Opinie Komentarze Analizy

Miara współpracy

Zdjęcie: Pixabay

Miara współpracy

Michał Mistewicz

06-10-2026 09:30

"Miron Korduba postawił kiedyś tezę, że granice etnograficzne ukraińsko-rosyjska i białorusko-rosyjska ustaliły się dość dokładnie na linii granic Rzeczpospolitej sprzed Andruszowa, za co dostał wielkie zmywanie głowy od innych ukraińskich historyków. A jednak ... Gdyby .nie związek Księstwa z Polską, Moskwa wdarłaby się na ziemie białoruskie i  ukraińskie znacznie wcześniej i miałaby czas na dokonanie większych zniszczeń, niż dokonała." - pisał Józef Łobodowski w 1952 roku. Popularne "gdybanie" nie jest tym, co zamierzam popierać, a jednak ówczesne uwagi dobrze opisują niezmienność zakusów Kremla na obszar byłej I Rzeczpospolitej, czego jesteśmy świadkami współcześnie.
 
Tymczasem ponownie miniony tydzień potwierdził moje poprzednie obserwacje. Jeżeli ktokolwiek miał nadzieję na jakąkolwiek zmianę w podejściu Łukaszenki i jego podwładnych do relacji z Zachodem i tym samym z Rosją to mógł się gorzko rozczarować. Tuż po nagłośnionym spotkaniu szefów dyplomacji Polski i Białorusi, Łukaszenka ruszył z własną, wasalną "kontrofensywą". 

"Wczoraj Łukaszenka po raz kolejny zapewnił gubernatora obwodu uljanowskiego, Aleksieja Russkicha, że polityka wielowektorowości nie oddala Mińska od Moskwy. Wcześniej podobne oświadczenia padały już niejednokrotnie – w 2025 roku białoruski polityk „usprawiedliwiał się” z tejże „wielowektorowości” przed gubernatorem obwodu smoleńskiego, Wasilijem Anochinem. A w lutym tego roku przekonywał sekretarza stanu Państwa Związkowego Siergieja Głazjewa – rzekomo o tym, że podczas negocjacji z USA nie rozwiązuje swoich problemów kosztem Rosji. Te regularne tłumaczenia można dość łatwo wyjaśnić – wcale nie wszyscy w rosyjskim establishmencie ufają swojemu białoruskiemu sojusznikowi. (...) Wypuścić pod tym pretekstem więźniów politycznych? Dla Łukaszenki to żaden problem – w rezerwie pozostaje mu dziewięć milionów kandydatów na zwolnione miejsca. Zachód był i pozostaje dla Łukaszenki obcy. O czym i z kim można tam się dogadywać, biorąc pod uwagę regularną rotację tamtejszych elit politycznych? Wszelkie porozumienia mogą zostać zrewidowane lub wręcz anulowane już w trakcie następnego cyklu politycznego. Ale są politycy i są biznesmeni, z którymi można i trzeba robić interesy. Trump postrzegany jest właśnie jako biznesmen. Nie ma tu mowy o żadnej „ucieczce na Zachód”. - zauważa Ihor Lenkiewicz, białoruski publicysta.

W następnych dniach, swoje wiernopoddańcze homagium, Łukaszenka składał jeszcze dwukrotnie, w tym na forum EAEU. Natomiast w czasie wczorajszego spotkania z Piotrem Fradkowem, prezesem rosyjskiego banku PSB, używał ponownie określenia "wspólnej Ojczyzny, od Brześcia po Władywostok". To spotkanie jest o tyle interesujące, że  Fradkow jest przedstawicielem kolejnego kremlowskiego klanu "bojarów Putina". Ojciec jest emerytowanym szefem SWR, natomiast brat Paweł jest wiceministrem obrony. Natomiast sam objęty sankcjami zachodnimi, bank PSB obsługuje kontrakty rządowe, w tym dotyczące obrony. 

Łącznie z niedawnym powołaniem na stanowisko zastępcy szefa administracji dyktatora, szefa sztabu generalnego gen. Pawła Murawiejki, o rzekomo dość osobliwych obowiązkach, obraz zależności obecnej Białorusi od Rosji jest dość jednoznaczny. Tak czy inaczej iluzje niektórych polskich ekspertów są niestety powtarzalnym błędem podejścia. "Pojawia się uporczywe déjà vu - sąsiadów po raz kolejny nakłania się, by weszli w kolejny, już chyba trudny do policzenia, etap prób udobruchania białoruskiego reżimu. I by zwrócić go twarzą ku sobie, a do Rosji -jeśli nie tyłem, to przynajmniej bokiem." - zauważał w innym felietonie Ihor Lenkiewicz.

Z mojego punktu widzenia, nie tyle interesujący jest ruch Łukaszenki, co równoczesne z tym i z wypowiedziami mińskiego MSZ, uruchomienie "trojańszczyzny". Korelacja czasowa wystąpienia Marii Kalesnikowej o tym iż rzekomo, sankcje nie działają wobec reżimu, jest dość znacząca. Warto przy tym zauważyć, iż we wrześniu "przypomniano" w swoisty sposób o dalszym losie obecnych na Białorusi zakładników. Wszak 9 września były prawnik Wiktara Babaryki, Dźmitrij Łajewski, został skazany na trzy lata więzienia. 

""Reset" z Białorusią można włożyć między bajki. Zbyt radykalne różnice w wartościach pomiędzy Polską i Białorusią robią go niemożliwym. Jednak „coś za coś" jest całkiem realne. Trzeba wiedzieć czego się chce i być twardym i konsekwentnym. To zawsze na Wschodzie przynosi efekty."  - zauważa Andrzej Poczobut.

