i NATO odmawiają im militarnego wsparcia w tym kryzysie... jak długo będą w stanie wytrzymać? Tragicznie zostawiliśmy ich dyndających jak liść na wietrze, nie mających dokąd pójść, a ich przetrwanie zależy od kaprysu Putina." - zauważa Karber.

I niestety te słowa potwierdziły wypadki dnia wczorajszego: po odmowie przez minister spraw zagranicznych Niemiec Annalenę Baerbock dostarczenia broni Ukrainie, doszedł kilka godzin później fakt omijania przez brytyjskie samoloty transportowe z bronią dla Ukrainy niemieckiej przestrzeni powietrznej. Jak napisał Marek Świerczyński "Jeśli to z powodu celowej niemieckiej blokady, to Niemcy przesadziły i poniosą tego skutki. Nastroje w Polsce będą jeszcze gorsze, a nawet na Litwie się to nie spodoba, ludzie będą pytać: co w razie wojny z Rosją? Wiarygodność sojusznicza Niemiec osłabła." Dodam od siebie, że przypomina mi to niemieckie blokady transportów dla naszego wojska w lipcu i sierpniu 1920 roku.

Tymczasem z drugiej strony jakie mamy wypowiedzi na temat przyczyn aktualnej sytuacji? Wprost niewiarygodnie brzmiące dla większości obecnych polityków w Europie Zachodniej, poświadczające jednak podane wyżej spostrzeżenia ekspertów. Na pytanie amerykańskiego dziennikarza, co takiego zmieniło się ostatnio, że Rosja robi wszystko to co robi - rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaczyna odpowiedź od słów: "To wszystko zaczęło się na początku lat 1990-tych...". Ten sam Pieskow na temat obaw i żądań NATO w sprawie posiadanych w Obwodzie Kaliningradzkim rakiet Iskander mówi tak: "Rosja nigdy z nikim nie będzie rozmawiać o wycofaniu jakichkolwiek rakiet i broni z Kaliningradu. Bo Kaliningrad to terytorium Rosji. Z całym szacunkiem, nigdy nie zgodzimy się na żadne żądania w kwestii tego, co robimy na naszym terytorium. Żaden kraj nie będzie tego tolerował".  "Rozważamy również różne scenariusze. Uważamy, że w rzeczywistości powinno być ich znacznie mniej, ponieważ zadane pytanie jest bardzo bezpośrednie i bardzo konkretnie sformułowane. W takich kwestiach nie jest zadaniem "komplikować to, co być może nie jest tak skomplikowane" - powiedział,Pieskow w nawiązaniu do wypowiedzi zastępcy sekretarza stanu USA Victorii Nuland, która stwierdziła, że ​​Stany Zjednoczone przygotowały 18 scenariuszy na wypadek inwazji Rosji na Ukrainę.

"Jeśli imperialistyczne zapędy Rosji nie są tylko blefem, w tym roku należy się spodziewać urzeczywistnienia gróźb sięgnięcia po środki militarne i techniczno-wojskowe dla realizacji zapowiadanych pretensji do destabilizacji przestrzeni poradzieckiej." - napisał mołdawski publicysta Victor Pelin w artykule "2022 - rok geopolitycznych kryzysów". "Aksjomatem jest, że państwa autorytarne i skorumpowane muszą doprowadzać do napięć w stosunkach z sąsiadami. Takie działania są potrzebne do usprawiedliwienia represji wobec własnych obywateli. Obecnie mamy najbardziej wymowne przykłady w tym zakresie. Reżim Łukaszenki na Białorusi uciekł się ostatnio do bardzo niebezpiecznych prowokacji na granicach z Polską i Litwą, wywołując kryzys humanitarny poprzez wykorzystywanie uchodźców z Bliskiego Wschodu. (...) W zaistniałej sytuacji oczywistym jest, że destabilizacja Republiki Mołdowy będzie próbowana poprzez wykorzystanie zależności energetycznej od Rosji i ewentualne prowokacje ze strony separatystycznego reżimu naddniestrzańskiego. Władze Mołdawii i klasa polityczna powinny jasno sformułować swój stosunek do rosyjskich pretensji do destabilizacji sytuacji w regionie, podejmując wszelkie niezbędne środki, aby się im przeciwstawić. W przeciwnym razie ostatnie kryzysy polityczne w państwach tak zwanej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej znajdą echo także w Mołdawii. W tym celu opracowano koncepcję destabilizacji przestrzeni postsowieckiej." - trafnie zauważa Pelin.

Z polskiego punktu widzenia warto zauważyć pewną kwestię, która przez dziesiątki lat była jedną z kości niezgody pomiędzy wizjami kierunków rozwoju naszej wschodniej polityki zagranicznej. Otóż w tych dniach poprzez proste fakty nasz przeciwnik rozwiązuje za nas te niemal już odwieczne dylematy. Mam na myśli oczywiście wczorajszy białoruski komunikat o szczegółach najbliższych ćwiczeń wojskowych białorusko - rosyjskich, a które mają przebiegać na Białorusi przy granicy z Polską i Ukrainą. Według tego komunikatu wojska te będą ćwiczyć konfrontację z Polską, Ukrainą i państwami bałtyckimi.

To co umyka niektórym - bo może z jakichś powodów jest to niewygodne - a co jednak warte jest podkreślenia: to wszystkie te wymienione kraje są traktowane jako jeden przeciwnik. Czy będziemy potrafili wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski? Czy wreszcie dostrzeżemy, prosty i niezmienny dogmat Kremla w spojrzeniu jej polityki zachodniej?

"Londyński "The Times" w sierpniu 1835 roku pisał: "Rosja powinna widzieć i zrozumieć (...), że walka nie jest zakończona, że jej zwycięstwo nie jest zabezpieczone, że może nadejść godzina wolności". Uczeń Lelewela, Mickiewicz, napisze później lapidarnie, iż do przyszłego zwycięstwa konieczna jest "pomoc wzajemna w wojnie o wolność"."Pielgrzymi w krajach, gdzie nasze myśli wyjawiać nam wolno, powinniśmy dzisiaj wziąć się społem ku odbudowaniu na podstawie narodowej (...) jedynej polityki, która naszą Rzeczpospolitą zbawić może, polityki polskiej" - napisał w swojej pracy o powstaniu listopadowym prof. Władysław Zajewski. To są kwestie, które powracają wciąż w nowych odsłonach i wciąż, jak widać, musimy je brać pod uwagę.


opr. wł.

Komentarze (0)


Zostaw komentarz


Informacje

Redaktor zarządzający: Michał Mistewicz
wykop.pl
Twitter
Facebook
redakcja [[]] czaswschodni.pl
©czaswschodni.pl 2021