Po Białorusi, przenieśmy się na północ, gdyż nasze odpowiedniki Belgii i Holandii z 1940 roku, czyli Litwa, Łotwa i Estonia są tym, co budzi szczególny niepokój, w tym na Zachodzie. "Estonia na stałe przesuwa swoje wojska bliżej granicy z Rosją i nabywa broń, która mogłaby uderzyć głęboko w terytorium sąsiada. Kraj ten, będący częścią NATO, przygotowuje się bowiem na potencjalną agresję Rosji poza Ukrainą – twierdzą urzędnicy. Szefowie estońskich sił zbrojnych i służb wywiadowczych nie uważają, aby Moskwa była zainteresowana pełnoskalową wojną z NATO, przynajmniej w ciągu najbliższych dwóch lat, lecz uważają, że ich wojowniczy sąsiad przygotowuje się na potencjalny przyszły konflikt z tym niewielkim państwem bałtyckim." - donosi "Financial Times". 

I znów w tekście czytamy o Narwie, w taki sam sposób, jak czytalibyśmy o tym strategicznym miejscu na mapie w listach hetmana Jana Karola Chodkiewicza z XVII wieku. Według tego artykułu, znów czeka nas walka o Narwę, tak jak to było wówczas. A jednak, wspomniane w artykule wsparcie Wielkiej Brytanii, po szumnej zapowiedzi o parasolu nuklearnym dla krajów JEF, zostało chwile później podważone z powodu obecnych problemów obronnych Londynu. W tej sytuacji estońskie media cieszą się z szwedzkich deklaracji dalekiego uderzenia. I tutaj kolejny raz kłania się geograficzna bliskość i znaczenie obronne naszego kraju dla wysuniętych Estonii, Łotwy i Litwy.

Właśnie u naszego najstarszego sojusznika, trwa dyskusja nad wznowieniem poboru powszechnego, co również ma miejsce w naszym kraju. O ile na Litwie podchodzi się do tego szczególnie rzeczowo, by tylko wspomnieć wybór modelu szkolenia, potrzebnej bazy instruktorskiej i obiektów, to mam wrażenie, iż w naszym kraju, dyskusja ma wymiar bardziej teoretyczny i czasami niemal metafizyczny.

Ale badanie przeprowadzone w ostatnim czasie przez Klub Jagielloński pokazuje, że rośnie świadomość znaczenia "wyciągniętej siły obronnej i porządnej z ogólnej siły narodu". "„Czy należy wprowadzić w Polsce kilkumiesięczne przeszkolenie oraz powszechną służbę wojskową, którym podlegałby każdy młody człowiek o odpowiednim stanie zdrowia, bez względu na płeć?”.(...) W ogóle badanej populacji pozytywnie na pytanie odpowiedziała ponad połowa Polaków – 53,9%. Przeciw jest co czwarty respondent, 25% badanych. Odpowiedź „Trudno powiedzieć” wybrało 21,1% osób." - czytamy w omówieniu wyników badania. Najbardziej budująca jest informacja, iż zwolennicy propozycji przeważają nad jej przeciwnikami w każdej grupie wiekowej. "Jedynym odstępstwem od tej prawidłowości są osoby w wieku 25-34 lat, wśród których poparcie okazuje się niższe niż wśród najmłodszych" - i z takich niuansów należy wyciągnąć wnioski.

Tymczasem relacje z Litwą nabierają szczególnego znaczenia. Jak już kilkukrotnie wspominałem, starcie z Rosją, jest dla naszych sojuszników z państw bałtyckich kwestią egzystencjalną. Tym samym współpraca musi być jak najszersza. Do tego wciąż jesteśmy poddawani naciskowi, ostatnio również medialnemu. 

"25 września 2026 r. rosyjska państwowa agencja RIA Nowosti opublikowała na swojej stronie głównej felieton Aleksandra Nosowicza pod tytułem „Rosję czeka kolejna Specjalna Operacja Wojskowa. Będzie bardzo krótka”. Autor sugerował w nim potrzebę uderzenia rakietowego na Litwę. Po kilku godzinach redakcja usunęła tekst jako niezgodny z polityką państwową Federacji Rosyjskiej.(...) Dlatego zarówno Polska, jak i Litwa powinny kontynuować działania wzmacniające odporność instytucjonalną i świadomość społeczną oraz ograniczające skutki prowokacji i zwiększające odporność państw NATO. Przykładem są coroczne litewskie ćwiczenia testowe krajowego systemu mobilizacyjnego „Vyčio skliautas 2026” (Sklepienie Pogoni 2026), odbywające się od 25 września do 3 października na Litwie. Ich celem jest ocena sprawności struktur zarządzania mobilizacją, zarządzania informacją, mobilizacji i dystrybucji zasobów, interakcji instytucjonalnych, ciągłości działania oraz zdolności do zapewnienia kluczowych funkcji państwa w szybko zmieniającym się środowisku bezpieczeństwa. " - czytamy w komentarzu dr. hab. Aleksandry Kuczyńskiej-Zonik i dr. Jędrzeja Piekary.

Dopiero teraz oficjalnie przystąpiono do tworzenia polsko-litewskich planów ewakuacji ludności cywilnej naszych północnych sojuszników. Przypomnę, że o takiej potrzebie wspominałem dwa lata temu. Tym niemniej czynnik czasu pokazuje, że jest go coraz mniej na takie wspólne przedsięwzięcia. A to zmusza do przemyślenia raz jeszcze kwestii większej otwartości i porzucenia dotychczasowych schematów ideologicznych.Czas na pogłębioną współpracę, a nie na wszczepione nam lęki poprzedniej epoki.
 


opr. wł.
Ostatnie wiadomości z #polska
Piątkowy nasłuch CW (140)
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl